Myriads Of Me: Tellur's Journal

Wanderlust%20ProjectQuantcast

Wanderlust Project to moje muzyczne alter ego – projekt, nad którym pracuję od końca 2008 roku. Zapraszam Was do przesłuchania mojej twórczości!

22.12.07

Terra incognita... (Część VI)


Animowane kontynuacje filmów i seriali aktorskich mają dwojaką naturę. Z jednej strony umożliwiają pominięcie zazwyczaj niewystarczającego budżetu na efekty specjalne i przeniesienie na ekran spektakularnych wizji scenarzystów za pomocą tradycyjnej animacji, ale z drugiej strony często są traktowane po macoszemu, jako coś dodatkowego, mniej istotnego, wręcz zbędnego, służącego wyłącznie do wygenerowania zysku poprzez odcinanie kuponów od znacznie ważniejszego, aktorskiego pierwowzoru. Od tej prawidłowości są oczywiście wyjątki – wystarczy wspomnieć rewelacyjne animacje z serii "Animatrix", które w znacznym stopniu rozwijają wszechświat "Matrixa", albo bardzo przyzwoity serial animowany na podstawie filmu "Men In Black". Zazwyczaj jednak animowane kontynuacje są przeznaczone dla znacznie młodszego widza, nie są uznawane za kanoniczne i nie wnoszą wiele do właściwego wszechświata danej serii.

Z przykrością muszę przyznać, że takie wrażenie sprawia animowana seria "Stargate Infinity", która jest bardzo luźną kontynuacją serialu "Stargate SG-1". Na tyle luźną, niekonsekwentną i po prostu słabo zrealizowaną, że fani właściwego serialu chcieliby o niej po prostu zapomnieć, a już na pewno nie ma żadnej dyskusji co do stopnia jej kanoniczności. Jest to po prostu seria jednogłośnie pomijana.

Stargate InfinityAnimowana seria "Stargate Infinity" miała swoją premierę w 2002 roku i ukazywała się równocześnie z drugim sezonem serialu "Stargate SG-1". Jej fabuła rozgrywa się 30 lat po "Stargate SG-1" i koncentruje się, bo jakby inaczej, na drużynie śmiałków, która odwiedza obce planety za pomocą systemu Gwiezdnych Wrót. Jednak traf chciał, że tym razem wyprawy przez Wrota nie mają oficjalnego, militarnego charakteru, lecz drużyna jest zmuszona uciekać przezeń przed obcą rasą, która usiłuje zatrzeć wszelkie ślady po swoim ataku na Ziemię.

Seria została przeznaczona dla znacznie młodszego widza i zawiera wiele treści infantylnych, moralizatorskich. Każdy odcinek obowiązkowo posiada "edukacyjne" motto o przyjaźni, tolerancji lub potrzebie współpracy, a od ilości politycznej poprawności w serialu może zrobić się niedobrze. Nie idzie nawet o to, że jest to serial dla dzieci. Jest to natomiast serial dla dzieci mało myślących i nad wszystko poprawnych.

Ponieważ "Stargate Infinity" dzieje się w przyszłości w stosunku do serialu "Stargate SG-1", ale zostało wycofane z produkcji po jednym sezonie, to bardzo prędko wydarzenia z "SG-1" zakwestionowały kanoniczność swojego animowanego odpowiednika. "Infinity" wprowadziło fabłułę o rasie Pradawnych, która jednak rozwinęła się w zupełnie inną stronę w serialu aktorskim i nie sposób było dwóch tak różnych wizji pogodzić ze sobą, oczywiście na niekorzyść animowanej serii. W konsekwencji "Stargate Infinity" zyskało wśród fanów "Gwiezdnych Wrót" status przywodzący na myśl "Star Wars: The Holiday Special" wśród fanów "Gwiezdnych Wojen". Polecam tę serię jedynie bardzo wytrwałym fanom, którzy chcą obejrzeć wszystko. W przeciwnym wypadku radzę trzymać się od niej z daleka.

20.12.07

Terra incognita... (Część V)


Serial "Stargate Atlantis" powstał w 2004 roku jako kontynuacja i rozwinięcie niektórych wątków z głównego serialu "Stargate SG-1", które mniej lub bardziej celowo zaczęły żyć własnym życiem i domagać się rzetelnego ukazania we własnej, częściowo niezależnej od pierwowzoru formie. Nie dane mi było jednak śledzić tego spin-offu od samego początku, gdyż serialami "Stargate Atlantis" i "Stargate SG-1" zainteresowałem się, gdy ten pierwszy serial dochodził już do końca swojego trzeciego sezonu, a ten drugi – do końca dziesiątego, ostatniego. Chociaż szybko nadrobiłem zaległości i zacząłem oglądać "Stargate Atlantis" na bieżąco, to jednak nie uczestniczyłem w procesie jego powolnego zadomawiania się w świadomości fanów.

Stargate AtlantisMimo to jednak wyobrażam sobie, jakie panowały nastroje przed jego premierą. "Stargate Atlantis" nigdy nie miał zastąpić swojego pierwowzoru, a jedynie uzupełniać go i rozwijać wszechświat serialu o nową mitologię, więc podejrzewam, że te nastroje były raczej pozytywne. "Stargate Atlantis" kontynuował wątek z głównego serialu o starożytnej Atlantydzie sprzed wielu tysięcy lat, statku-mieście Pradawnych, przodków ludzkości. Miasto Atlantyda mieściło się ongiś na Antarktydzie, ale Pradawni opuścili przed wiekami naszą Galaktykę i udali się do sąsiedniej Galaktyki Pegazusa, gdzie ostatecznie przegrali wojnę z Wraithami – rasą wampirów o owadziej strukturze społecznej. Kierując się potrzebą poznawania obcych światów, zawierania sojuszy i zdobywania nowych technologii, Atlantis biorą w posiadanie ludzie, a konkretnie – ekspedycja militarno-cywilna, która osiąga Atlantis przez Gwiezdne Wrota z Ziemi. Tym razem to ludzkość musi zmierzyć się z Wraithami, jednocześnie zadomawiając się po raz pierwszy w Galaktyce Pegazusa.

Co innego obiecywał pierwszy, pełnometrażowy odcinek pilotażowy serialu pt. "Rising", a czym innym serial stał się na dłuższą metę. W pierwszym odcinku serialu ekspedycji przyszło stoczyć pierwsze walki z bardzo, wydawałoby się, potężną i niebezpieczną rasą Wraithów. Owadzia struktura ich społeczeństwa i ich drapieżny, bezwzględny charakter pozwalały domniemywać, że bohaterom przyjdzie zmagać się z bezosobową, w pełni nastawioną na walkę rasą, tymczasem sam serial z odcinka na odcinek zaczął powoli, acz konsekwentnie uczłowieczać rasę Wraithów i stopniowo zmniejszać ich siłę i potencjał, więc po pewnym czasie bardzo wymagający wróg zamienił się w pomniejszą uciążliwość. Pierwszy odcinek podkreślał również osobliwą, prawie że gotycką estetykę obcej rasy. Białowłosi, odziani w skórzane płaszcze Wraithowie przywodzili wprawdzie na myśl ziemską subkulturę metali lub gotów, ale jednocześnie stanowczo odbiegali od poprzednich wrogów z serialu "Stargate SG-1". Z czasem trwania serialu gotycke elementy powoli stawały się coraz mniej ważne i widoczne.

Odcinek "Rising" przywodził do pewnego stopnia na myśl serial "Star Trek: Deep Space Nine". Oto międzynarodowa ekspedycja ludzi – tym razem zarówno żołnierzy, jak i cywili – obejmuje władzę nad miastem Atlantis, które stanowi bramę do Galaktyki Pegazusa. Można było spodziewać się, że serial w większym stopniu będzie skupiał się na dyplomacji i relacjach ekspedycji z opresjonowaną przez Wraithów ludnością obcej galaktyki, tymczasem bardzo szybko przeistoczył się w cotygodniowe, bezmyślne potyczki z Wraithami, które zawsze kończyły się na korzyść ludzkości. Trudno nie uznać, że serial po drodze roztrwonił gdzieś swój potencjał, ale jednocześnie zapewnił mi sporo bezmyślnej, wakacyjnej rozrywki z ogromną liczbą wybuchów i kosmicznych potyczek.


Ciąg dalszy nastąpi...

14.12.07

Netlabele... (Część VI)


Słuchanie muzyki uważam za zajęcie wyjątkowo osobiste, wręcz intymne. Nie oznacza to oczywiście, że od czasu do czasu nie wybiorę się na koncert. Jednak zupełnie nie rozumiem idei dzielenia się muzyką ze znajomymi i wspólnego słuchania płyt. Prawdopodobnie wiąże się to z faktem, że ilekroć podzielę się z kimś muzyką, której słucham, to reakcja najczęściej jest tożsama – Tego nie można słuchać! To w ogóle nie jest muzyka! Jednak gdy proszę o doprecyzowanie, co w konkretnym utworze sprawia, że wręcz nie można zaliczyć go do muzyki, to już znacznie trudniej o ciekawą odpowiedź.

Czym bowiem jest muzyka...? Nie ukrywam, że moja misja polega częściowo na odnajdywaniu takiej muzyki, która poszerza granice tego, co muzyką można w ogóle nazwać. Nie jest to zatem muzyka oczywista i konwencjonalna, ale jednocześnie trudno odebrać jej miano muzyki. Istotę eksperymentalnej muzyki tego rodzaju dobrze kiedyś ujął John Cage:

If this word "music" is sacred and reserved for eighteenth and nineteenth century instruments, we can substitute a more meaningful term: organization of sound.

Ponieważ jednak jest to muzyka skrajna, niezrozumiała, to nic dziwnego, że znajduje zrozumienie jedynie w rzadko odwiedzanych czeluściach Internetu, publikowana za pośrednictwem mało popularnych netlabeli. Słyszeliście kiedykolwiek o muzyce z gatunku Noise...? Wikipedia definiuje Noise music następująco:

Noise music is a term used to describe varieties of avant-garde music and sound art that may use elements such as cacophony, dissonance, atonality, noise, indeterminacy, and repetition in their realization. Noise music can feature distortion, various types of acoustically or electronically generated noise, randomly produced electronic signals, and non-traditional musical instruments. Noise music may also incorporate manipulated recordings, static, hiss and hum, feedback, live machine sounds, custom noise software, circuit bent instruments, and non-musical vocal elements that push noise towards the ecstatic.

Muzyka Noise wykorzystuje stosunkowo nową technologię syntezy dźwięku o nazwie Granular synthesis. Powyższą technikę Wikipedia definiuje następująco:

Granular synthesis is a basic sound synthesis method that operates on the microsound time scale. It is often based on the same principles as sampling but often includes analog technology. The samples are not used directly however, they are split in small pieces of around 1 to 50 ms in length, or the synthesized sounds are very short. These small pieces are called grains. Multiple grains may be layered on top of each other all playing at different speed, phase, volume, and pitch.

The result is no single tone, but a soundscape, often a cloud, that is subject to manipulation in a way unlike any natural sound and also unlike the sounds produced by most other synthesis techniques. By varying the waveform, envelope, duration, spatial position, and density of the grains many different sounds can be produced.

Tego rodzaju synteza dźwięku sprawia bardzo osobliwe, niemuzyczne wrażenie, ale nie sposób odebrać jej miana muzyki, jeżeli przyjąć, że każda świadoma, ludzka organizacja dźwięku stanowi muzykę. Najwyższa pora, abym skierował Was do dwóch netlabeli, które badają i oferują tego rodzaju brzmienia.


Monohm
www.monohm.com

MonohmNetlabel Monohm to autorska platforma wydawnicza niejakiego Markusa Brösela, za pośrednictwem której publikuje własną muzykę, jak również muzykę zaprzyjaźnionych artystów z gatunku Noise. Obecnie Monohm nie wydaje już nowej muzyki pod swoim szyldem, ale do dnia dzisiejszego powstało w ramach tego projektu aż piętnaście płyt netaudio z muzyką w MP3. Monohm oferuje bardzo spójną, przemyślaną i konsekwentną oprawę graficzną oferowanej przezeń muzyki, natomiast pod względem samego brzmienia netlabel eksploruje wszelkie możliwości gatunku Noise, przedstawiając go pod wieloma możliwymi aspektami. Zapraszam do przesłuchania choć jednego wydania, aby zaznajomić się z ideą muzyki Noise.


DNA Production
dna-production.org

DNA ProductionW przeciwieństwie do Monohm, który prędko zawiesił działalność, DNA Production regularnie wydaje muzykę na Sieci po dziś dzień. Rozszyfrowanie skrótu DNA przynosi więcej informacji o netlabelu: koncentruje się bowiem na muzyce z gatunków Drone, Noise oraz Ambient, a w zasadzie na projektach, które stanowią syntezę wszystkich wymienionych estetyk jednocześnie. Jest to projekt mniej lub bardziej wschodni, rosyjski, co słychać również w samej muzyce. Oferuje bowiem muzykę mroczną, niepokojącą, jesienną, sterylną, wręcz syberyjską. Wydaje ją chyba aż za często, gdyż nie udaje mi się śledzić jej na bieżąco. Jednocześnie mam świadomość, że nie idzie przecież o całościowe wysłuchanie każdego dostępnego wydania. Sieć oferuje obecnie tyle możliwości, że nie sposób zapoznać się z całą jej ofertą. Jednak od czasu do czasu warto zanurzyć się we wschodnim hałasie hut, pustej przestrzeni i Syberii.

12.12.07

Netlabele... (Część V)


Że wśród miłośników "prawdziwej" muzyki gatunek techno nie cieszy się poważaniem – to za mało powiedziane, bowiem techno często stanowi synonim muzyki nie tyle przeciętnej, co wręcz boleśnie pośledniej i wyjątkowo pretensjonalnej. W większości przypadków techno – słusznie poniekąd – kojarzy się z do bólu powtarzalną i schematyczną łupaniną z prowincjonalnych dyskotek. Automatycznie przywodzi na myśl przesterowaną do granic możliwości linię basową, przewidywalne ornamenty perkusyjne i obligatoryjne jęki usiłującej śpiewać o miłości "artystki". Nie twierdzę bynajmniej, że jest inaczej. Większość techno dokonale pasuje do powyższego opisu. Jednak techno już nie jako papka muzyczna, lecz jako pełnoprawny gatunek muzyczny odnalazło drugie życie na Sieci i jest wydawane przez kilka przyzwoitych netlabeli. Choćby z tego powodu zasługuje na poświęcenie mu ostrożnej uwagi.

Okazuje się, że techno, które jednoznacznie kojarzy się wszystkim z mało inteligentną łupaniną, posiada swoje cele, rozmaite estetyki i odrębne podgatunki. Wśród sieciowych wydań muzyki techno można między innymi odnaleźć minimal techno, hardcore techno, deep house i dub. Założeniem każdego z podgatunków nadal pozostaje wyrazisty rytm, lecz różnią się podejściem do tworzenia napięcia, celem muzyki i jej teksturą. Niektóre gatunki techno nie są bynajmniej przeznaczone do tańczenia, lecz do słuchania w samotności. Ba, pojawiają się nawet concept albums z gatunku techno, których założeniem jest opowiedzienie kolejnymi utworami pewnej spójnej historii. Minimal techno unika z kolei typowo dyskotekowych beatów, lecz koncentruje się na subtelnym, lekko zarysowanym rytmie, momentami wręcz przywodzącym na myśl muzykę glitch czy clicks & cuts. Nie jest to muzyka dla młodzieży z prowincji, lecz dla osób, które na codzień sięgają po netlabelową elektronikę i ambient. Nie każdemu przypadnie do gustu – mi w zasadzie nie przypadła – ale netlabele specjalizujące się w techno istnieją i warto o nich wspomnieć, a może nawet pokusić się o przesłuchanie kilku płyt i znaleźć coś dla siebie.


Stille Macht Taub! Records
www.smt-rec.de

SchwerkraftStille Macht Taub! – w skrócie SMT Records – to niemiecki netlabel, który powstał w 2004 roku i specjalizuje się w rytmicznej elektronice. Wygląda na to, że obecnie zawiesił już działalność, bowiem nie wydał żadnej muzyki od kwietnia ubiegłego roku, lecz mimo to warto przyjrzeć się czternastu już wydanym pozycjom elektroniki. Swoją muzykę SMT określa mianem deep house, trip hop i minimal techno. Abstrahując od nie mówiącego wiele nazewnictwa, należy przyznać, że jest to w większości muzyka dobra. Warto zwrócić szczególną uwagę na artystę Elektronova, który pod szyldem SMT wydał trzy pozycje: Schwerkraft [SMT 04], Weltenbummler [SMT 08] oraz Wortsport [SMT 13]. Szczególnie polecam bardzo dynamiczne Schwerkraft. Do stajni SMT należą również Mike Mess oraz Martin Schulte. SMT nie wydaje pełnych albumów, lecz tzw. LP, czyli single, zawierające zazwyczaj od piętnastu do trzydziestu minut muzyki. Ostra selekcja materiału sprawia, że kolejne pozycje z katalogu SMT posiadają dobrą jakość i nie rażą typowymi dla techno dłużyznami. Warto również pochwalić SMT za ładne i konsekwentne projektowanie okładek. Nie każdy netlabel dba o jakość graficzną kolejnych albumów, lecz SMT konsekwentnie wydawał albumy z okładkami utrzymanymi w wyrazistym stylu aż do zakończnia swojej działalności.


No-Response
www.no-response.org

No-Response piszą o sobie pokrótce:

No-Response is a netlabel for electronic music – mainly for creative sound creations like minimal dub, techno and house music.

No-ResponseW przeciwieństwie do SMT Records, No-Response wydaje pełne, spójne pod względem zawartości albumy z muzyką techno. Z kolekcji No-Response polecam przede wszystkim płytę Didaskalion Tou Hypnou [No-Response 10] artysty kryjącego się pod pseudonimem Vitalis Popoff. Płyta posiada enigmatyczny opis, który nijak nie sugeruje, że będziemy mieli do czynienia z techno:

...and he puts his slippers on without being aware of it. He pressed the door knob of his room, stepped into the hall and disappeared dreaming into darkness. Laying on the grass, that´s how his father found him on the next morning. The ears completely covered by music.

Jak widać, techno również może opowiadać pewną historię i nie musi ograniczać się do prowincjonalnych dyskotek.

No-Response również należy się uznanie za konsekwentną oprawę graficzną płyt. Kolejne okładki nie sugerują wprost, że ilustrują muzykę techno. Zapowiadają natomiast muzykę dobrej jakości, a to, a nie narzekanie na gatunki muzyczne, powinno być w muzyce najważniejsze.

10.12.07

Netlabele... (Część IV)


O netlabelu Sutemos pisałem nie tak dawno temu, że oferuje elektronikę:

...rosyjską, litewską i estońską, która cechuje się przede wszystkim dużą wrażliwością, subtelnością i odrobiną nostalgii. Spośród elektronicznej barwy wyłania się zimna, muzyczna Syberia, pokrywająca nostalgiczną estetykę łagodnego ambientu ostrym szronem szybkich, mechanicznych dźwięków.

Obecnie możecie przekonać się o tym sami. Proponuję Wam teledysk zespołu Sleepy Town Manufacture o nazwie O Nei. Jest to wprawdzie elektronika wiosenna, niemniej bardzo nostalgiczna i wyjątkowo wschodnia w swej wymowie. Bo czyż elekronika zachodnia potrafi sprawić tak wspaniałe wrażenie elektronicznej dobranocki dla dzieci...? Podobną, artystyczną wrażliwość osiągają jedynie artyści ze Wschodu. Zapraszam.




Ciąg dalszy nastąpi...

8.12.07

Netlabele... (Część III)


Oto premierowa odsłona nowego rodzaju notek na moim blogu – notek z plikiem wideo z serwisu YouTube. Uznałem, że najwyższa pora skorzystać z dobrodziejstwa sieciowych zasobów multimedialnych i całego zjawiska Web 2.0, czyli sieci społecznościowej, w której najważniejsze jest nie tyle nadawanie z zacisza własnego laptopa, lecz szeroka interakcja pomiędzy sieciowymi podmiotami. Od czasu do czasu zatem będę zamieszczał na Myriads Of Me przeróżne filmiki z Sieci, oczywiście z własnym, subiektywnym komentarzem.

Zamieszczanie plików wideo jest o tyle przydatne, że w końcu będę mógł podzielić się z Wami muzyką, o której tyle piszę. Na pierwszy ogień idzie remix utworu Manu artysty o nazwie Leon Somov.



Leon Somov wydał swoją najnowszą płytę Offline EP pod szyldem wschodniego netlabela Sutemos. Możecie ją oczywiście pobrać za darmo i przesłuchać. Jest to momentami radosna, momentami refleksyjna elektronika ze Wschodu. Czasami razi sterylnością, a innym razem zaskakuje melodyjnością. Słuchałem tej pełnej sprzeczności płyty przez ostatnie miesiące i sprawiała mi tym większą radość, że nie zapłaciłem za nią ani grosza.

Kilka miesięcy później Sutemos uzupełniło powyższą płytę o zestaw remiksów o nazwie Offline Remixed, z którego pochodzi również powyższy teledysk. To zaskakujące, że można stworzyć tak pomysłowy film ilustrujący muzykę dysponując minimalnym budżetem. Chociaż całościowo bardziej podoba mi się oryginalna płyta Offline EP, na Offline Remixed również znajdują się przeróżne perełki. Zaznaczę ponownie – obie płyty można za darmo pobrać z Sieci. Dobra muzyka nie musi być darmowa, ale skoro jest, to tym bardziej radują się uszy i serce.


Ciąg dalszy nastąpi...

6.12.07

Netlabele... (Część II)


Netlabele oferują przede wszystkim muzykę elektroniczną (obok niszowych projektów free jazz oraz underground metal), ale reprezentują za to całe jej szerokie spektrum, począwszy od bardzo eksperymentalnego nurtu glitch, a na łagodnym gatunku environmental ambient skończywszy. Wśród netlabelowej elektroniki dominuje spokojna muzyka ambient – może dlatego, że jest najbardziej przystępna i gatunkowo podobna do modnych przecież gatunków New Age i world music, a może też dlatego, że jest stosunkowo prosta do wytworzenia.

Magia ambientu polega na szumach tła; repetywna melodia pierwszego planu stanowi jedynie strukturalną mantrę dla subtelnych zmian muzycznego krajobrazu.

Pozorna prostota ambientu sprawia, że ów często zyskuje miano muzyki mało ambitnej, nieangażującej, muzyki tła. Za pierwszym przesłuchaniem utwory ambient sprawiają wrażenie nieprogresywnych, ale po kilku już przesłuchaniach zauważa się, że ich progresja jest subtelna i tkwi w szczegółach. Magia ambientu polega na szumach tła; repetywna melodia pierwszego planu stanowi jedynie strukturalną mantrę dla subtelnych zmian muzycznego krajobrazu. Odtwarzanie godzinnego utworu ambient w połowie to grzech; traci się wtedy na kontekście, zanika powód i cel. Tak trudno przyzwyczaić współczesne uszy, przywykłe do utworów trzyminutowych, do wsłuchiwania się w pozorną pustkę przez dobrą część godziny. Czy warto? Warto się wsłuchać w subtelności, gdyż tamże ambient rozkwita.


Archaic Horizon Records
www.archaichorizon.com

Netlabelowa stajnia o nazwie Archaic Horizon Records oferuje klasyczny ambient mający swe źródła w naturze. Warto zaznaczyć, że obok ambientu zakorzenionego w naturze istnieje również ambient industrialny: ambient miasta i maszyny, ambient technologicznego niepokoju. Archaic Horizon Records oferuje natomiast ambient klasyczny i konserwatywny, co widać również po tytułach płyt: The Fields [Archaic Horizon 01], Drinking Rosewater [Archaic Horizon 08], Good Old Days [Archaic Horizon 11], The Lonely Hike [Archaic Horizon 13], Partly Cloudy [Archaic Horizon 19]...

Nie zaznacie w wytwórni Archaic Horizon muzyki rewolucyjnej i eksperymentalnej, ale może też dlatego spośród netlabeli ambientowych ten warto polecić jako pierwszy. Może i jest to ambient dla początkujących, ale nawet jeżeli, to stanowi też muzykę zadowalającej jakości.

Archaic Horizon oferuje obecnie dwadzieścia dwie pozycje; znajdziecie wśród nich niewątpliwie ze dwie perły, które Wam się spodobają.


Earth Mantra
www.earthmantra.com

Nazwa netlabelu Earth Mantra początkowo mnie przeraziła i uprzedziła, gdyż wyobraziłem sobie, że będę miał do czynienia z New Age'ową permutacją klasycznego ambientu, muzyką naideologizowaną i przeideologizowaną, a przede wszystkim odwołującą się do burdelowego eklektyzmu rodem z world music. Muzyka oferowana przez Earth Mantra okazała się jednak bardzo neutralna, zarazem w pozytywnym i negatywnym tych słów znaczeniu. Ambient przezeń oferowany stanowi średnią klasę średnią swojego gatunku – ani nie wywołuje westchnień zachwytu, ani też specjalnie nie zawodzi.

Na uwagę zasługują płyty bardzo płodnego artysty o pseudonimie Palancar. Ów pan wydał już łącznie dziesięć ponaddwugodzinnych kompilacji improwizowanych na żywo utworów o wspólnej nazwie Ambient Train Wreck Back Catalog – Collections 01-10. Niektóre jego propozycje brzmią mdło i nieciekawie, inne zaś potrafią zaciekawić subtelną dynamiką. Nie polecam specjalnie żadnej konkretnej płyty. Całość polecam cierpliwym, którym nie przeszkadza, że coś sobie subtelnie wybrzmiewa w tle. Warto też ostrzec, że cała kolekcja zajmuje ponad 5 GB miejsca na dysku...


Stadtgruen
www.stadtgruenlabel.net

O założeniach filozoficzno-estetycznych netlabelu Stadtgruen bardzo ciekawie i obszernie wypowiada się samo Stadtgruen:

The german word Stadtgruen describes the urban parks and gardens where the modern spirit can ground itself and harmonize with its roots.

The netlabel Stadtgruen would like to consider the alive contradiction which lies in the fundamental but vivid antithesis of culture (stadt) and nature (gruen). A basic idea of the occidental culture is the rational division of the world into two parts. Body and spirit, nature and culture, on this side and hereafter are dialectic poles of our world recognition that is reflected in our living together, our language and our arts. Each human generation has got the task to analyze this relationship anew, to set its own point of view and to create a new synthesis. Thereby sometimes naturalness is outweighing, sometimes artificiality, depending upon the evolution step and the technical possibilities.

With the progressive digitization of our world a new level of artificiality is reached. Reality is doubled digitally and demands nature on an even higher step.

The arts have the function to make this new challenge transparent: they can polarize in order to get on a higher level of recognition, but they have to harmonize again the separated in their work in order to bring the recognized back to live.

In addition, the global digitization contributed to the fact that art is no longer an elitist affair. Nowadays many people all over the world can take part in the building up and approximation of their cultures. Stadtgruen wants to set a highlight on those people which avail themselves of the possibilities of contemporary electronics, in order to create their musical contribution for the harmonization of the contrasts: this is our special matter of concern.

We promote clear artistic statements which want to reach new levels of musical synthesis beyond separating analysis. We take our mission minimal concepts for your pleasure seriously. Beyond retrospective chilling music, we present artists who are able to integrate the dynamic development of those contemporary electronics into their own innovative concepts, and to transform them into new harmonies. Thereby our music-theoretical starting point is the classical Minimal Music with its current developments of the Clicks&Cuts scene, Minimal Dub and Minimal Techno.

For us stadt+gruen depicts no longer an antithesis, but poles causing each other within the virulent electronic culture of the third millennium. To show this principle both in whole and in part, we are going to present the more urban aspects of music as [stadt] and its more natural side as [gruen].

Nic dodać, nic ująć. Mariaż gatunków ambient i industrial w bardzo zadowalających proporcjach, który szczerze polecam! Zwróćcie uwagę na artystów o pseudonimach Lomov oraz Motionfield, choć nic nie stoi na przeszkodzie, by zainteresowała Was dowolna inna artystyczna dusza z tej kolekcji.


Ciąg dalszy nastąpi...

2.12.07

Netlabele... (Część I)


Intelligent Dance Music – nazwa tego mało znanego podgatunku muzyki elektronicznej brzmi tyleż zarozumiale, co śmiesznie i enigmatycznie. Żaden jej człon nie oddaje bowiem jej sedna. Intelligent Dance Music – lub pokrótce: IDM – to komponowana za pomocą komputera muzyka elektroniczna o nieregularnym rytmie przeplatanym stukotami i zakłóceniami, która z powodu swojej nieprzewidywalności nijak się nadaje do tańca, nie jest bynajmniej wyrafinowana i "inteligentna" pod względem formy i treści, a często wręcz nie daje się sprowadzić do wspólnego mianownika z popularnie definiowaną muzyką. IDM stanowi prędzej muzykę umysłu – zaproszenie do intelektualnego przekraczania muzycznych granic – i w tym sensie aspiruje do miana twórczości "inteligentnej". Nie idzie na kompromis, lecz prowokuje obcą estetyką i mechaniczną bezpośredniością. Słowo "dance" opisuje natomiast jej barwę – IDM bowiem (w przeciwieństwie do bliźniaczego podgatunku muzyki glitch) jest muzyką radosną, cudaczną, swoją warsztatową niewinnością stanowiącą najbliższy odpowiednik popularnej muzyki dance. Na tle szeroko rozumianej elektroniki IDM wyróżnia się tym, że niczego nie postuluje i manifestuje; stanowi prędzej warsztatową zabawę, muzyczny figiel, elektroniczną krotochwilę.

Wpisanie "IDM" w wyszukiwarce YouTube wyrzuca może ze trzy sensowne wyniki oraz stos niezwiązanych z IDM śmieci. Najbardziej bodaj popularnym reprezentantem tego gatunku jest utwór "Hasty Boom Alert" z płyty "Lunatic Harness", podczepiony pod niemal każdy YouTube'owy filmik o IDM. Jeżeli natomiast po wysłuchaniu jednego utworu nadal czujemy niedosyt, mekki Intelligent Dance Music należy szukać gdzie indziej, w mało znanych zasobach Sieci.


Sutemos
www.sutemos.net

SutemosZ pomocą przychodzą opisywane już przeze mnie netlabele, czyli internetowe wydawnictwa muzyczne oferujące swoje zbiory w postaci w pełni darmowych plików muzycznych. Wśród netlabeli jednoznacznie moim zdaniem wyróżnia się litewskie wydawnictwo Sutemos, zrzeszające muzyków z Europy Wschodniej i oferujące przede wszystkim liczne permutacje elektroniki z gatunków: ambient, glitch i IDM. Jeżeli można zaryzykować bardzo szeroką generalizację, to elektronika rosyjska, litewska i estońska cechuje się przede wszystkim dużą wrażliwością, subtelnością i odrobiną nostalgii. Spośród elektronicznej barwy wyłania się zimna, muzyczna Syberia, pokrywająca nostalgiczną estetykę łagodnego ambientu ostrym szronem szybkich, mechanicznych dźwięków. Bliską polskiemu słuchaczowi elektronikę ze słowiańską duszą znajdziecie właśnie tutaj.

Płytotekę wydawnictwa Sutemos otworzył w 2004 roku artysta "3tronik" sterylnym brzmieniem płyty K0ma Proj3ct [Sutemos 01], reprezentującą gatunek glitch. Manifest artystyczny tego netlabela stanowi natomiast płyta Intelligent Toys [Sutemos 02]. Owa kompilacja zawiera piętnaście utworów przeróżnych artystów, które najlepiej definiują kierunek obrany przez ten muzyczny kolektyw. O spójności wizji wydawnictwa stanowią kolejne odsłony tej serii – Intelligent Toys 2 [Sutemos 07] z 2004 roku, Intelligent Toys 3 [Sutemos 14] (2006) oraz Intelligent Toys 4 [Sutemos 19] (2007). Jeżeli nabierzecie ochotę na poznanie słowiańskiej elektroniki w zadowalającym Was stopniu, możecie z powodzeniem ograniczyć się do powyższej serii. Sutemos jednak wędruje po różnych zakamarkach elektroniki i wśród dwudziestu już darmowych płyt można znaleźć takie perełki, jak Inspired By You [Sutemos 16] grupy Sleepy Town Manufacture; litewskie IDM z subtelnym wokalem. Jeżeli macie cierpliwość do jednej tylko płyty, polecam z całego serca szesnastą. Warto również wsłuchać się w składankę Draumar Um Kalt Sumar [Sutemos 12]. Cholera, polecam z czystym sumieniem każdą płytę Sutemos!

SutemosOsobliwością wydawnictwa Sutemos jest oprócz słowiańskości to, że kolejne płyty nie są obdarzone tradycyjnymi okładkami, lecz obok muzyki zawierają zbiór fotografii, kolaży i grafik artystów z Europy Wschodniej. Prace te wprowadzają słuchaczy w odpowiedni, towarzyszący muzyce nastrój. Wiele z nich zagościło na moim komputerze w postaci ślicznych tapet.

Jeżeli miałbym się ograniczyć do słuchania muzyki jednego netlabela, wybrałbym właśnie Sutemos. Czeka na Was ponad 2 GB darmowej elektroniki o silnej, słowiańskiej duszy. Polecam, gdyż oprócz zapchanego łącza sieciowego nie macie nic do stracenia, a wiele do zyskania!


Muzyka rozwija horyzonty. Elektronika rozwija muzykę.

Ciąg dalszy nastąpi...