Myriads Of Me: Tellur's Journal

Wanderlust%20ProjectQuantcast

Wanderlust Project to moje muzyczne alter ego – projekt, nad którym pracuję od końca 2008 roku. Zapraszam Was do przesłuchania mojej twórczości!

12.11.08

Interpretacja...

W drodze powrotnej z Krakowa udało mi się przesłuchać wszystkie trzy godziny przetłumaczonego przeze mnie ostatnio audiobooka, prawdopodobnie ku niezadowoleniu pozostałych pasażerów, którzy usiłowali czym prędzej zasnąć. Wcale im się zresztą nie dziwię – w powieści Agathy Christie pt. "Tajemnica siedmiu zegarów" pełno jest bowiem rozmaitych postaci, kuluarowej polityki i egzaltowanych rozmów, zaś podróż samochodowa nie sprzyja wytężaniu szarych komórek.

Muszę jednak przyznać, że Jerzy Zelnik, który interpretował mój przekład adaptacji książki, wykonał kawał dobrej roboty. Udało mu się tchnąć życie w tekst, który powstawał oczywiście z myślą o tym, że będzie czytany, ale nie byłem tak do końca pewien, czy udało mi się w trakcie tłumaczenia pozbyć "papierowej" mentalności. Jego interpretacja nie była wprawdzie idealna, ale byłem z niej wystarczająco zadowolony, by móc odetchnąć z ulgą. Podejrzewam zresztą, że oceniam jego pracę znacznie bardziej krytycznie, niż pozostali słuchacze z racji tego, że znam swój przekład na pamięć.

Dostrzegam zatem, że interpretując tekst Jerzy Zelnik czyta go po raz pierwszy. Szczerze mówiąc zupełnie mnie to nie dziwi, znam bowiem rynek lektorski i wiem, że to powszechna praktyka. Lektorzy czytający filmy również improwizują, zaś wieloletnie doświadczenie na rynku pozwala na mistrzowskie przeczytanie tekstu, którego wcześniej nie miało się przed oczyma. Jerzy Zelnik potknął się na kilku zdaniach, ale nie są to błędy, które wychwyci zwykły słuchacz. Okropnie natomiast kaleczy nazwiska angielskie i francuskie, i to pomimo tego, że zapisałem je na samym końcu fonetycznie. Podejrzewam, że lektor nie otrzymał tej części mojego przekładu. Wydaje mi się jednak, że lektor – a przecież również aktor filmowy i teatralny! – powinien zastanowić się chwilę, zanim wypowie obco brzmiące nazwisko, a tym bardziej, że panu Zelnikowi udało się wymówić nazwisko Devereux na trzy różne sposoby. Są to jednak drobne pomyłki, które nie przyćmiewają jakości wykonania całości. Przyznaję, że wsłuchiwanie się w intepretację własnego przekładu jest po prostu dosyć osobliwe.

Chociaż interpretacja pana Zelnika bardzo mi się podoba, to jednak mam nadzieję, że kolejny audiobook mojego przekładu będzie czytany przez innego lektora, ot, tak – dla odmiany. Pracuję właśnie nad kolejnym przekładem kryminału Agathy Christie. Ten ostatni wyjątkowo mi przypadł do gustu i mam nadzieję, że jak już się ukaże na rynku, to Wam również się spodoba.

7 comments:

Marcepan said...

nie zwróciłam dotąd uwagi na to jak czyta nazwiska i w polskim audiobooku ich kaleczenie jakoś mnie wcale nie razi, po prostu należy do naszego narodowego krajobrazu lingwistycznego :D

razi mnie za to czytanie niektórych wypowiedzi w sposób niezgodny z opisem. Np. "potulna" wypowiedź wcale nie brzmi potulnie, więcej w niej zwątpienia iż czegokolwiek innego, "surowym głosem" też zupełnie nie pasuje do interpretacji. No ale tak jak mówisz, nie ma co się dziwić skoro tekst czytał pierwszy raz, inaczej niż na wyczucie nie mógł tego zrobić, ale po prostu co kilka minut mnie to uderza i chyba nie jestem tak zadowolona z interpretacji jak ty... w ogóle nigdy nie lubiłam audiobooków, bo interpretacja zawsze mnie wkurza :$

No ale ciągle się szczerzę jak tego słucham, bo pomimo wszystko staram się bardziej słuchać tekstu niż głosu lektora właśnie po to, żeby sobie pomyśleć, jak to musiała napisać Christie żebyś ty tak to przetłumaczył itd itp. Ogólnie tak jak mówiłam, jestem zaskoczona twoim stylem, ale bardzo pozytywnie :D

Bluegirl said...

podoba mi się głos pana Zelnika ale kurczę, widać, że on to czyta pierwszy raz... :) Ale właściwie kaleczy nazwy anglojęzyczne z takim urokiem, że mu wybaczam:)

Apsalar said...

Chyba zasnelam przy ostatniej plycie....

Tellur said...

Wcale się nie dziwię - pod sam koniec jest długi na pięć stron monolog nadinspektora Battle :-). Ale dziękuję za dobre chęci :-).

W ogóle dziękuję za rzetelne komentarze. Miło jest wiedzieć, że zadaliście sobie tyle trudu, by zapoznać się z moją pracą. Ja już na szczęście jestem ze dwa przekłady dalej, więc patrzę na tego konkretnego audiobooka ze zdrowego dystansu :-).

Marcepan said...

No a kiedy ta Szymborska? ;)

Tellur said...

Jak już ponownie zatroszczę się o bloga, to hurtowo wrzucę kilka notek (jak zwykle), w tym przekład Szymborskiej. Ale chciałbym podkreścić, że to tylko przekład na kurs na Anglistyce, nie rozumiem Szymborskiej, nie czuję Szymborskiej, nie lubię tej starej stalinistki i zostałem niejako zmuszony do przełożenia jej wiersza :-). Wyszło mi coś, co jest inne, niż oryginał. Może dlatego zresztą warto zamieścić, by pokazać, jak NIE tłumaczyć :-).

Bluegirl said...

ale my ciekawe jesteśmy, wybacz, my kobiety ;)