Myriads Of Me: Tellur's Journal

Wanderlust%20ProjectQuantcast

Wanderlust Project to moje muzyczne alter ego – projekt, nad którym pracuję od końca 2008 roku. Zapraszam Was do przesłuchania mojej twórczości!

24.11.08

Studio...


Ogólnie rzecz biorąc istnieją dwa rodzaje koncertów muzyki elektronicznej. Koncerty nowej elektroniki – ambitny młodzieniec stoi na scenie przed swoim laptopem i podryguje w rytm tworzonej na żywo (lub puszczanej z dysku – trudno powiedzieć...) muzyki. Kontrastem dla owej minimalistycznej scenerii są koncerty starej elektroniki – leciwego obecnie twórcę klasycznej elektroniki ledwo widać zza wysokich wież sprzętu. Przed muzykiem stoją syntezatory Rolanda i soczysty Moog Voyager, za jego plecami zaś góruje ogromna ściana syntezatora Moog Modular o tłustym, basowym dźwięku. Koncerty starej elektroniki niewątpliwie robią na słuchaczu znacznie większe wrażenie, niż nowoczesnej. Muzyka puszczana z laptopa wydaje się sterylna i sztuczna, zaś ta grana na klawiaturze syntezatora – choć to również elektronika – wydaje się żywa i prawdziwa.

Cóż ma jednak począć słuchacz elektroniki – czy może nawet bardziej ogólnie: fan muzyki – gdy zapragnie pójść śladami swoich ulubionych twórców...? Nie zaopatrzy się przecież w leciwe, zajmujące pół pokoju syntezatory Mooga ani nawet, początkowo, w poczciwego Rolanda. Na pewno również nie będzie miał do swojej dyspozycji orkiestry symfonicznej na każde wezwanie. Prędzej rozpocznie swą przygodę z muzyką od szukania odpowiedniego oprogramowania na laptopa i zacznie pieczołowicie wklepywać nań pierwsze nuty swoich utworów.

Można powiedzieć, że wśród twórców muzyki elektronicznej i muzyki w ogóle panują dwie kultury – kultura hardware'u i kultura software'u – które oczywiście przenikają się i uzupełniają, lecz osoby tworzące muzykę na sprzęcie siłą rzeczy patrzą na osoby używające oprogramowania z poczuciem wyższości. Poniekad słusznie, zresztą – nie ma to jak prawdziwy syntezator ze wszystkimi jego zaletami i osobliwościami. Każde jego cyfrowe odzwierciedlenie będzie w pewien sposób ułomne. Nawet, jeżeli dźwięk zostanie odwzorowany ze stuprocentową dokładnością, to cyfrowy odpowiednik prawdziwego syntezatora nigdy nie podrobi nostalgii, z którą podchodzi się do oryginału.

Młodym twórcom oraz hobbystom pozostaje jednak świat oprogramowania, który tak, czy inaczej oferuje znacznie więcej, niż mogli sobie wyobrazić muzycy ostatnich dekad. Wraz z powstaniem wirualnych syntezatorów (virtual synthesizers – w skrócie VST) rozpoczęła się nowa epoka syntezy dźwięków i tworzenia muzyki. Młodzi twórcy nie są już ograniczeni finansowo. Oprogramowanie i wirtualne intstrumenty, chociaż nadal nieco kosztują, znajdują się już w zasięgu niemal każdego portfela. Zawsze można również poszukać w Sieci darmowych odpowiedników prawdziwych instrumentów lub darmowych instrumentów stworzonych od zera.

Dzięki temu, że zacząłem tworzyć muzykę teraz, a nie dwadzieścia lat temu, zyskałem dostęp do niezliczonej ilości oprogramowania i instrumentów. Nie będę miał rzecz jasna dostępu do co lepszych instrumentów VST, gdyż za niektóre trzeba nadal słono zapłacić, lecz te, które odnalazłem za darmo, są wystarczająco przyzwoite i przede wszystkim pozwalają mi na wciągającą zabawę muzyką, a to przecież jest w tym wszystkim najważniejsze. Swoją muzykę tworzę w tzw. trackerze o nazwie "Renoise". Jest to program, w którym zapis muzyczny przypomina nieco zapis MIDI – zapisuję po prostu poszczególne nuty i określam sposób i długość ich grania. Odsyłam zresztą do pierwszego screenshota w tej notce. Mój tracker nie jest sam w sobie instrumentem, lecz swego rodzaju środowiskiem twórczym – platformą roboczą, pod którą dopiero "podpinam" poszczególne instrumenty, efekty muzyczne i filtry. Program tego typu można powównać do pustej sceny, na którą dopiero wchodzą poszczególni muzycy ze swoimi instrumentami. Obecnie starannie wyselekcjonowałem kolekcję około 40 instrumentów VST i zanim rozejrzę się za kolejnymi, chciałbym wpierw wykorzystać potencjał instrumentów już zgromadzonych. Drugi screenshot to przykład wirtualnego instrumentu VST podpiętego pod mój program do tworzenia muzyki.


RenoiseRenoise


Instrument VST działa na zasadzie syntezy dźwięku, tzn. gdy naciskam klawisz, to ów instrument generuje na żywo falę akustyczną określaną za pomocą rozmaitych funkcji i parametrów. Trochę innym rodzajem instrumentów są SoundFonts. Są to instrumenty, które odgrywają "z playbacku" uprzednio nagrane dźwięki. Oferują znacznie lepszą jakość, niż większość instrumentów VST, lecz nie są równie wszechstronne. Dla przykładu, posiadam nagrany jako SoundFont chór męski, gdyż prawdziwe nagranie chóru brzmi znacznie lepiej, niż jego sztuczny, generowany na żywo odpowiednik, lecz wiolonczelę generuję już za pomocą instrumentu VST i mogę modyfikować jej brzmienie, ile tylko zapragnę. Tworzenie muzyki za pomocą komputera jest zresztą bardzo niebezpieczne, gdyż można zagubić się w ogromie możliwości i zamiast tworzyć dobrą muzykę, skupić się na jej niezliczonych parametrach i niegraniczonych możliwościach. Bardzo łatwo przesadzić z ilością przeplatających się instrumentów i efektów, gdyż komputerowe środowisko w żaden sposób nie ogranicza twórców. Muzyka jest jednak ciekawa wówczas, gdy kieruje się zasadami. O owej prostej prawdzie zapominają niektórzy twórcy elektroniki z podgatunków IDM, glitch oraz granular ambient. Twórcy, którzy komponują za pomocą komputera, muszą o tych zasadach nieustannie pamiętać. Dla przykładu, fuga jako forma muzyczna posiada dosyć ściśle określone ramy kompozycji, ale jednocześnie ilość wariacji w obrębie owych ograniczeń jest nieograniczona. Na tej samej zasadzie improwizują muzycy jazzowi, którzy mimo wszystko kierują się z góry ustalonymi zasadami. Tworzenie muzyki za pomocą instrumentów VST pozornie zdejmuje z twórcy jakiekolwiek ograniczenia – przynajmniej w warstwie brzmieniowej – lecz to właśnie w prostocie i umiarkowaniu tkwi piękno muzyki. Staram się uważać, by nie zagubić się w ogromie możliwości i zamiast tego usiłuję powoli poznawać poszczególne instrumenty.

Obecnie posiadam na dysku wirtualne odpowiedniki syntezatorów, na których w latach '70 grali moi mistrzowie. Posiadam wirtualną orkiestrę oraz gromadzę powoli instrumenty etniczne – po raz pierwszy w życiu moge zagrać na indyjskich tabli i sitarze. Ograniczają mnie jedynie własne zdolności, a nie zewnętrzne czynniki finansowe. Wiem zatem, że jeżeli tylko się przyłożę do mojego nowego hobby, to z czasem będę komponował coraz lepiej. Ta świadomość sprawia, że jestem ostatnio bardzo szcześliwy.

0 comments: