Myriads Of Me: Tellur's Journal

Wanderlust%20ProjectQuantcast

Wanderlust Project to moje muzyczne alter ego – projekt, nad którym pracuję od końca 2008 roku. Zapraszam Was do przesłuchania mojej twórczości!

21.5.08

MTK 2008... (Część IV)


Jak już kilkakrotnie wspomniałem, moją stałą bazą wypadową na Targach Książki było stoisko Firmy Księgarskiej Jacka Olesiejuka, wyłącznego dystrybutora wielu wydawnictw. Odnalazłem stoisko Olesiejuka od razu po wejściu na teren Targów i zostawiłem nań plecak z swoimi książkami. Ponieważ Targi zostały tak rozplanowane, że po pewnym czasie wraca się do punktu wyjścia, wielokrotnie przechodziłem przez stoisko MAGa i Fabryki Słów i za każdym razem zatrzymywałem się, by uzyskać kolejny autograf od wielu obecnych na Targach pisarzy.

Jako pierwszy podpisał mi książkę Rafał Ziemkiewicz. Kilka godzin później miał mieć wprawdzie spotkanie autorskie połączone z dyskusją polityczną na tematy zawarte w jego najnowszej książce pt. "Czas wrzeszczących staruszków", ale tegoroczne Targi miały tyle do zaoferowania, że zwyczajnie się nie wyrobiłem. Nie miałem zresztą ochoty na przekomarzanie się z fanami i antyfanami Rafała. "Czas wrzeszczących staruszków" przeczytałem od razu po targach i w przeciwieństwie do poprzednich części nieformalnej trylogii – "Polactwa" i "Michnikowszczyzny" – najnowsza książka Ziemkiewicza nie zrobiła na mnie dużego wrażenia. Odniosłem wrażenie, że tym razem Rafał za bardzo spoufalał się z czytelnikiem, zaś próba psychoanalitycznego podejścia do motywacji Kaczyńskiego i Tuska była bardzo życzeniowa. Zamieniłem z autorem jedynie parę zdań, gdyż za mną była jeszcze długa kolejka czytelników.

Na stoisku Olesiejuka miałem również okazję poznać żonę pisarza Rafała Kosika, panią Katarzynę Kosik. Państwo Kosikowie założyli własne, niezależne Wydawnictwo Powegraph, w ramach którego wydali wspaniałe hard SF Kosika pt. "Vertical" oraz kilka książek dla młodzieży w serii "Felix, Net i Nika". "Vertical" Kosika przeczytałem dopiero ostatnio, zachęcony nominacją do nagrody Janusza A. Zajdla. Wcześniej o książce nie było niestety głośno, prawdopodobnie za sprawą jej wydania w podziemnej, niezależnej oficynie. Gdyby Kosik był się zdecydował na publikację w "Fabryce Słów", jego powieść nie tylko stałaby się bardziej poczytna, ale prawdopodobnie zgarnęłaby również Zajdla. Tak, czy inaczej, dowiedziałem się od bardzo sympatycznej pani Kosik, że Rafał zamierza wznowić w ramach Wydawnictwa Powergraph swoją wcześniejszą powieść "Mars" oraz przygotowuje następną powieść pt. "Kameleon". Następnie odstałem swoje w kolejce po autograf wśród gromady jego młodocianych czytelników, którzy mieli przy sobie najnowszy tom z cyklu "Felix, Net i Nika". Jedynie kilka osób miało przy sobie "Vertical", a szkoda. W odstępstwie kilku godzin otrzymałem również autografy od Andrzeja Pilipiuka oraz Jacka Piekary, ale za każdym razem z racji długich kolejek ograniczyłem się do szybkiego uścisku dłoni i wymiany uprzejmości. Z Pilipiukiem rozmawiałem już zresztą wielokrotnie, a za Piekarą jako osobą nie przepadam. Andrzej Pilipiuk podpisał mi dwa zbiory opowiadań, a Jacek Piekara jeden ze zbiorów opowiadań o Inkwizytorze.

Międzynarodowe Targi Książki jako całość wypadły w tym roku bardzo dobrze, choć mógłbym przyczepić się do wszechogarniającego upału wewnątrz Pałacu – niewątpliwie zawiodła klimatyzacja. Targowa oferta jedzenia również pozostawiała wiele do życzenia, ale to nawet zrozumiałe, wszak nie powinno się paradować z hamburgerami wśród książek. Szkoda jedynie, że musiałem zadowolić się barem sałatkowym i pączkiem, gdyż spędziłem na Targach kilka godzin i gdy wróciłem do domu, padłem z głodu i wyczerpania. Całą imprezę mimo to wspominam bardzo pozytywnie i zamierzam wybierać się na Targi co roku.

20.5.08

MTK 2008... (Część III)


Gdy dotarłem na stoisko Wydawnictwa Literackiego, wyjąłem z plecaka "Lód" oraz "W kraju niewiernych" Jacka Dukaja i nabyłem na miejscu dopiero co wznowioną powieść "Inne pieśni". Dowiedziałem się przy okazji, że Wydawnictwo Literackie planuje w następnej kolejności wznowienie "Czarnych oceanów", choć niestety w ich krótszej, acz mimo to liczącej ponad 600 stron wersji. Szkoda, że Wydawnictwo Literackie nie zaprosiło również na Targi pozostałych, kojarzonych z fantastyką pisarzy, których książki wydaje – Łukasza Orbitowskiego oraz Andrzeja Zimniaka. Szczęśliwie po chwili pojawił się Jacek Dukaj i zaczął podpisywać swoje książki. Ustawiłem się w kolejce za znamym mi pisarzem Michałem Studniarkiem, który też pojawił się po podpis Jacka. Czekając na podpis, zacząłem rozmawiać z jego żoną, Anią Studniarek, o tłumaczeniu fantastyki na polskim rynku wydawniczym. Utwierdziłem się w przekonaniu, że będę w stanie zaistnieć na tym rynku w przewidywalnej przyszłości. Po chwili Jacek Dukaj podpisał mi moje książki, a gdy kolejka się skończyła, miałem okazje zadać mu kilka pytań odnośnie jego felietonów w "Czasie fantastyki", książki "Czas ryżu i soli" oraz lubianego przez nas obu pisarza, Grega Egana. Ponieważ rozmawiałem z Jackiem już po raz drugi i nie chciałem mu się narzucać, pożegnałem się i ruszyłem ponownie przed siebie w poszukiwaniu stoiska Wydawnictwa Zysk i S-ka.

Na stoisku Wydawnictwa Zysk nie było jeszcze Marcina Wolskiego, skorzystałem więc z wolnego kwadransu i zacząłem rozmowę z Grzegorzem Szulcem z Wydawnictwa ISA. Ponieważ miałem ostatnio okazję wysłuchać audycji "Tam i z powrotem" w Radiu Kraków z udziałem Grzegorza Szulca, w której dyskutował o najnowszej space opera Josepha Scalzi'ego pt. "Wojna starego człowieka", od razu dałem się namówić na jej zakup. Podziękowałem mu również za wspaniałe wydanie dwóch powieści Neala Stephensona pt. "Zamieć" oraz "Diamentowy wiek" w twardej oprawie. Zapytałem się również o możliwość współpracy z ISA w charakterze tłumacza i szczęśliwie uzyskałem twierdzącą odpowiedź. Gdy tylko zdobędę trochę doświadczenia, prześlę ISA moje CV i mam nadzieję, że rozpocznę owocną współpracę. Po dłuższej chwili na sąsiednim stoisku pojawił się już Marcin Wolski, a ponieważ byłem pierwszym czytelnikiem na stoisku, mogłem z nim parę minut porozmawiać. Podziękowałem mu za poprzednią powieść "Nieprawe łoże", w której przedstawił prawdziwe oblicze PPSu. Następnie rozmawialiśmy chwilę o jego najnowszej powieści pt. "Noblista", w której historycy z IPNu usiłują zrekonstruować ze strzępów wiadomości biografię popularnego na lewicowych salonach pisarza, którego podejrzewają o współpracę z SB. Bardzo się cieszę, że podobne powieści pojawiają się powoli na polskim rynku. Zapytałem również Wolskiego, co sądzi o młodym pisarzu Szczepanie Twardochu i okazało się, że nie tylko czyta i lubi powieści Twardocha, lecz również je ostatnio recenzował. Marcin Wolski okazał się sympatycznym rozmówcą i z pewnością będę śledził jego dalszą karierę.

Za którymś z kolei okrążeniem, gdy ponownie przechodziłem obok stoiska Wydawnictwa Literackiego, zauważyłem nagle, że przy stoisku Wydawnictwa REBiS siedzi sobie Wojciech Siudmak, którego bardzo cenię za twórczość malarską, znaną mi z kilku wystaw oraz galerii w czasopiśmie "Nowa Fantastyka". Miałem wprawdzie okazję przywitać się z Siudmakiem podczas zeszłorocznego Polconu, ale ponieważ tym razem nie stała do niego żadna kolejka, nie mogłem przepuścić takiej okazji. Zdecydowałem się na kolejny, niezaplanowany zakup i nabyłem ślicznie wydaną "Diunę" Franka Herbeta, którą Siudmak wspaniale zilustrował. Po chwili przywitałem się z panem Wojciechem i poprosiłem o podpis. Siudmak zapytał się przy okazji, co sądzę o jego sposobie ilustrowania książek. Miałem w tym roku okazję wysłuchać audycję z Siudmiakiem o "Diunie" w Radiu Kraków, wiedziałem zatem, że ilustracje Wojciecha Siudmaka nigdy nie przedstawiają konkretnych scen fabuły, lecz stanowią luźną, autorską interpretację poruszanych w powieści zagadnień. Odpowiedziałem oczywiśćie, że jego ilustracje idealnie pasują do "Diuny" Herberta. Po chwili jakiś dziennikarz zaczepił Siudmaka z prośbą o wywiad. Przysłuchiwałem się przez chwilę, a następnie wróciłem na stoisko Olesiejuka, by odłożyć podpisane książki i zaopatrzyć się w kolejne.

Ciąg dalszy nastąpi...

19.5.08

MTK 2008... (Część II)


Tegoroczne Targi Książki bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Pojechałem nań z nastawieniem, że pokręcę się dosłownie kilka godzin wśród ubogiej oferty nielicznych wystawców i czym prędzej wrócę do domu, ale zmieniłem zdanie już przy wejściu do Pałacu Kultury. Przed kasą biletową wiła się długa kolejka spoconych, acz spragnionych literatury czytelników, a na placu przed Pałacem rozłożono dodatkowe namioty dla niektórych wystawców. Wzdłuż kolejki chodził nawet mężczyzna z bannerem, na którym widniała reklama nowej książki Rafała Ziemkiewicza. Pomyślałem sobie, że polit-poprawny charakter Targów, na których głównym gościem bywał zazwyczaj jakiś Michnik lub inny Geremek, odchodzi szczęśliwie w niebyt. Cierpliwie odstałem swoje w kolejce, kupiłem bilet za 5 zł i znalazłem się na terenie Targów.

Sale wystawowe Pałacu Kultury znam dosyć dobrze z poprzednich Targów Książki, nie groziło mi więc zagubienie się pośród licznych wystawców. W tym roku firmy księgarskie rzeczywiście dopisały i Targi oferowały literaturę zarówno polską, jak i zagraniczną w bardzo zadowalającej ilości. Jak co roku pojawiła się silna reprezentacja wystawców językowych i edukacyjnych, natomiast po raz pierwszy bodaj pojawiły się wydawnictwa oferujące audiobooki, na które w Polsce dopiero co powstaje moda. Największym stoiskiem na tegorocznych Targach mogła pochwalić się Firma Księgarska Jacka Olesiejuka, wyłączny dystrybutor kilkunastu polskich wydawnictw, w tym Fabryki Słów oraz MAGa. Wydaje mi się, że wysyłanie na targi dystrybutora w imieniu kilku wydawnictw to zupełnie nowa praktyka, wynikła zapewne z przyczyn finansowych. Było to o tyle ryzykowne posunięcie, że dystrybutor nie wykazał się wiedzą odnośnie sprzedawanych na targach książek oraz zapowiadanych nowości. Próbowałem dowiedzieć się czegoś o zapowiedziach wydawnictwa MAG, lecz nie uzyskałem niestety żadnych informacji od skądinąd bardzo miłych przedstawicieli dystrybutora. Należy jednak przyznać, że Olesiejuk zadbał o obecność pisarzy wydających książki pod szyldem Fabryki Słów. Dzięki temu połowa Targów upłynęła mi na jego stoisku w oczekiwaniu na kolejnych, mniej lub bardziej znanych mi osobiście pisarzy. Miałem również to szczęście, że na stoisku pracowała znajoma moich rodziców i dzięki jej uprzejmości mogłem zostawić w organizatorce wypchany po brzegi książkami plecak. Olesiejuk zajmował się również dystrybucją książek dla dzieci, więc momentami trzeba było przedzierać się przez tłumy młodszych czytelników, ale dzięki temu na targach pojawił się również Rafał Kosik, pisarz dla dzieci, którego ja z kolei znam jako autora wspaniałej powieści science-fiction pt. "Vertical". Zostawiłem plecak na stoisku, zaopatrzyłem się od razu w egzemplarz "Czasu wrzeszczących staruszków" Rafała Ziemkiewicza (Fabryka Słów 2008) i wyruszyłem na zwiedzanie Targów.

Gdy tak wędrowałem wzdłuż kolejnych stoisk, okazało się, skad w tym roku taki tłok. Na tegorocznych Targach można było bowiem poznać "gwiazdę" polskiej polityki – "prof." Władysława Bartoszewskiego. Podpisywał jakąś swoją książkę, bodaj wywiad-rzekę, i czekała nań cała kolejka wiernych czytelników. Ponieważ nie lubię politycznych pajaców jego pokroju, czym prędzej ruszyłem dalej. Zrobiłem jedną, szybką rundkę po całych Targach, by upewnić się, kto w tym roku dopisał, a kto nie. Zacznę od wielkich nieobecnych – nie było na Targach przedstawicieli Fabryki Słów oraz Wydawnictwa MAG, ale, jak pisałem już wcześniej, byli przynajmniej reprezentowani przez wspólnego dystrybutora. Najbardziej zmartwiła mnie nieobecność Wydawnictwa SOLARIS, ponieważ liczyłem na rozmowę o wydawanych przezeń powieściach. Nie było więc również "Nowej Fantastyki", która zazwyczaj korzysta z uprzejmości SOLARISu i reklamuje się przy ich stoisku. Nie przejąłem się natomiast nieobecnością RUNY, ponieważ z jej przedstawicielką, panią Antoniną Liedtke, przegadałem dobre pół godziny podczas zeszłorocznego Polconu. Spacerując szybkim krokiem wzdłuż korytarzy, dostrzegłem natomiast stoiska Wydawnictwa Dolnośląskiego, Wydawnictwa Amber, REBIS oraz ISA. Wróciłem na stoisko Olesiejuka, by wyjąć z plecaka pierwsze kilka książek do podpisania i ruszyłem ponownie przed siebie w poszukiwaniu tajemniczego Wydawnictwa Fantasmagoricon, gdzie Konrad Lewandowski miał podpisywać swoje powieści.

Nie znalazłem wprawdzie Wydawnictwa Fantasmagoricon, lecz w momencie, gdy zatoczyłem bezskutecznie pełne koło, wczytałem się ponownie w przygotowane wcześniej wydruki i okazało się, że Konrad Lewandowski podpisuje swoje książki na stoisku Wydawnictwa Dolnośląskiego, dla którego pisze poczytne kryminały. Ja natomiast znam Konrada z jego znakomitych opowiadań z "Nowej Fantastyki" oraz felietonów z "Czasu Fantastyki", a żeby było śmieszniej, tym razem miałem przy sobie jego będący zwieńczeniem pracy doktorskiej traktat filozoficzny pt. "Pochwała herezji", zupełnie więc nie skojarzyłem jego autora z Wydawnictwem Dolnośląskim. Udałem się na stoisko Wydawnictwa Dolnośląskiego i Konrad podpisał mój egzemplarz, a że okazał się niezbyt gadatliwą osobą, czym prędzej się z nim pożegnałem i zainteresowałem się wydawaną przez Wydawnictwo Dolnośląskie serią fantastyki "z kotem Behemotem". Moi stali czytelnicy (...?) wiedzą, że lubię serię wydawniczą "z kotem Behemotem" za inwestowanie w młodych, polskich pisarzy, których Fabryka Słów nie przygarnęłaby na tym etapie swojej działalności. Seria ta czasami trafia w dziesiątkę, czasami zaś coś zgrzyta, ale zazwyczaj mogę kupować książki z serii "Behemot" w ciemno, wiedząc, że inwestuję w dobrą literaturę. Spędziłem dobry kwadrans z przedstawicielką Wydawnictwa Dolnośląskiego, rozmawiając o linii wydawniczej serii oraz jej przyszłości. Bardzo mnie ucieszyła zapowiedź wydania zbioru opowiadań Kelly Link, młodej pisarki amerykańskiej, którą poznałem za pośrednictwem antologii "Kroki w nieznane" Konrada Walewskiego. Gdy już wystarczająco pochwaliłem i skrytykowałem moją ulubioną serię, udałem się przed siebie w poszukiwaniu Wydawnictwa Literackiego, gdzie swoje książki miał podpisywać Jacek Dukaj.

Ciąg dalszy nastąpi...

18.5.08

MTK 2008... (Część I)


Międzynarodowe Targi Książki (jaka dumna nazwa dla tak małej imprezy!) odwiedziłem ostatnio w trzeciej klasie liceum i wtedy srodze się zawiodłem. Targi okazały się bardzo małe i miejscowe – prawie że nie było wystawców zagranicznych, a większą część wystawców krajowych stanowiły stoiska językowe i edukacyjne, innymi słowy – Targi nie oferowały niczego, co byłoby mnie w stanie przyciągnąć w następnych latach. Wtedy jedyną atrakcją była możliwość poznania Marka Oramusa, który podpisał mi swój zbiór recenzji i felietonów "Rozmyślania nad tlenem". W tym roku postanowiłem się na Targach pojawić – trochę z ciekawości, czy coś się zmieniło, choć przede wszystkim z powodu silnej reprezentacji lubianych przeze mnie pisarzy, spośród których większość już kiedyś poznałem poza Targami, a pozostałych chciałem poznać podczas imprezy. Zanim opiszę same Targi, chciałbym się uporać z dwoma listami.

Oto powieści, które stanowiły część mojego księgozbioru przed targami, a które zabrałem ze sobą do podpisania w wypełnionym po brzegi plecaku:


  • Jacek Dukaj, "Lód" (Wydawnictwo Literackie 2007)
  • Jacek Dukaj, "W kraju niewiernych" (Wydawnictwo Literackie 2008)
  • Rafał Kosik, "Vertical" (Powergraph 2006)
  • Konrad T. Lewandowski, "Pochwała herezji" (Fantasmagoricon 2008)
  • Jacek Piekara, "Miecz aniołów" (Fabryka Słów 2007)
  • Andrzej Pilipiuk, "2586 kroków" (Fabryka Słów 2007)
  • Andrzej Pilipiuk, "Czerwona gorączka" (Fabryka Słów 2007)
  • Marcin Wolski, "Nieprawe łoże" (Fronda 2006)
  • Marcin Wolski, "Noblista" (Zysk i S-ka 2008)

Oto zaś powieści, które kupiłem podczas samych targów:


  • Jacek Dukaj, "Inne pieśni" (Wydawnictwo Literackie 2008)
  • Frank Herbert, "Diuna" (Dom Wydawniczy REBIS 2008)
  • John Scalzi, "Wojna starego człowieka" (ISA 2008)
  • Rafał A. Ziemkiewicz, "Czas wrzeszczących staruszków" (Fabryka Słów 2008)

Nie wypisałem tych wszystkich tytułów, aby się pochwalić swoim księgozbiorem, lecz dlatego, by dodać prawdopodobieństwa mojemu stwierdzeniu, że tegoroczne Targi Książki bardzo mnie wymęczyły i po powrocie momentalnie padłem z wyczerpania. Zauważcie, że papier posiada swoją wagę, a posiadałem przy sobie papieru cały plecak i cztery wypchane po brzegi torby. Pomnóżcie to przez odpowiednią liczbę kilogramów i weźcie pod uwagę to, że od dziesiątej do osiemnastej biegałem po Targach na jednej drożdżówce, a moje narzekanie stanie się bardziej zrozumiałe. Nie zamierzam natomiast narzekać w następnych notkach zbyt wiele, ponieważ tegoroczne Targi Książki okazały się bardzo owocnym przedsięwzięciem i mimo zmęczenia całą imprezę wspominam bardzo sympatycznie.

Ciąg dalszy nastąpi...

4.5.08

Prowincja... (Część II)


Po tylu latach jeżdżenia na Mazury moje podejście wobec nich jest bardzo przyziemne – skoro na Mazurach tęsknię za Warszawą, a Mazury nie oferują tego, co Stolica, to należy Warszawę zabrać po części ze sobą. Odkąd pamiętam, Warszawę zawsze wożę symbolicznie przy sobie w postaci wypełnionego książkami i czasopismami plecaka. Biorę też ze sobą laptopa, a pozostałe w plecaku miejsce dopełniam płytami z muzyką i filmami. Z każdą następną wyprawą naiwnie się łudzę, że rzucę plecak w kąt i ów okaże się zupełnie niepotrzebny, ale po kilku godzinach bezmyślnego spacerowania ścieżkami wśród łąk i pól macham na te całe Mazury ręką, poddaje się i stwierdzam, że urządzę sobie małą Warszawę na miejscu.

ProwincjaProwincja


Podczas tegorocznej majówki byłem szczęśliwie skazany na cztery krótkie dni mazurskiego marazmu, zabrałem więc ze sobą wyłącznie dwie książki i czasopismo. Jak to często bywa, książki przeczytałem już w drodze, a czasopismo starczyło na dwie godziny deszczowej pogody. Od całkowitej nudy uratował mnie laptop, na którym miałem wprawdzie zacząć pisać opowiadanie, ale entuzjazmu starczyło mi wyłącznie na gry – "Neverwinter Nights" i "Fallout Tactics".

ProwincjaProwincja


Same Mazury miały również co nieco do zaoferowania. Wybraliśmy się dwukrotnie na dłuższy spacer po okolicy, ale dalszym wyprawom przeszkodził deszcz. Początkowo było słonecznie, ale w ogólnym rozrachunku pogoda nie dopisywała. Część ekipy łowiła ambitnie ryby na deszczu, ale większość leniwie czytała książki. Wybraliśmy się również do pobliskiego miasta na lody i trafiliśmy akurat na zawody jeździeckie. Szkoda jedynie, że większość mazurskich atrakcji dla turystów ma wyjątkowo jarmarczny charakter. W okolicznym porcie przyjezdni Indianie zarabiali sobie na życie podrygiwaniem do new-age'owych remiksów popowych utworów, nieudolnie udających etniczne tańce. Obok odbywał się festyn dla dzieci. Podczas wakacji podobne miasta zamieniają się w centrale tandety, ale świadomość, że poza sezonem turystycznym zupełnie wymierają, jest jeszcze bardziej przytłaczająca. Prowincja prowincją, posiada swój folklor, ale mimo wszystko zawsze się cieszę, że mogę wrócić do siebie do domu i mieć ten luksus, że mam na co dzień w pobliżu Warszawę ze wszystkim, co oferuje.

2.5.08

Prowincja... (Część I)


Obawiam się, że moje podejście do wszelkiej prowincji jest typowo warszawskie – prowincją jest wszystko, co nie jest Stolicą, zaś im dalej się prowincji trzymam, tym mniej mnie irytuje. Jest to podejście o tyle nietypowe, że nie mieszkam przecież w samej Warszawie, lecz na jej peryferiach! Sam w pewnym sensie jestem przyjezdnym, choć moje małe miasto zostanie w przeciągu dwóch dekad przez warszawę wchłonięte. Siłą rzeczy jednak, jako osoba codziennie się o Warszawę ocierająca, na dobre i na złe, zaadoptowałem przez osmozę jej lekceważące podejście wobec wszelkich mniejszych miast. Na prowincję patrzę więc ze zdrowym poczuciem wyższości – wszak Warszawa rzeczywiście oferuje tyle, ile nie są w stanie zaoferować społem wszystkie miasta mazurskie razem wzięte. Mimo wszystko łudzę się co roku, że tym razem na Mazurach będzie miło i ciekawie, choć za każdym razem się mylę. Nie inaczej jest niestety teraz, podczas przerwy majowej.

ProwincjaProwincja

Cóż takiego oferują Mazury, że wbrew wszelkiemu rozsądkowi jeżdżę tam co roku z rodziną? Nie tak wiele.

Cóż takiego oferują Mazury, że wbrew wszelkiemu rozsądkowi jeżdżę tam co roku z rodziną? Nie tak wiele. Wodę i drzewa w nadmiarze, a przede wszystkim święty spokój. Pod tym względem rzeczywiście stanowią na chwilę miłą odskocznię od Stolicy, ale pod każdym innym względem wygrywa jednak Warszawa. Taki już mam charakter, że czysta woda i szeleszczące drzewa zachwycają mnie przez jakąś minutę, po czym zaczynam się zastanawiać, czy jest może w pobliżu jakiś Empik lub przynajmniej przyzwoita księgarnia. Całe szczęście, że od dwóch lat jeździmy do ciocinego Dworu i omijamy tym samym mazurskie ośrodki wypoczynkowe. Kolejnego domku wypoczynkowego już bym nie zdzierżył. Dwór, choć wspaniały, fascynuje mnie jednak góra jeden dzień, po czym zaczyna mnie frustrować brak zasięgu telefonicznego i dostępu do Sieci. Ot, dziecko cywilizacji i kostki brukowej.

ProwincjaProwincja


Najbardziej irytują mnie mazurskie księgarnie. Cóż takiego można kupić w takiej księgarni? Wydawałoby się, że książki, ale nie! Można natomiast zaopatrzyć się tam z powodzeniem w zabawki, papier i kosmetyki. W takich chwilach mam ochotę wracać do Warszawy i następne kilka godzin przesiedzieć w dowolnym Empiku. Z naukową ciekawością obchodzę również wszystkie lokalne kioski w poszukiwaniu moich czasopism, ale już mnie nie dziwi, że niektórych tytułów na prowincję się nie kolportuje. Pal licho, że nie mogę znaleźć co mniej ważnych publikacji społecznych, ale na Mazurach nie sprzedają nawet "Nowej Fantastyki". Co mam, kurna, widoki podziwiać i wdychać świeże powietrze...?

Dla kontrastu chciałem się z Wami podzielić zdjęciami Dworu oraz jego okolic.

Ciąg dalszy nastąpi...