Avangarda IV... (Część VIII)
Cykl: Wakacje 2008
1. Berlin... (I)
2. Berlin... (II)
3. Pergamon... (I)
4. Pergamon... (II)
5. Pergamon... (III)
6. Pergamon... (IV)
7. Prowincja... (I)
8. Prowincja... (II)
9. Avangarda... (I)
10. Avangarda... (II)
11. Avangarda... (III)
12. Avangarda... (IV)
13. Avangarda... (V)
14. Avangarda... (VI)
15. Avangarda... (VII)
16. Avangarda... (VIII)
05.07.2008: Sobota
W ostatniej notce zakończyłem już właściwie opisywnie całego oficjalnego programu "Avangardy", w którym miałem okazję uczestniczyć. Jednak jak wiadomo, cała idea uczestniczenia w konwentach nie zawiera się wyłącznie w oficjalym programie, lecz spora część konwentu dzieje się w jego kuluarach i polega na nieoficjalnych rozmowach, przypadkowych spotkaniach, płomiennych dyskusjach i kłótniach, które często później się kończą felietonami i opowiadaniami, a nawet na robieniu interesów. Nie inaczej było w tym roku. Często musiałem rewidować swój harmonogram z powodu przypadkowego spotkania, przedłużającej się dyskusji już poza prelekcją lub nawet z powodu zwykłego burczenia w brzuchu. Pomiędzy prelekcjami wielokrotnie odwiedzałem sklepiki z książkami, koszulkami i grami, przysłuchiwałem się losowym rozmowom na korytarzu (co nie jest jakoś szczególnie dziwne na konwentach, zawsze można się przywitać i wtrącić swoje trzy grosze) i zaglądałem do sal tematycznych (Star Wars, Tolkien, anime...).
Gdy już uznałem, że nie chcę dłużej pozostawać na oficjalnej części programu, to zgadałem się z kilkoma fanami i pisarzami i wybraliśmy się do ulubionego pubu fantastów w Warszawie – Paradoxu. Paradox jest wymarzonym miejscem dla każdego fana fantastyki. Na suficie pubu jest wymalowana mapa Śródziemia z twórczości Tolkiena, a nawet ubikacja jest udekorowana niczym Vault 13 z gry "Fallout". Do Paradoxu, który szczęśliwym trafem znajduje się również blisko Anglistyki, wystarczyło podjechać z konwentu kilka przystanków. Na miejscu spotałem również kilku pisarzy, których nie było na samym konwencie, a z jednym, wyjątkowo tego dnia rozmownym, przegadałem dobrych kilka godzin. Polski fandom to jednak wspaniałe środowisko pod względem łatwości kontaktu z ulubionymi pisarzami.
"Avangarda" nie jest konwentem największym ani najlepszym. O Warszawskim środowisku fanów fantastyki słusznie mówi się, że jest bardzo podzielone i brakuje u nas ambitnych przedsięwzięć. Jednak chwała organizatorom "Avangardy", że przygotowali taki konwent, jaki byli w stanie. "Avangarda" zapisała się już w myślach i kalendarzach fantastów jako stała, coroczna impreza w Warszawie i dopóki nikt nie zabierze się za jeszczę większy konwent, to będzie co roku tłumnie uczęszczana. Wybierzcie się ze mną w przyszłym roku!



















