Myriads Of Me: Tellur's Journal

Wanderlust%20ProjectQuantcast

Wanderlust Project to moje muzyczne alter ego – projekt, nad którym pracuję od końca 2008 roku. Zapraszam Was do przesłuchania mojej twórczości!

14.7.08

Avangarda IV... (Część VIII)


05.07.2008: Sobota

W ostatniej notce zakończyłem już właściwie opisywnie całego oficjalnego programu "Avangardy", w którym miałem okazję uczestniczyć. Jednak jak wiadomo, cała idea uczestniczenia w konwentach nie zawiera się wyłącznie w oficjalym programie, lecz spora część konwentu dzieje się w jego kuluarach i polega na nieoficjalnych rozmowach, przypadkowych spotkaniach, płomiennych dyskusjach i kłótniach, które często później się kończą felietonami i opowiadaniami, a nawet na robieniu interesów. Nie inaczej było w tym roku. Często musiałem rewidować swój harmonogram z powodu przypadkowego spotkania, przedłużającej się dyskusji już poza prelekcją lub nawet z powodu zwykłego burczenia w brzuchu. Pomiędzy prelekcjami wielokrotnie odwiedzałem sklepiki z książkami, koszulkami i grami, przysłuchiwałem się losowym rozmowom na korytarzu (co nie jest jakoś szczególnie dziwne na konwentach, zawsze można się przywitać i wtrącić swoje trzy grosze) i zaglądałem do sal tematycznych (Star Wars, Tolkien, anime...).

AvangardaGdy już uznałem, że nie chcę dłużej pozostawać na oficjalnej części programu, to zgadałem się z kilkoma fanami i pisarzami i wybraliśmy się do ulubionego pubu fantastów w Warszawie – Paradoxu. Paradox jest wymarzonym miejscem dla każdego fana fantastyki. Na suficie pubu jest wymalowana mapa Śródziemia z twórczości Tolkiena, a nawet ubikacja jest udekorowana niczym Vault 13 z gry "Fallout". Do Paradoxu, który szczęśliwym trafem znajduje się również blisko Anglistyki, wystarczyło podjechać z konwentu kilka przystanków. Na miejscu spotałem również kilku pisarzy, których nie było na samym konwencie, a z jednym, wyjątkowo tego dnia rozmownym, przegadałem dobrych kilka godzin. Polski fandom to jednak wspaniałe środowisko pod względem łatwości kontaktu z ulubionymi pisarzami.

"Avangarda" nie jest konwentem największym ani najlepszym. O Warszawskim środowisku fanów fantastyki słusznie mówi się, że jest bardzo podzielone i brakuje u nas ambitnych przedsięwzięć. Jednak chwała organizatorom "Avangardy", że przygotowali taki konwent, jaki byli w stanie. "Avangarda" zapisała się już w myślach i kalendarzach fantastów jako stała, coroczna impreza w Warszawie i dopóki nikt nie zabierze się za jeszczę większy konwent, to będzie co roku tłumnie uczęszczana. Wybierzcie się ze mną w przyszłym roku!

12.7.08

Avangarda IV... (Część VII)


05.07.2008: Sobota

Staszek. Staszek szybki jest. Znacie Staszka...? Jeżeli nie, to koniecznie odszukajcie sobie na Sieci trailer do filmu "Gwiazdy w Czerni" oraz trailer do "Władcy Pierścieni" tego samego autora. Stanisław Mąderek, bo o nim mowa, znany jest w polskim środowisku jako szalony ryzykant, który usiłuje nakręcić film science fiction za polskie pieniądze i w polskich warunkach i przez ostatnich kilka lat bohatersko zmaga się z równie polskimi przeszkodami. Chociaż obecnie może pochwalić się jedynie kilkoma trailerami oraz opowiedzieć o swoich pomysłach, to mimo wszystko warto go posłuchać. Miałem już okazję poznać kiedyś Staszka na spotkaniu w Traffic Clubie i przekonałem się, że to równy gość, zatem bez chwili wahania wybrałem się na jego prelekcję pt. Reżyseria filmu i gry komputerowej – podobieństwa i różnice:

Niedawno miałem okazję zdobyć nowe doświadczenie – reżyserowałem tzw. cut-scenki do gry komputerowej "Necrovision" oraz odgrywałem kilkanaście postaci ubrany w specjalny kostium oblepiony odblaskowymi kulkami. W prelekcji przedstawię moje wnioski z obserwacji podobieństw i różnic reżyserii filmowej i reżyserii gier komputerowych. Całość ilustrowana będzie materiałem filmowym zarówno z serii "mock-up" do gry, jak i z planu filmu "Gwiazdy w Czerni".

Stanisław MąderekStaszek skupił się przede wszystkim na technice motion capture do "Necrovision". Pokazał zdjęcia, na których był ubrany w prześmieszny strój z wystającymi, białymi piłkami. Co więcej, przybierał w nim przeróżne, komiczne pozy. A to udawał rannego żołnierza, a to powłóczącego nogą zombie. Opowiadał również o trudnościach ze zrealizowaniem "Gwiazd w Czerni", ale chyba nikt już na poważnie nie wierzy, że ten ostatni film dojdzie do skutku. Mimo to spotkanie ze Staszkiem Mąderkiem uważam za bardzo udane.


AvangardaMarcina Przybyłka kojarzę z corocznych spotkań z Andrzejem Zimniakiem w Domu Literata. Obaj pisarze przyjaźnią się i chociaż nie czytałem jeszcze żadnej książki Marcina, to miałem okazję odbyć z nim kilka kuluarowych rozmów na przeróżne tematy związane z fantastyką. Z przyjemnością zatem udałem się na jego prelekcję pt. Wolna wola?!! Dobre sobie!:

Autor opowieści o gamedeku opowie o swoich poglądach na temat mitu wolnej woli, o wpływie sytuacji i grupy na decyzje i czynności jednostki, oraz jaki (być może) jest rzeczywisty (fizyczny) wymiar rzeczonej woli (i to już będzie science-fiction).

Marcin PrzybyłekPod względem merytorycznym nie dowiedziałem się wprawdzie niczego nowego, o czym nie wiedziałem już wcześniej z wykładów filozoficznych i psychologicznych bądź prywatnej lektury na interesujące mnie tematy, ale warto było odświeżyć sobie nieco tematykę w wykonaniu Marcina Przybyłka. Tak w rozmowach prywatnych, jak i publicznie na konwencie okazał się bardzo charyzmatyczną osobą. Nic dziwnego, skoro na co dzień prowadzi szkolenia z zakresu psychologii dla firm. Będę musiał zainteresować się jego książkami.


Ciąg dalszy nastąpi...

11.7.08

Avangarda IV... (Część VI)


05.07.2008: Sobota

O czwartej mój kolega K. zachęcił mnie do udania się na prelekcję Rafała Dębskiego pt. Prawdziwa magia jest tylko w piwie:

Rzecz będzie dotyczyła historii piwa od czasów najdawniejszych (Sumer, Egipt, Babilon) po współczesność. Przedstawię techniki warzenia tego absolutnie cudownego napoju, wyjaśnię, z jakiej przyczyny jego produkcja jest czynnością magiczną. Opowiem o tym, dlaczego i w jaki sposób w chwili obecnej wielkie koncerny i kompanie piwowarskie oszukują miłośników chmielowego nektaru. Wykład wzbogacony będzie materiałem ikonograficznym.

AvangardaKolega nie musiał mnie wcale długo przekonywać do prelekcji. Wprawdzie nie przepadam za piwem i miałem nawet odwagę przyznać się do tego, gdy prelegent się o to zapytał, ale miałem ochotę poznać Rafała Dębskiego, polskiego pisarza, którego książkę "Gwiazdozbiór kata" recenzowałem wcześniej na blogu. Czytałem również jego opowiadania w czasopiśmie "Science Fiction". Miałem okazję porozmawiać z nim przez chwilę na ubiegłorocznym "Polconie", ale jednak prelekcja to prelekcja. Rafał okazał się bardzo charyzmatycznym prelegentem. Z pasją opowiadał o piwie, zdradzając doń prawdziwe zamiłowanie. Z ciekawością słuchałem przeróżnych anegdot o historycznym znaczeniu piwa.


Musiałem opuścić dwugodzinną prelekcję Dębskiego w połowie, gdyż za nic w świecie nie przegapiłbym prelekcji Witolda "Szamana" Skierzyńskiego pt. Nagroda Janusza A. Zajdla:

Historia, ciekawostki i rozwój tej najbardziej prestiżowej nagrody, przyznawanej przez polskich fanów twórcom literatury fantastycznej i najbardziej zasłużonym dla rozwoju fandomu fantastycznego osobom. Poznacie także tegoroczne nominacje. Warto wpaść i posłuchać – to w końcu nagroda od nas wszystkich.

AvangardaWitold "Szaman" Skierzyński jest znanym i bardzo zabieganym animatorem fandomu. Przede wszystkim organizował w ubiegłym roku warszawski "Polcon" i organizuje co roku Nagrodę Janusza A. Zajdla, lecz miałem okazję poznać go nieco wcześniej, za czasów spotkań autorskich w Traffic Clubie, które prowadził, gdy chodziłem jeszcze do liceum. Już wówczas sprawiał wrażenie osoby bardzo ambitnej, a z czasem zaczął się brać za coraz to odważniejsze przedsięwzięcia związane z polskim fandomem. Bardzo mi zatem zależało na tym, by usłyszeć o Nagrodzie Janusza Zajdla właśnie od "Szamana". Zależało mi na udziale w dyskusji o tej nagrodzie w kontekście pozostałych nagród literackich przyznawanych polskim twórcom fantastyki, a przede wszystkim w kontekście nowej, powołanej przez Andrzeja Zimniaka akademickiej Nagrody im. J. Żuławskiego, której kibicuję z całego serca. Jednocześnie bardzo sobie cenię Zajdla i uważam, że w polskim środowisku jest wystarczająco dużo miejsca na obie nagrody. Na spotkanie wybrali się również tłumacz Piotr Cholewa oraz pisarz Kuba Ćwiek i doszło do bardzo ciekawej dyskusji.


Szaman


Ciąg dalszy nastąpi...

10.7.08

Avangarda IV... (Część V)


04.07.2008: Piątek

Gdy już wydałem z pożytkiem wszystkie moje Złe Szelągi, to pomimo, że piątkowy program miał jeszcze trwać dobrych kilka godzin, udałem się autobusem do domu, aby przenocować przed sobotą. Może się wydawać, że konwent to sama przyjemność i jest tak w istocie, zatem zupełnie nie czuje się znużenia, zanim nie dopadnie na dobre, ale w końcu dopada każdego bez litości. W końcu jeden dzień na konwencie od rana do wieczora to zupełnie tak, jak jeden dzień na uczelni – wprawdzie nie jest nudno, ale równie wyczerpująco. Wróciłem zatem do domu naładować baterie, a w sobote rano byłem już ponownie na konwencie. Na akredytacji okazałem jedynie swój identyfikator i od razu mogłem zacząć zabawę.


05.07.2008: Sobota

Program w sobotę rozpocząłem od prelekcji Szokująca Grecja polskiego pisarza, Witolda Jabłońskiego:

W kręgu ateńskich heter i efebów... Witold Jabłoński, jak zawsze lubiący prowokować i szokować, tym razem zabierze nas w podróż do starożytnej Hellady i ujawni pikantne szczegóły z życia ateńskiej śmietanki towarzyskiej, o których opowiada także jego nowa powieść "Fryne hetera".

AvangardaOkazało się, że Witold Jabłoński jest nie do zniesienia. Jego prelekcja zainteresowała mnie na tyle, że wyszedłem dopiero w połowie, ale zmanieryzowanie tego pisarza trudno opisać słowami. Ponieważ na szczęście nic mnie nie trzymało na jego prelekcji, to zamiast niej przespacerowałem się po całej szkole i odwiedziłem stoiska księgarni, gier komputerowych i gier karcianych. Nie uczestniczę osobiście w wielu rozrywkach, jakie oferuje fandom, ale zawsze warto wiedzieć, co też dzieje się poza moimi ściśle określonymi zainteresowaniami polską literaturą i zagranicznymi serialami.


W samo południe wybrałem się na prelekcję Obraz wampira w twórczości Anne Rice:

Lestata di Lioncourt zna chyba każdy szanujący się miłośnik wampirów. Zaraz po Draculi jest najbardziej znanym literackim krwiopijcą. Jednak to nie on, a inna postać była przełomem nie tylko w twórczości tej autorki, ale także w literackim obrazie wampirów. Co takiego zrobiła Anne Rice, że jej twórczość zafascynowała świat? Czym różnią się jej wampiry od innych, poza drobnym faktem, że mają uczucia i cierpią? Czy są obdarzone niezwykłymi mocami lub cechami? I najważniejsze: czy mogą uprawiać seks, czy nie?

Wprawdzie nie czytałem książek Anne Rice i właściwie nie interesuję się specjalnie wampirami, ale na konwentach warto skorzystać z okazji, aby poszerzać swoje horyzonty. Po tej prelekcji nadal nie nabrałem ochoty na jej powieści, ale kto wie, może kiedyś w końcu się skuszę.


O pierwszej wybrałem się ze znajomymi na obiad, a następnie udałem się na prelekcję Piotrka Cholewy pod tytułem Piramidy i inne kamienie oraz ukryte w nich sekrety wszechświata:

Jak zbudowano piramidę, jakie głębokie zależności ukryte są w jej wymiarach, po co Indianie rysowali stwory w Nazca, no i oczywiście dlaczego Ziemia nie jest okrągła... O tym wszystkim i kilku jeszcze sprawach postaram się opowiedzieć w czasie mojej prelekcji.

Piotr CholewaNie interesuję się piramidami, ale bardzo lubię Piotra Cholewę, polskiego tłumacza Terry'ego Pratchetta oraz jednego z bardzo interesujących animatorów polskiego fandomu. O czymkolwiek by nie opowiadał, to zawsze będzie humorystycznie i z odpowiednim dystansem. Nie inaczej było obecnie. Naturalnie Piotr Cholewa nie wierzy w żadne new-age'owe teorie na temat piramid, latających talerzy i starożytnych przybyszy z kosmosu, lecz przeciwnie, starał się je kolejno obalać. Jednak wskazał nam również kilka prawdziwych tajemnic archeologicznych, których nauka nie jest jeszcze w stanie przekonująco wyjaśnić.


Ciąg dalszy nastąpi...

9.7.08

Avangarda IV... (Część IV)


04.07.2008: Piątek

Nie jestem pewien, który konwent jako pierwszy wpadł na pomysł specjalnej, konwentowej waluty, ale przekonałem się, że wspaniale spełniała swoje zadanie na "Avangardzie". Na konwentach bowiem można brać udział w niezliczonej ilości konkursów, a często nawet podczas zwyczajnych prelekcji zadawane są pytania, za które można wygrać nagrody – książki, czasopisma, gry planszowe, podręczniki RPG, gry karciane i rozmaite różności, które zadowolą nawet najbardziej wymagającego geeka. Wiadomo jednak, że prelegenci i prowadzący konkursy nie zawsze trafią w gust uczestników. "Avangarda" wprowadziła zatem system, w ramach którego uczestnicy konkursów mają szansę wygrać specjalną, konwentową walutę, za którą można kupić sobie nagrody wedle własnego upodobania w specjalnie do tego przeznaczonym sklepiku. Oficjalną walutą tegorocznej "Avangardy" były Złe Szelągi.

AvangardaKwota, którą wygrałem w konkursie wiedzy o serialach SF – 200 Złych Szelągów – odpowiadała mniej więcej swojej równowartości w złotówkach. Udałem się do sklepiku konkursowego, który okazał się bardzo przyzwoicie zaopatrzony w ciekawe nagrody, ale żeby każdy uczestnik konwentu miał szansę wybrać dla siebie coś ciekawego, to nagrody były wystawiane rotacyjnie partiami. Trafiłem akurat na taką porę, że było mało interesujących mnie książek i ostatecznie wybrałem dla siebie jedynie powieść "Miecz orientu" Andrzeja Ziemiańskiego (okazała się cokolwiek osobliwa). Sprawiłem sobie natomiast ogromną przyjemność bardzo ładnie wykonaną figurką Spawna z komiksów Todda McFarlane'a. Komiskami o Spawnie zaczytywałem się jeszcze za czasów istnienia wydawnictwa TM Semic w Polsce i można powiedzieć, że to na tym superbohaterze wychowywałem się przez ostatnie lata. Gdyby nie konwent, nie mógłbym sobie pozwolić na taką figurkę i jej kupno uważałbym za zbędny wydatek, ale w obecnej sytuacji sprezentowałem ją sobie i teraz mogę ją podziwiać w całej okazałości.


Spawn


Ciąg dalszy nastąpi...

8.7.08

Avangarda IV... (Część III)


04.07.2008: Piątek

O godzinie osiemnastej postanowiłem spróbować swoich sił w konkursie wiedzy o serialach SF, prowadzonym przez Macieja "Ariela" Kiktę:

Przekładasz Science Fiction nad fantasy? Z tęsknotą wpatrujesz się w rozgwieżdżone niebo, zastanawiając się nad tajemnicami, które kryje? Denerwujesz się, gdy dowiadujesz się, że nikt nie słyszał o twoim ulubionym fandomie? Ten konkurs jest właśnie dla Ciebie! Sprawdzimy twoją znajomość serii znanych i lubianych na całym świecie, o których w Polsce mało kto słyszał. Babylon 5, Star Trek, Space: Above And Beyond, Firefly... Jeżeli znasz któryś z tych seriali i chcesz się zmierzyć z innymi, sobie podobnymi, zapraszamy.

Jak zapewne dobrze wiecie, uwielbiam amerykańskie seriale science fiction, zarówno te nowe, jak i te nieco starsze, postanowiłem więc wziąć udział w konkursie. Nie oceniałem swoich szans wysoko, ponieważ nigdy nie oglądałem żadnej serii "Star Treka", a poza tym mam bardzo słabą pamięć do nazw własnych oraz imion. Wylatują mi z głowy w najgorszym możliwym momencie. I rzeczywiście, gdy już zebrali się pozostali gracze i prowadzący zaczął zadawać pytania, to pierwszy etap konkursu ukończyłem z bardzo małą ilością punktów.

AvangardaPierwszy etap polegał na nazywaniu statków kosmicznych, które prowadzący wyświetlał na ekranie komputera. Punkty otrzymywało się za nazwanie ogólnej klasy statku oraz nazwy jej konketnego egzemplarza na screenshotcie z serialu. Oczywiście połowa statków kosmicznych była ze "Star Treka" i tutaj poległem na całej linii. Pojawiło się również sporo statków z serialu "Babylon 5", ale chociaż obejrzałem całość, to nie interesowałem się szczególnie przeróżnymi modelami statków kosmicznych w serialu i nie udało mi się nadrobić punktów utraconych na "Star Treku".

Drugi etap polegał na określaniu, jaka postać wypowiedziała słowa przytaczane przez prowadzącego. Tutaj poradziłem sobie trochę lepiej, tym bardziej, że większość tekstów z seriali "Babylon 5" oraz "Firefly" była kultowa i ogólnie znana. Oczywiście gorzej mi poszło ze "Star Trekiem".

Odrobiłem sobie wiele punktów na trzecim etapie, który polegał na rozpoznawaniu muzyki z seriali. Punkty otrzymywało się za wskazanie serialu, ale również za wskazanie konkretnego sezonu lub kompozytora. Tutaj z uśmiechem na twarzy wypełniałem kolejne rubryki, bowiem mam bardzo dobrą pamięć do muzyki i pomimo, że nie oglądałem nigdy żadnej serii "Star Treka", to zapoznałem się kiedyś ze wszystkimi soundtrackami z wszystkich jego serii. Równie dobrze rozpoznałem muzykę z "Babylon 5" oraz "Battlestar Galactica". Uśmiałem się, gdyż w przypadku tego ostatniego serialu byłem nawet w stanie wskazać numer danego utworu na płytach CD. Inni widocznie nie poradzili sobie równie dorze na tym etapie konkursu, gdyż po podliczeniu punktów ze wszystkich etapów zająłem ostatecznie drugie miejsce i otrzymałem w nagrodzie 200 Złych Szelągów, o których napiszę w następnej notce.


Ciąg dalszy nastąpi...

7.7.08

Avangarda IV... (Część II)


04.07.2008: Piątek

Po spotkaniu z Ziemkiewiczem, jak to na konwentach bywa, przywitałem się z kilkoma znajomymi, a następnie, zachęcony pierwszą prelekcją, postanowiłem wybrać się na kolejne spotkanie z Michałem Mochockim pt. RPG od strony naukowej:

Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że Role Playing to nie tylko forma rozrywki, ale i potężne narzędzie dydaktyczne. Pan Richard Whipple, prezes zarządu Crow Communications Corporation w Polsce, opowie jak RPG sprawdza się w nauce angielskiego, natomiast dr Michał Mochocki podzieli się swoimi uwagami dotyczącymi zastosowania i skuteczności Live Action i RPG w nauczaniu szkolnym i szkoleniach specjalistycznych.

Richard WhipplePowyższa prelekcja pokrywała się trochę tematyką z pierwszą prelekcją Michała Mochockiego, ale warto było się na nią wybrać z racji zaproszonego gościa, Richarda Whipple – kanadyjczyka, który prowadzi w Polsce zajęcia nauki języka angielskiego metodą prowadzenia regularnych sesji RPG ze swoimi uczniami. Początkowo trudno mu było przekonać szkoły językowe oraz firmy do niekonwencjonalnych zajęć z uczniami i szkoleń z pracownikami, ale ostatecznie dano mu szansę i przekonał wszystkich, że sesje RPG to doskonała metoda nauki języka obcego. Kursanci wcielają się w rozmaite postaci i komunikują się na wiele sposobów z mistrzem gry, który odgrywa rozmaite postaci o różnych akcentach, spsobach porozumiewania się i odmiennym pochodzeniu społecznym. Tego rodzaju gra językowa pozwala na szerokie wykorzystanie nabywanych umiejętności językowych.


AvangardaO godzinie siedemnastej nie znalazłem w programie niczego, co byłoby mnie w stanie zainteresować na tyle, abym wybrał się na prelekcję. Od dawna unikam prelekcji o systemach RPG – o RPG-ach lubię żartobliwie powtarzać, że wprawdzie jestem wierzący, lecz nie praktykujący. Zamiast tego udałem się ze znajomymi do szkolnej stołówki. Warto w tym miejscu wspomnieć, że "Avangarda" dogadała się ze stołówką w szkole i przez cały konwent można było wybrać się na wspanały, domowy obiad lub złapać na szybko hamburgera czy hot-doga, a wszystko po przystępnej cenie. Inni konwentowicze zrzucali się również na pizzę z pobliskiego Pizza Hut. Nie było żadnego problemu z wnoszeniem własnego jedzenia na teren konwentu, co w porównaniu z ubiegłorocznym "Polconem", gdzie wybór właściwie ograniczał się do hotelowych szaszłyków za 15 złotych, stanowiło wspaniałe udogodnienie.

Gdy już się porządnie nasyciliśmy, to pożegnałem się ponownie ze znajomymi (na konwencie wpada się na rozmaite osoby co chwila; rozmowy kuluarowe są znacznie ważniejsze, niż spotkania oficjalne) i wybrałem się na konkurs wiedzy o serialach SF, ale o tym napiszę następnym razem.


Ciąg dalszy nastąpi...

6.7.08

Avangarda IV... (Część I)


Organizatorom konwentu "Avangarda IV" w Warszawie przyszło stanąć przed nie lada wyzwaniem – ich konwent bowiem siłą rzeczy będzie oceniany przez pryzmat sukcesu poprzedniego, warszawskiego, choć również ogólnopolskiego konwentu "Polcon 2007". Chociaż tegoroczna "Avangarda" przyćmiła wielkością wszystkie swoje poprzednie edycje, w porównaniu z ogromnym "Polconem" sprawiła wrażenie konwentu mającego mało do zaoferowania. Tym większe wyzwanie stoi przede mną, uczestnikiem "Avangardy", by ocenić ją sprawiedliwie i w oderwaniu od siłą rzeczy znacznie bogatszego programowo "Polconu".

Początkowo nie miałem nawet ochoty wybrać się na "Avangardę", sądząc, że czekają mnie dosyć skromne poprawiny po ubiegłorocznym "Polconie", ale zmieniłem na szczęście zdanie i postanowiłem osądzić "Avangardę" jej własną miarą. Jak na mniejszy konwent, "Avangarda" okazała się całkiem sympatyczna i cieszę się, że się na nią wybrałem. Piątek rozpoczął się nieco niemrawo, ale sobota miała sporo do zaoferowania. Cofnijmy się jednak do samego początku i przejdźmy do konkretów.


AvangardaUznałem, że "Avangardzie" należy się pierwsza pochwała, jeszcze zanim pojawiłem się na samym konwencie. Konwent posiada bowiem bardzo ładnie zaprojektowaną i merytoryczną stronę internetową, z której dowiedziałem się wszystkiego, czego chciałem o dojeździe, akredytacji i planowanych atrakcjach. Piszę: planowanych, bo jak bywalcom konwentów wiadomo, na niemal każdym konwencie coś zostanie przełożone na inną godzinę, do innej sali lub nie odbędzie się zgoła wcale, co jest całkowicie normalne i nie będę za to ganić żadnego konwentu. Na moich "Maelstromach" też nie obyło się bez szalonego poprawiania programu prelekcji na ostatnią chwilę. Zawsze jednak warto zapoznać się ze wstępnym harmonogramem. Organizatorom należy się również pochwała za rozpisanie wszelkich możliwych tras autobusowych i tramwajowych do Zespołu Szkół nr 37 im. Agnieszki Osieckiej, gdzie konwent miał miejsce. W piątek tuż przed czternastą, zaopatrzony w wydruki ze strony internetowej, pojawiłem się u bram budynku.


04.07.2008: Piątek

Miałem szczęście, że pojawiłem się na kilkanaście minut przed rozpoczęciem programu, gdyż nie uświadczyłem żadnej kolejki do akredytacji. Po opłaceniu akredytacji otrzymałem torbę pełną rozmaitych reklamówek oraz, co najważniejsze, bardzo ładnie wydaną książeczkę z programem konwentu. Podobną otrzymałem na warszawskim "Polconie", więc widocznie obecnie to już standard, o którym jednak warto wspomnieć z uznaniem.

Konwent mieścił się w bardzo dużym budynku zespołu szkół, natomiast same atrakcje nie zajmowały zbyt wielu sal. O tej porze nie było jeszcze wielu uczestników. Przespacerowałem się po całym budynku i po kwadransie orientowałem się już w miarę w rozkładzie sal prelekcyjnych, games roomów i sklepów, w czym okazały się pomocne dobre mapki z książeczki.

O czternastej wybrałem się na pierwszą prelekcję Michała Mochockiego pt. Perspektywy rozwoju ludologii w Polsce:

Ludologia, czyli nauka o zjawiskach ludycznych (grach i zabawach) ma już uznaną tradycję w USA i Europie Zachodniej. U nas dziedzinę tę rozwija od 2004 Polskie Towarzystwo Badania Gier. O celach, osiągnięciach i perspektywach rozwoju polskiej ludologii opowie dr Michał Mochocki, sekretarz Zarządu Głównego PTBG.

Mimo mojego braku wiedzy na ten temat, prelekcja mnie zainteresowała, a przede wszystkim zaimponowało mi zaangażowanie, z jakim prelegent opowiadał o swojej pasji. Przeróżnego rodzaju gry i zabawy są z powodzeniem stosowane w szkolnictwie zachodnim i młodzi nauczyciele podejmują pierwsze takie próby w Polsce. Z ciekawością słuchałem o nauce języków obcych za pomocą specjalnie przygotowanych sesji RPG, które pozwalają graczom na rozwój umiejętności komunikacyjnych.

O piętnastej wybrałem się na spotkanie autorskie z Rafałem A. Ziemkiewiczem.


Rafał Ziemkiewicz


Miałem już okazję uczestniczyć w wielu spotkaniach z Rafałem, zatem tym razem nie dowiedziałem się właściwie niczego nowego, ale i tak, jak zawsze, Rafał ciekawie opowiadał zarówno o pisaniu, jak i o dziennikarstwie. Zapytałem się jedynie o recepcję "Michnikowszczyzny" oraz "Czasu wrzeszczących staruszków". W tej ostatniej książce, moim zdaniem, Rafał za bardzo spoufalał się z czytelnikiem. Poprzednia "Michnikowszczyzna" podobała mi się znacznie bardziej. Rafał wyjaśnił, że poważniejszy ton "Michnikowszczyzny", środkowej części nieformalnej trylogii, do której należą również "Frajerzy", wziął się z obawy przed sprawami sądowymi, jako że Michnik swoim zwyczajem często ciąga swoich przeciwników politycznych po sądach.


Ciąg dalszy nastąpi...