Crescendo... (Część II)
Nie mam żadnych złudzeń, że muzyka filmowa stanowi coś więcej, niż muzykę użytkową. W tym stwierdzeniu nie ma jednak nic złego. Muzyka filmowa jest dobra wtedy, gdy jest funkcjonalna; gdy jest rzemieślniczo wierna filmowi i nie żywi niepotrzebnych ambicji, by stanowić większe, odrębne dzieło. To samo założenie dotyczy również muzyki do trailerów, jednak z pewną znaczącą różnicą, która sprawia, że muzyka do trailerów wyabstrahowała się jako osobny gatunek muzyczny i rozwija się obecnie w zupełnie innym kierunku, niż muzyka filmowa.
Muzyka filmowa zawsze będzie wtórna wobec obrazu. Znam może ze dwa przypadki filmów, które były montowane pod tempo i zmiany swoich soundtracków. Oba przypadki dotyczą jednak muzyki oscarowych kompozytorów, którzy znani są ze ścisłej i przyjaznej współpracy z reżyserami. W każdym innym przypadku soundtrack filmu musi dostosować się do tego, co dzieje się na ekranie (stąd też inna nazwa soundtracka – dramatic underscore). Owszem, często dopiero muzyka ożywia film i sprawia, że dzieło jako całość zyskuje własną duszę, ale nie zmienia to faktu, że muzyka pełni drugorzędną, "służalczą" rolę wobec samego flmu.
Powyższa prawidłowość nie dotyczy jednak muzyki do trailerów. Dwuminutowy trailer nie jest bowiem w stanie stanowić spójnej, intelektualnej całości złożonej z przyczynowo-skutkowego ciągu czytelnych scen z filmu. Osnowa trailera jest emocjonalna. Krótki trailer nie jest w stanie opowiedzieć konkretnej historii, ale jest w stanie zagrać na emocjach. Przestraszyć, zachwycić, zainteresować. Ów proces najczęściej odbywa się za pośrednictwem muzyki, zaś migające szybko na ekranie sceny z filmu pełnią funkcję drugorzędną. Dzięki temu podmitowa w swojej istocie muzyka do trailera może stanowić spójną całosć i rozwijać się jako odrębny od muzyki filmowej gatunek.
Jakie są ograniczenia gatunkowe muzyki tralierowej? Przede wszystkim długość utworu. "Utwór" do trailera może rozwijać się przez co najwyżej dwie minuty. Oznacza to również, że w muzyce trailerowej nie ma miejsca na intelektualną grę i zabawę wyrafinowaną strukturą. Mając do dyspozycji dwie minuty na zainteresowanie potencjalnych widzów filmu, należy się skupić na emocjach.
John Beal, kompozytor specjaliujący się wyłącznie w muzyce do trailerów, opisuje strukturę typowego utworu do trailera w następujący sposób:
There's basically a small start – unless you want that big, explosive shock a few frames in to get people's attention in the middle of a string of trailers – and a continuous building of density and motion until you get to the point where it's like piling on in a football game, still trying to leave room for dialogue and those big picture hits they like right now, the more drums the better. Invariably, we end on a low sustained note at the end, so that the audience has time to breath a sigh of relief at what they've just been subjected to, and say, "Wow, that's a really great picture, I want to go see that." I'm sure there are other devices that composers could come up with, but at this point the marketing people haven't been able to accept much else except dead silence or a low pedal note at the end.
Wymagania dotyczące komponowania muzyki do trailerów są bardzo surowe. Można by powiedzieć, że ograniczają swobodę twórczą kompozytora, jednocześnie stawiając mu wysoką poprzeczkę do przeskoczenia. Nic więc dziwnego, że niektórzy kompozytorzy trailerowej muzyki zaczęli zastanawiać się, w jakim kierunku rozwinęłaby się muzyka trailerowa, gdyby ją uwolnić z rzemieślniczych ograniczeń i pozwolić jej zaistnieć jako sztuce. Czy brzmiałaby dokładnie tak samo, jak zwykła muzyka filmowa, czy może nabrałaby zupełnie innych cech? Przekonamy się o tym w nastepnych notkach.




