Myriads Of Me: Tellur's Journal

Wanderlust%20ProjectQuantcast

Wanderlust Project to moje muzyczne alter ego – projekt, nad którym pracuję od końca 2008 roku. Zapraszam Was do przesłuchania mojej twórczości!

2.2.09

Dialog... (Część I)


Nie powinienem był słuchać trzymającej w napięciu, hollywoodzkiej muzyki filmowej, wybrawszy się wczorajszym wieczorem do Warszawy. Wyszedłszy z domu, włączyłem sobie na słuchawkach soundtrack pełen sensacyjnych, dysonansowych progresji akordów na sekcję smyczkową oraz epickich, przerażających trąb i gdy opuściłem już autobus przy Palmie, tak bardzo wsłuchałem się w muzykę, że aż zaczęło mi się wydawać, że sam biorę udział w filmie. Idąc w rytm muzyki Nowym Światem w stronę UW rozglądałem się nerwowo na lewo i prawo, niczym bohater filmu sensacyjnego. Było już ciemno, nastrojowo i wydawało mi się, że ktoś mnie niechybnie śledzi... Gdy tylko dotarłem pod bramę UW i jakiś czarny van zaparkował na chodniku obok mnie, byłem gotów odskoczyć w bok i zacząć się ostrzeliwać – gdybym tylko miał z czego. Uświadomiłem sobie, że potęga muzyki jest jednak ogromna. Potrafi zupełnie zmienić postrzeganie rzeczywistości, nie sposób więc przecenić jej wpływu.

Wczoraj na przykład ową paranoję wykształcił we mnie soundtrack Andrew Lockingtona do filmu "City Of Ember". Będący adaptacją powieści dla młodzieży Jeanne Duprau film przeszedł rok temu bez echa w kinach. Sam film jest średnio udaną opowieścią dla młodzieży w dowolnym wieku, przypominającą, powiedzmy, "Narnię" lub "Eragona", natomiast tym, co go wyróżnia, jest wspaniała, trzymająca w napięciu muzyka, która nadaje mu pulsujący rytm i właściwie ratuje całość przed jednoznaczną krytyką. Jak wieść niesie, kompozytor Andrew Lockington został zaangażowany do skomponowania muzyki w ostatniej dosłownie chwili, gdy producenci odrzucili skomponowaną już w całości muzykę poprzedniego kompozytora, Douglasa Pipes'a.

Komoponowanie muzyki na ostatnią chwilę nie jest w Hollywood rzadkością. Nie dość, że kompozytor na jeden soundtrack i tak ma zazwyczaj jedynie dwa miesiące, to niekiedy zdarza się, że w przypadku zmiany kompozytora w ostatniej możliwej chwili czas ten skraca się do niespełna dwóch tygodni. Warto w tym momencie wspomnieć o muzyce do filmu "Troy". Pierwotnie kompozytor Gabriel Yared pracował nad muzyką przez niemal rok, gdy w ostatnim momencie zdecydowano się odsunąć go od projektu. Widownia testowa filmu "Troy" uznała bowiem, że jego muzyka jest "zbyt głośna i agresywna"... Do ponownego nagrania muzyki zaangażowano zręcznego, hollywoodzkiego wyrobnika, Jamesa Hornera, którego soundtrack okazał się nawet nie w połowie tak interesujący, co Gabriela Yareda – ale był na tyle neutralny dla uszu, że spodobał się producentom. Jednak w przypadku Andrew Lockingtona nie doszło do żadnej tragedii i jego muzyka do "City Of Ember" okazała się nad wyraz ciekawa. Brak czasu zaowocował jednak pewnymi twórczymi decyzjami, których wynik słychać w samej muzyce.

City Of EmberPonieważ Lockington komponował muzykę na ostatnią chwilę, to zdołał przygotować dla "City Of Ember" jedynie dwa, konkretne leitmotivy – oba na róg francuski i sekcję smyczkową. Pierwszy leitmotiv rozbzmiewa w całości w utworze "City Of Ember Main Titles" i określa muzycznie tytułowe miasto. Jest to trzymający w napięciu, epicki motyw, który następnie pojawia się pod wieloma wariacjami na płycie i w filmie. Podobnie jest również z drugim leitmotivem wprowadzonym w utworze "Lina Mayfleet", który określa muzycznie tytułową, główną bohaterkę filmu. Ten leitmotiv również pojawia się w filmie w wielu wariacjach, rozpisany na różne instrmenty z rozmaitą orkiestracją. Wszystkie pozostałe utwory stanowią w zasadzie przeróżne wariacje na te dwa tematy wraz z pobocznymi leitmotivami rytmicznymi. W tle natomiast dysonansuje syntezatorowa sekcja perkusyjna.



Muzykę do "City Of Ember", ubogą tematycznie, ale za to bogatą aranżacyjnie i rytmicznie, można zatem określić jako rzemieślniczo doskonałą, skoro nie artystyczną. Rzemiosło Andrew Lockingtona zostało zresztą docenione, gdyż otrzymał w tym roku tytuł Breakout Composer of the Year. Dla mnie osobiście natomiast wsłuchiwanie się w jego muzyczne rzemiosło to doskonały sposób doskonalenia własnego. Nie zamierzam bynajmniej ściągać wprost po Lockingtonie, ale muzyka jest przecież swoistym językiem – rzemiosłem, którego należy się nauczyć. Każdy kompozytor powinien posiadać jego podstawę, by móc się osobiście nim wypowiadać. Zamierzam zatem od Lockingtona nauczyć się muzycznego słownictwa, muzycznej składni oraz sposobów prowadzenia muzycznego dialogu. Nie widzę bowiem niczego niestosownego w uczeniu się od mistrzów, a z kolei Lockington jest nie tylko artystą, lecz również zręcznym rzemieślnikiem – mistrzem na swój sposób przystępnym. Zamiast usiłować od razu analizować wielowarstwowe orkiestracje Williamsa, wolę poświęcić się analizie progresji akordów i budowaniu ostinatów u Lockingtona.

Muzyka jest językiem. Instrumenty ze sobą rozmawiają. Nie chaotycznie, stochastycznie, lecz na z góry określony tradycją sposób. Każdy instrument pełni w utworze należną mu rolę. Skoro zamierzam posługiwać się językiem muzyki, to nie muszę na szczęście od zera wynajdować koła, lecz mogę zaczerpnąć wiedzy od fachowców. Słucham zatem, co mi chcą powiedzieć przez muzykę Lockington, McCreary, Gregson-Williams i inni – i mam nadzieję, że kiedyś im odpowiem.

1 comments:

Milka said...

Życzę powodzenia i będę Ci kibicować :) Twoja muzyczna pasja, chociaż zupełnie jej nie rozumiem (nie moja działka zainteresowań) napełnia mnie radością.