Koncept... (Część IV)
Cykl: Twórczość: Muzyka
1. Apsalar...
2. Orkiestra...
3. Wanderlust...
4. The Hinterland...
5. The Cataract...
6. The Orchard...
7. The Orchard... (R)
8. The Cataract... (R)
9. The Twilight... (I)
10. The Twilight... (II)
11. Wizytówka...
12. Koncept... (I)
13. Koncept... (II)
14. Koncept... (III)
15. Koncept... (IV)
16. Koncept... (V)
Często jest tak, że snuje się jakieś dalsze marzenia, zanim zrealizuje się na dobre te pierwotne. Nie ma w tym raczej nic złego, o ile w ogóle realizuje się niektóre spośród wielu swoich marzeń i projektów. Nie inaczej jest z moją muzyką: ledwo co zacząłem pracować nad płytą "Hinterland", a już projektowałem w myślach okładki kolejnych płyt i rozmyślałem o ich zawartości. Obecnie porzuciłem już ów pomysł, ale początkowo wymyśliłem sobie, że "Hinterland" będzie stanowił początek nieformalnej trylogii płytowej. Pierwsza płyta będzie w całości zawierać muzykę rozpisaną na instrumenty symfoniczne, druga wprowadzi elementy elektroniki, a trzecia będzie w całości elektroniczna. Dzięki temu będę mógł powoli eksperymentować z elektroniką, zanim wezmę się za nią na dobre, a jednocześnie nauczę się podstaw klasycznego komponowania. Ponieważ jednak już w połowie płyty "Hinterland" zacząłem wprowadzać elementy elektroniki, to szybko zarzuciłem ten pomysł, tym bardziej, że uświadomiłem sobie, że w moim przypadku w ogóle nie może być mowy o podziale instrumentów na "symfoniczne" i "elektroniczne".
Dobra większość moich kompozycji z "Hinterland" została rozpisana na "prawdziwe" instrumenty – smyczkowe, dęte blaszane, dęte drewniane, perkusyjne... Nie ma w nich żadnych elementów "sztucznej" elektroniki. Ale tego rodzaju podziały do niczego nie prowadzą, bo przecież cała moja muzyka powstaje wyłącznie na komputerze! Wszelkie moje instrumenty symfoniczne są zatem równie "sztuczne", co muzyka elektroniczna. A może to elektronika jest równie "prawdziwa", co moja wirtualna orkiestra symfoniczna...? Po pewnym czasie przestałem myśleć kategoriami "sztucznych" i "prawdziwych" instrumentów, skoro wszystkie istnieją wyłącznie w moim wirtualnym programie na laptopie i są równie "sztuczne", a z drugiej strony mój laptop można uznać za równie "prawdziwy", fizyczny instrument, co fortepian i skrzypce. W tej sytuacji mój zamiar, aby stopniowo łączyć elementy "elektroniczne" z "symfonicznymi", stracił rację bytu. Zamiast tego skupiłem się raczej na tym, by moja muzyka po prostu brzmiała dobrze i ciekawie niezależnie od zastosowanych środków.
Aby muzyka tworzona na komputerze brzmiała "naturalnie" (ale cóż to w dzisiejszych czasach oznacza...?), należy się sporo napracować. Przede wszystkim warto sobie uświadomić, co tak naprawdę odróżnia instrument fizyczny od jego wirtualnego odpowiednika. Brzmienie...? Niekoniecznie – obecne oprogramowanie potrafi bardzo dokładnie modelować fizyczne właściwości instrumentów w wirtualnej postaci. W końcu brzmienie instrumentu to nic innego, jak fala akustyczna, a każdą falę akustyczną można sprowadzić do odpowiednich modulacji i częstotliwości i sporządzić jej dokładny model. Tym, co różni wirtualny instrument od prawdziwego, jest przestrzeń. Fizyczne instrumenty rozbrzmiewają w prawdziwej przestrzeni. Aby zatem ich wirtualne odpowiedniki brzmiały przekonująco, należy stworzyć odrobinę przestrzeni wirtualnej... albo od razu całą wirtualną katedrę. Za pomocą narzędzia o nazwie reverb tworzę wirtualny "pokój" (sześcian o ustalonych wymiarach), w którym rozbrzmiewają moje wirtualne instrumenty. Następnie komputer modeluje właściwości akustyczne wirtualnego pomieszczenia i dodaje do utworu echo instrumentów. Dźwięk roznosi się po wirtualnej przestrzeni na wiele sposobów, w zależności od jej wymiarów. Uwierzcie, że dopiero po dobrym określeniu wirtualnej akustyki pomieszczenia utwór nabiera odpowiedniej barwy. Bardzo ważne jest również wzajemne rozstawienie wirtualnych instrumentów względem siebie.
Dzisiaj chciałbym Was zachęcić do zapoznania się z utworem "The Mameluk" na moim profilu muzycznym. Początkowo "The Mameluk" powstał jako orientalne ostinato na "prawdziwe" instrumenty – tablę, sarod, harfę, kontrabas i skrzypce – ale następnie stopniowo wzbogacałem je o elektroniczne tło. Gdy piszę o "elektronicznym" brzmieniu tła, to nie myślcie proszę o nie wiadomo jak futurystycznej, "kosmicznej" lub "maszynowej" muzyce na syntezator. Elektronika bowiem potrafi również brzmieć bardzo subtelnie. Wzbogaciłem akustykę utworu "The Mameluk" o stosunkowo cichą, elektronicznie zaprogramowaną perkusję w tle oraz o szelest insektów.
"The Mameluk" to bardzo prosta melodia, która brnie uparcie do przodu. Zależało mi nie na skomplikowanej aranżacji, lecz na stworzeniu nastroju niepewności i napięcia. To zaś najlepiej osiąga się najprostszymi sposobami. W pewnym momencie transkrybowałem wariację melodii w inną tonację, przez co stała się bardziej słodka i miła, ale jedynie na chwilę i utwór ponownie wprowadza napięcie. Mam nadzieję, że ta krótka, orientalna melodia Wam się spodoba tak bardzo, jak miło mi się nad nią pracowało.
Ciąg dalszy nastąpi...





0 comments:
Post a Comment