Myriads Of Me: Tellur's Journal

Wanderlust%20ProjectQuantcast

Wanderlust Project to moje muzyczne alter ego – projekt, nad którym pracuję od końca 2008 roku. Zapraszam Was do przesłuchania mojej twórczości!

12.5.09

Wyzwanie... (Część IV)

O ile zarówno Jerry Goldsmith, jak i James Horner przygotowali po dwie ścieżki dźwiękowe do filmów z serii "Star Trek", James Horner miał ten komfort, że komponował muzykę do dwóch kolejnych filmów – pierwszej i drugiej części nieformalnej trylogii składającej się z filmów od drugiego do czwartego – i mógł tym samym zatroszczyć się o ich muzyczną ciągłość. Traf chciał, że druga kinowa odsłona serii, film "Star Trek II: The Wrath Of Khan", została uznana za najlepszą w historii "Star Treka". Wielu fanów twierdzi, że spora w tym zasługa kompozytora, ale równie liczna grupa miłośników muzyki filmowej odpowie, że "The Wrath Of Khan" osiągnął sukces wbrew rozczarowującej muzyce Hornera.

Ja należę do tej drugiej grupy. Nie podoba mi się ani film "The Wrath Of Khan", ani towarzysząca mu ścieżka dźwiękowa Hornera. Nie podoba mi się – to zresztą za mało powiedziane. Przyznaję otwarcie, że nie ma drugiego kompozytora, który by mnie denerwował do tego stopnia, co James Horner.


Horner. Jego nazwisko jak żadne inne wywołuje wśród miłośników muzyki filmowej niewiarygodnie skrajne reakcje, chociaż prawdę powiedziawszy, nawet jego zagorzali zwolennicy mają wobec niektórych jego ścieżek dźwiękowych cokolwiek ambiwalentny stosunek. Przede wszystkim Horner niebywale się powtarza. Cytuje swoje wcześniejsze ścieżki dźwiękowe całymi minutami i niektóre jego melodie można usłyszeć w kilku kolejnych filmach, co fatalnie świadczy o jego nastawieniu i oryginalności. Jednocześnie nie jest to jeszcze postawa karalna, bowiem nawet John Williams, mimo wspaniałego kunsztu, cytuje samego siebie ad nauseam. Horner jednak "zapożycza" od innych, najczęściej dawno zmarłych kompozytorów, których utwory nie są już strzeżone prawem autorskim. Innymi słowy – Horner kradnie. Jego bezwstydność nie zna żadnych granic. Nie dość, że leniwie przetwarza własną muzykę, to jeszcze kradnie od innych nuta w nutę. Najlepsze "utwory Hornera" nie są bynajmniej autorstwa Hornera, lecz Prokofiewa lub Coplanda. Sam Horner oczywiście nie widzi potrzeby, by podawać źródła swoich "zapożyczeń". Najbardziej smuci fakt, że "jego" muzyka z "Bravehearta" i "Titanica" znajduje uznanie wśród normalnych, nie interesujących się muzyką kinomanów.

Jak zatem ocenić wkład Hornera w historię "Star Treka"? Osobiście machnąłbym na niego ręką, pies go trącał, ale dla dobra muzycznej historii "Star Treka" warto jednak przyjrzeć się, na ile ścieżka dźwiękowa Hornera sprawdza się w kontekście nie tyle kontrowersyjnej postaci kompozytora, co samych filmów – "Star Trek II: The Wrath Of Khan" oraz "Star Trek III: The Search For Spock".


Ścieżki dźwiękowe Hornera – w oderwaniu od jego karygodnych nawyków – sprawdzają się w filmach całkiem przyzwoicie. Podejrzewam, że widzowie, którzy nie interesują się muzyką filmową, uważają jego wkład w świat "Star Treka" za znaczący. Horner otrzymał "Star Treka" w spadku po Jerrym Goldsmithu i należy mu się uznanie za to, że kilkakrotnie zacytował swojego poprzednika w swojej ścieżce dźwiękowej. Nie wykorzystał oczywiście słynnego "Ilia's Theme", gdyż ten leitmotif opisuje postać, która nie występuje w kolejnych filmach. Postanowił również przygotować własny, acz bazujący na poprzedniku leitmotif dla Klingonów. W "The Wrath Of Khan" można również kilkakrotnie usłyszeć ukłon w stronę głównego motywu Goldsmitha z "The Motion Picture", znanego również z serialu "Star Trek: The Next Generation".


Ciąg dalszy nastąpi...

0 comments: