<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><rss xmlns:atom='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' version='2.0'><channel><atom:id>tag:blogger.com,1999:blog-10927227</atom:id><lastBuildDate>Fri, 25 Dec 2009 21:27:47 +0000</lastBuildDate><title>Myriads Of Me: Tellur's Journal</title><description></description><link>http://myriads-of-me.blogspot.com/</link><managingEditor>noreply@blogger.com (Tellur)</managingEditor><generator>Blogger</generator><openSearch:totalResults>462</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-10927227.post-3433907147769459283</guid><pubDate>Tue, 22 Dec 2009 21:20:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-12-25T22:27:47.268+01:00</atom:updated><title>Spotkanie... (Część II)</title><description>&lt;div class = "vanishmenu"&gt;POKAŻ/UKRYJ SPIS TREŚCI | &lt;a href="javascript:vanish('vanishnote-22-12-2009')"&gt;POKAŻ/UKRYJ TREŚĆ NOTKI&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="solid" id = "vanishnote-22-12-2009"&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;I&lt;/span&gt;lekroć przyjdzie mi zamienić parę zdań z niektórymi absolwentami mojego liceum, to nie mogę się nadziwić, jak odmienne są nasze wspomnienia z tego okresu. Gdy uczęszczałem do liceum, to oczywiście nie było dnia, żebym nie narzekał w mniejszym lub większym stopniu na ilość nauki, nauczycieli i zmęczenie, taka już moja marudna natura. Jednak z czasem nauczyłem się doceniać ogromny, wręcz kluczowy wkład tych trzech lat na rozwój mojej osobowości. Trochę się zatem dziwię, że nieliczna, ale jednak istotna grupa absolwentów uważa, że te trzy lata we wspólnym bądź co bądź liceum były niezwykle niemiłe. Oczywiście jestem innego zdania, skoro poleciłem je swojej kuzynce. Wiadomo, że przyjdzie jej przez ten czas pokonać wiele trudów, ale na tym przecież polega dorastanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z tym dorastaniem oczywiście bywa tak, że przebiega niemiłosiernie i bez wytchnienia. Minęło już sporo czasu, odkąd ukończyłem liceum i każdy następny rok przypomina mi o tym coraz bardziej. Jak co roku odwiedziłem szkołę przed świętami, by podzielić się opłatkiem z nauczycielami i znajomymi absolwentami. Jak co roku przypomniałem sobie, komu zawdzięczam obecne sukcesy i komfort, że studiowanie przychodzi mi z ogromną łatwością. W porównaniu z liceum studia to niemal wieczne wakacje. Nadal nie mogę się nadziwić, ile miałem nauki w liceum – obecnie bym jej raczej nie podołał. Miałem mało czasu dla siebie, ale z perspektywy czasu widzę, że dobrze mi to zrobiło. Co roku korzystam z tej świątecznej okazji, by za to podziękować. Przywitałem się z nauczycielami, z niektórymi nie widziałem się od dłuższego czasu. Spotkałem absolwentów, jedną parę nawet z małym dzieckiem. To ciekawe, że w niedalekiej przyszłości mi również być może przyjdzie nauczać, jeżeli zostanę na uczelni. Wówczas to ja będę "kadrą" i to ode mnie będzie choćby w niewielkim stopniu zależeć kształtowanie studentów. Tak to już bywa z tym dorastaniem.&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/10927227-3433907147769459283?l=myriads-of-me.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/12/spotkanie-czesc-ii.html</link><author>noreply@blogger.com (Tellur)</author><thr:total xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-10927227.post-1332401629125129738</guid><pubDate>Sun, 20 Dec 2009 20:30:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-12-25T22:27:16.964+01:00</atom:updated><title>Spotkanie... (Część I)</title><description>&lt;div class = "vanishmenu"&gt;POKAŻ/UKRYJ SPIS TREŚCI | &lt;a href="javascript:vanish('vanishnote-20-12-2009')"&gt;POKAŻ/UKRYJ TREŚĆ NOTKI&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="solid" id = "vanishnote-20-12-2009"&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;M&lt;/span&gt;inęło już pięć lat, odkąd moja klasa ukończyła liceum, a nadal co roku udaje nam się zmobilizować, aby spotkać się na święta, porozmawiać i złożyć sobie nawzajem życzenia. Uważam to za sukces, że nadal nam się chce, bo przecież różnie w życiu bywa. To naturalne, że z czasem licealni znajomi i przyjaciele oddalają się od siebie i ograniczają swoje relacje do przypadkowych lub symbolicznych spotkań, a jednak nam się dotyczas udaje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie oznacza to wcale, że nasza klasa była wyjątkowa, a uczniowie szczególnie sobie oddani. Było normalnie, jak to w liceum. Jednak wydaje mi się, że połączyła nas wyjątkowa tradycja LXVII LO. Do tego akurat liceum nie trafia bowiem żaden przypadkowy uczeń. Już na samym początku odbywa się ostra selekcja, która nie polega nawet na ocenie dotychczasowych osiągnieć, ile na deklaracji przyszłej motywacji, bowiem wiadomo od samego początku, że przyszych uczniów LXVII LO czeka całkiem spora ilość nauki. Tego rodzaju świadomość nie sprzyja spontanicznemu, losowemu wyborowi naszego liceum. W konsekwencji naszą klasę współtworzyli uczniowie, którzy nie wstydzili się tego, że apirują do bycia elitą. W dobie demokracji, która gloryfikuje przeciętność, nasze liceum od zawsze stawiało na doskonałość. Tego rodzaju stwierdzenia mogą wydawać się zarozumiałe, ale z czasem przekonuję się, że współczesnemu światu brakuje właśnie doskonałości i nie wstydzę się wcale, że mam takie aspiracje. Oczywiście codzienność, wymagania i nauka nauczyły nas również pokory, bo przecież zawsze można nauczyć się więcej, więcej dokonać, więcej zrozumieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tegoroczne spotkanie uważam za wyjątkowo udane. W ubiegłym roku pojawiło się wyjątkowo mało osób, co postawiło tegoroczne spotkanie pod znakiem zapytania. Całe szczęście frekwencja nam dopisała. Zjawiła się pani wychowawczyni, zjawili się moi znajomi, a jedną koleżankę policzyliśmy wręcz za dwoje, gdyż spodziewa się pierwszego, klasowego dziecka. Oczywiście po tylu latach każda osoba zmierza we własną stronę. Kierują nami odmienne aspiracje, ale nadal łączą nas wspomnienia. Mam nadzieję, że spotkamy się również za rok.&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;i&gt;Ciąg dalszy nastąpi...&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/10927227-1332401629125129738?l=myriads-of-me.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/12/spotkanie-czesc-i.html</link><author>noreply@blogger.com (Tellur)</author><thr:total xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-10927227.post-1387895980818465714</guid><pubDate>Tue, 08 Dec 2009 18:40:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-12-25T20:18:26.506+01:00</atom:updated><category domain='http://www.blogger.com/atom/ns#'>Muzyka: Netlabele</category><title>Mantra...</title><description>&lt;div class = "vanishmenu"&gt;&lt;a href="javascript:vanish('vanishbox-08-12-2009')"&gt;POKAŻ/UKRYJ SPIS TREŚCI&lt;/a&gt; | &lt;a href="javascript:vanish('vanishnote-08-12-2009')"&gt;POKAŻ/UKRYJ TREŚĆ NOTKI&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="solid" id = "vanishnote-08-12-2009"&gt;&lt;div class="solid" id = "vanishbox-08-12-2009"&gt;&lt;div class = "contentbox"&gt;SPIS TREŚCI&lt;br /&gt;Cykl: &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/search/label/Muzyka%3A%20Netlabele" alt = "Muzyka: Netlabele"&gt;Muzyka: Netlabele&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2007/05/rdza.html" alt = "Rdza..."&gt;Rdza...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;2. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2007/12/netlabele-cz-i.html" alt = "Netlabele... (Część I)"&gt;Netlabele... (I)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;3. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2007/12/netlabele-cz-ii.html" alt = "Netlabele... (Część II)"&gt;Netlabele... (II)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;4. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2007/12/netlabele-cz-iii.html" alt = "Netlabele... (Część III)"&gt;Netlabele... (III)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;5. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2007/12/netlabele-cz-iv.html" alt = "Netlabele... (Część IV)"&gt;Netlabele... (IV)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;6. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2007/12/netlabele-cz-v.html" alt = "Netlabele... (Część V)"&gt;Netlabele... (V)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;7. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2007/12/netlabele-czesc-vi.html" alt = "Netlabele... (Część VI)"&gt;Netlabele... (VI)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;8. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/12/mantra.html" alt = "Mantra..."&gt;Mantra...&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;O&lt;/span&gt; zjawisku &lt;i&gt;netaudio&lt;/i&gt; – darmowej, niezależnej muzyce dystrybuowanej przez internetowe wydawnictwa (netlabele) – nie pisałem od dawna, a konkretnie od grudnia 2007 roku, ale nie dlatego, że przestałem się tą muzyką interesować. Wręcz przeciwnie, przesłuchuję darmową muzykę z kilku netlabeli na bieżąco i nadal sprawia mi sporo radości, a nie piszę o niej dlatego, że o ile zjawisko internetowej muzyki nadal rozwija się ilościowo, to jednak przez ostatnie dwa lata nie zmieniało się szczególnie jakościowo. Większość netlabeli przesyciła "rynek", o ile można nazwać "rynkiem" miłośników darmowej elektroniki, wydając niemożliwą do przesłuchania w całości ilość CD z darmową, przyzwoitej jakości muzyką. Inne netlabele bazowały z kolei na muzyce tworzonej do szuflady przez ostatnie lata, a po doszczętnym opróżnieniu owych szuflad z kolejnych albumów wyczerpało im się źródło muzyki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym bardziej warto wspomnieć o netlabelu &lt;a href="http://earthmantra.com/" alt="Earth Mantra" target="_blank"&gt;Earth Mantra&lt;/a&gt;, specjalizującym się w spokojnej, relaksującej muzyce &lt;i&gt;ambient&lt;/i&gt;. Nie uświadczy się tutaj elektroniki przełomowej lub bardzo eksperymentalnej, ale zawsze można liczyć na konwencjonalne, pełne subtelności nastroje. Earth Mantra świętowała ostatnio swoją setną płytę CD, co wśród netlabeli mimo obecności w Sieci od 2005 roku zdarza się bardzo rzadko. &lt;a href="http://earthmantra.com/release-detail.php?id=100" alt="The Hundredth Mantra" target="_blank"&gt;The Hundredth Mantra&lt;/a&gt; to ponad 4 godziny muzyki ambient na czterech wirtualnych płytach CD. Jest to kompilacja muzyki wielu artystów, którzy wydawali uprzednio muzykę w ramach Earth Mantra. Możecie ją oczywiście pobrać w pełni za darmo.&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;object width="560" height="340"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/bGlX8Zht2TI&amp;hl=en_US&amp;fs=1&amp;rel=0&amp;color1=0xe1600f&amp;color2=0xfebd01"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/bGlX8Zht2TI&amp;hl=en_US&amp;fs=1&amp;rel=0&amp;color1=0xe1600f&amp;color2=0xfebd01" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="560" height="340"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;M&lt;/span&gt;am nadzieję, że jak już skończę pracę nad moją własną płytą, to będę mógł ją wydać właśnie za pośrednictwem tego sieciowego wydawnictwa. Chociaż nie tworzę muzyki ambient, to jednak najbliżej mi estetyką do tej muzyki, a nie do eksperymentalnej elektroniki, którą wydają pozostałe netlabele. Rozmawiam już z Earth Mantra i mam nadzieję, że już niebawem będę mógł dzielić się moją muzyką za ich pośrednictwem, a tymczasem zapraszam Was do zapoznania się z ich relaksującą kolekcją muzyki.&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/10927227-1387895980818465714?l=myriads-of-me.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/12/mantra.html</link><author>noreply@blogger.com (Tellur)</author><thr:total xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-10927227.post-219947642000385950</guid><pubDate>Sat, 05 Dec 2009 23:25:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-12-12T00:47:10.216+01:00</atom:updated><title>Ponieważ kot...</title><description>&lt;div class = "vanishmenu"&gt;POKAŻ/UKRYJ SPIS TREŚCI | &lt;a href="javascript:vanish('vanishnote-06-12-2009')"&gt;POKAŻ/UKRYJ TREŚĆ NOTKI&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="solid" id = "vanishnote-06-12-2009"&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;B&lt;/span&gt;rawa temu, kto pamięta, czyjego autorstwa jest opowiadanie, do którego nawiązuje tytuł dzisiejszej notki. Podpowiem, że to mój ulubiony polski autor SF. W ogóle wśród pisarzy &lt;i&gt;science fiction&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;fantasy&lt;/i&gt; z nadal niezrozumiałych dla mnie przyczyn jest zatrzęsienie kociarzy. Przyczyn nadal niezrozumiałych, bowiem sam jeszcze kota nie posiadam i nadal podchodzę do tego całego zjawiska z pewną rezerwą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z kolei Romuald Pawlak, bardzo sympatyczny pisarz, którego miałem okazję poznać na tegorocznej "Avangardzie", pisał ostatnio o psach. Jego zdaniem fantastyka zbyt usilnie próbuje przedstawić kontakt z udziwnionym Obcym z kosmosu, skoro codziennie kontaktujemy się z Obcymi w postaci właśnie zwierząt, najczęściej psów i kotów, a przynajmniej tak ich (a raczej je...) postrzegamy – niczym Obcych, istoty obdarzone samoświadomością i inteligencją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W końcu nasza cywilizacja, w przeciwieństwie do niektórych pozostałych, bezapelacyjnie uprzywilejowała wśród królestwa zwierząt właśnie psy i koty. Zwierzę to zwierzę, a jednak niektóre gatunki poddają się wyjątkowej antropomorfizacji. Miałem kiedyś żółwia, miałem rybki i myszoskoczki, co zakończyło się wyjątkowo drastyczne, ale raczej nikt nie zaprzeczy, że koty i psy to jednak zwierzęta zupełnie innego kalibru. W końcu żółwie, rybki i myszoskoczki traktuje się bardziej niczym ruchome ciekawostki, niż pełnoprawnych kompanów, a ich terraria i akwaria stanowią poniekąd ciekawą wariację na temat mebli. Taki kot lub pies to jednak zupełnie inna odpowiedzialność, inne podejście, inna relacja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No właśnie – relacja. Jednak nadal trudno mi wyobrazić sobie tworzenie relacji ze zwierzęciem, które raczej nie posiada świadomości ani wolnej woli. Gdy podejść do tego racjonalnie, kumplować się z kotem to tak, jak kumplować się cegłą lub kłodą – jest to równie jednostronna relacja. Często odnoszę wrażenie, że nie wszyscy ludzie uporaliby się z testem Turinga, a co dopiero zwierzęta. Prawdopodobnie będę więc traktował kota z daleko idącym dystansem. Może coś się zmieni, gdy już do nas trafi, ale na chwilę obecną lubię zwierzęta... wyłącznie jeść :-).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zamieszczam tymczasem kolejne zdjęcia naszego kota.&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "center"&gt;&lt;table width="100%" border="0"&gt;&lt;tr&gt;&lt;td width="50%"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SyLXmZT9DJI/AAAAAAAAAs4/hdsnFOf2VwY/s1600-h/2009-12-06-1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 90%;" src="http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SyLXmZT9DJI/AAAAAAAAAs4/hdsnFOf2VwY/s320/2009-12-06-1.jpg" border="0" alt="Kot"id="BLOGGER_PHOTO_ID_5414126756682337426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;td width="50%"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SyLXmgvW24I/AAAAAAAAAtA/wtf6tR19x6Y/s1600-h/2009-12-06-2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 90%;" src="http://1.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SyLXmgvW24I/AAAAAAAAAtA/wtf6tR19x6Y/s320/2009-12-06-2.jpg" border="0" alt="Kot"id="BLOGGER_PHOTO_ID_5414126758676323202" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td width="50%"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SyLYRwZlPGI/AAAAAAAAAtI/V1-Rs3x9_LM/s1600-h/2009-12-06-3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 90%;" src="http://1.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SyLYRwZlPGI/AAAAAAAAAtI/V1-Rs3x9_LM/s320/2009-12-06-3.jpg" border="0" alt="Kot"id="BLOGGER_PHOTO_ID_5414127501614333026" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;td width="50%"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SyLYSKRaOGI/AAAAAAAAAtQ/pQyCkZXuX3Q/s1600-h/2009-12-06-4.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 90%;" src="http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SyLYSKRaOGI/AAAAAAAAAtQ/pQyCkZXuX3Q/s320/2009-12-06-4.jpg" border="0" alt="Kot"id="BLOGGER_PHOTO_ID_5414127508559378530" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/table&gt;&lt;/p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/10927227-219947642000385950?l=myriads-of-me.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/12/poniewaz-kot.html</link><author>noreply@blogger.com (Tellur)</author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SyLXmZT9DJI/AAAAAAAAAs4/hdsnFOf2VwY/s72-c/2009-12-06-1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'>3</thr:total></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-10927227.post-181153092953928415</guid><pubDate>Wed, 02 Dec 2009 15:40:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-12-10T16:49:03.050+01:00</atom:updated><title>Cielesność...</title><description>&lt;div class = "vanishmenu"&gt;POKAŻ/UKRYJ SPIS TREŚCI | &lt;a href="javascript:vanish('vanishnote-02-12-2009')"&gt;POKAŻ/UKRYJ TREŚĆ NOTKI&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="solid" id = "vanishnote-02-12-2009"&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;C&lt;/span&gt;ywilizacja Zachodu wytworzyła binarną zależność pomiędzy duszą (intelektem) a ciałem, w której historycznie bezsprzecznie dominuje dusza, a ciało wydaje się czymś gorszym, współcześnie wręcz zbędnym – patrz: literatura cyberpunkowa. Wszak już Platon brzydził się ciałem, a i ja nie komunikuję się z Wami za pomocą fizycznego dźwięku, lecz za pośrednictwem komputera i poznajecie mnie nie przez moją cielesność, lecz przez Internet, czyli przez intelekt. Na Anglistyce mam jednak stosunkowo interesujące zajęcia właśnie o cielesności i seksualności w literaturze, które usiłują przywrócić ciału jego należne miejsce w odśrodkowej percepcji człowieka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chociaż nadal opowiadam się za wyższością czystego intelektu, to uważam za ironię losu, że akurat po tym kursie mam półtoragodzinne zajęcia z WF-u, po których jeszcze długo czuje w swoim niewysportowanym ciele każdy bolący mięsień.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale nie o ciele chciałem pisać, lecz o twarzach. Mój kolega nakierował mnie ostatnio na bardzo ciekawą stronę internetową o nazwie &lt;a href="http://flashface.ctapt.de/" alt="Ultimate Flash Face" target="_blank"&gt;Ultimate Flash Face&lt;/a&gt;, na której można stworzyć z gotowych elementów swoją podobiznę niczym w policyjnej kartotece. Jeżeli zatem chcecie się pobawić w "poszukiwaną/poszukiwanego", to bardzo ją polecam. Oto moja własna podobizna, której starałem się nadać odpowiednio zblazowany wygląd.&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SyEXqIpPkcI/AAAAAAAAAsw/ockVTDa5ZCA/s1600-h/2009-12-02-1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 100%;" src="http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SyEXqIpPkcI/AAAAAAAAAsw/ockVTDa5ZCA/s400/2009-12-02-1.jpg" border="0" alt="Ultimate Flash Face"id="BLOGGER_PHOTO_ID_5413634239718461890" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/10927227-181153092953928415?l=myriads-of-me.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/12/cielesnosc.html</link><author>noreply@blogger.com (Tellur)</author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SyEXqIpPkcI/AAAAAAAAAsw/ockVTDa5ZCA/s72-c/2009-12-02-1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'>2</thr:total></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-10927227.post-4226601863495686885</guid><pubDate>Mon, 30 Nov 2009 19:30:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-11-30T20:56:32.642+01:00</atom:updated><title>Sepułki...</title><description>&lt;div class = "vanishmenu"&gt;POKAŻ/UKRYJ SPIS TREŚCI | &lt;a href="javascript:vanish('vanishnote-30-11-2009')"&gt;POKAŻ/UKRYJ TREŚĆ NOTKI&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="solid" id = "vanishnote-30-11-2009"&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;N&lt;/span&gt;udząc się niemiłosiernie w samochodzie w drodze powrotnej z Krakowa, dokąd wybrałem się na weekend z rodziną do znajomych, sięgnąłem z tego wszystkiego po leżącą na tylnym siedzeniu książkę, którą zabrała w podróż moja mama. Tym razem nie było to żadne konwencjonalne romansidło, lecz biografia Stanisława Lema autorstwa jego syna Tomasza, która ukazała się w tym roku w Wydawnictwie Literackim. Książka o odpowiednio lemowym tytule – widać syn kontynuuje tradycje ojca – "Awantury na tle powszechnego ciążenia" – to właściwie zbiór niepowiązanych wzajemnie anegdot, które nakreślają obraz Stanisława Lema jako pisarza, męża i ojca. Wśród anegdot znalazłem również następującą, którą książka właściwie się rozpoczyna – Tomasz Lem przytacza słowa ojca z książki "Świat na krawędzi":&lt;/p&gt;&lt;blockquote&gt;Kiedy mój syn studiował fizykę w Princeton (...) utrzymywałem z nim dość intensywną korespondencję. I on skarżył się matce w liście, że ojciec, zamiast pisać o swoim życiu wewnętrznym albo pytać o jego nastroje, pisze o galaktykach, o czarnych dziurach, o zakrzywieniu przestrzeni. Żona moja odpowiedziała (...): "życiem wewnętrznym twojego ojca są właśnie czarne dziury i galaktyki".&lt;/blockquote&gt;&lt;br&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;U&lt;/span&gt;śmiałem się, gdyż odnalazłem w tych słowach opis samego siebie. I nie idzie mi bynajmniej o to, by przyrównać się do Stanisława Lema, bowiem wobec Lema jako człowieka żywię cokolwiek ambiwalentne uczucia. Wystarczy wszak wspomnieć jego mezalians z "Gazetą Wyborczą" pod koniec życia pisarza, ale również przypomnieć sobie jego relacje ze środowiskiem miłośników fantastyki w Polsce. Nie zważając jednak na postać samego Lema, pozwoliłem sobie zapożyczyć od niego anegdotę o życiu wewnętrznym, gdyż bardzo celnie charakteryzuje również i mnie.&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;W&lt;/span&gt; obliczu własnego dylematu, czy uzewnętrzniać się więcej na blogu, czy też jednak ograniczyć się do pisania kolejnych recenzji płyt i książek, postanowiłem przyjrzeć się zjawisku, jakim jest moje życie wewnętrzne. Dochodzę do wniosku, że jest właśnie takie – lemowe. Moje życie wewnętrzne naprawdę polega na roztrząsaniu kolejnych książek, filmów i płyt; na dzieleniu kulturowego włosa na czworo. W odpowiedzi na pytanie – &lt;i&gt;o czym myślisz?&lt;/i&gt; – zazwyczaj mogę jedynie wzruszyć ramionami, gdyż nie zwykłem szczególnie werbalizować swoich myśli i zastanawiam się raczej abstrakcyjnie, często – muzycznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio zakradłem się wieczorem do lodówki, by spróbować dwóch różnych serków pleśniowych. W głowie, jak zwykle, generowała mi się jakaś losowa muzyka, &lt;i&gt;lift music&lt;/i&gt; w postaci kwartetu smyczkowego, taki bliżej nieokreślony, klasyczny &lt;i&gt;muzak&lt;/i&gt;. Po spróbowaniu pierwszego serka nie spostrzegłem u siebie niczego alarmującego, ale gdy okazało się, że ten drugi bardzo różni się od tego pierwszego pod względem smaku, to nagle muzyka w mojej głowie zupełnie zmieniła swój charakter, by bardziej odpowiadać drugiemu serkowi. Synestezja smakowa – dobre sobie! Wobec tego jak w takiej sytuacji pisać o życiu wewnętrznym, skoro jest takie, a nie inne – na przykład muzyczne?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez ostatni miesiąc komponuję wyłącznie w głowie i na pianinie, gdyż pracuję nad pewnym pomysłem muzycznym, który z powodu moich bardzo ograniczonych umiejętności trochę mnie przerósł i zwlekam z jego rozpisaniem na komputerze w obawie, że zacznie się sypać niczym domek z kart. Nagle zaczynam świadomie zastanawiać się nad nim w tramwaju, gdy jadę na zajęcia, a następnie przez resztę dnia nie jestem w stanie skupić się do końca na studiach, gdyż znacznie ważniejsze okazuje się odpowiednie rozpisanie w głowie danego fragmentu utworu, więc wydudniam palcami melodię o blat ławki, słuchając jednym uchem o psychoanalizie i penisach w twórczości kobiet-pisarek. A więc radość z muzyki. Ale jak o tym pisać na blogu? Później słyszę zarzuty, że nie piszę o swoim prawdziwym życiu, lecz o muzyce. A co, jeżeli mogę tu postawić znak równości..?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie zamierzam jednak zaprzeczać, że posiadam również konwencjonalne uczucia, bynajmniej. Ostatnio moje życie charakteryzuje się łagodnym, acz chronicznym napięciem spowodowanym koniecznością zadeklarowania tematu pracy magisterskej. Wyjechałem z rodzicami na weekend do Krakowa w nadziei, że nieco odpocznę od studiów i obowiązków, ale wieczorem skapitulowałem i przeczytałem 150 stron książki o postmodernistycznej krytyce literackiej. Później nie mogłem zasnąć, gdyż po głowie krążyło mi stado postmodernistycznych powidoków po lekturze. Konstuowałem w półśnie pojedyncze myśli do pracy magisterskiej, ale nijak nie mogłem znaleźć ich wspólnego mianownika. Nadal nie znalazłem. W końcu zasnąłem. A więc presja. Ale po co pisać na blogu o presji? To już lepiej pisać o postępach w pisaniu pracy magisterskiej, a presja niechybnie zaniknie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc widzicie, że moje życie wewnętrzne jest takie lemowe. On zwykł myśleć o czarnych dziurach i zakrzywieniu przestrzeni, a ja myślę o muzyce, filozofii, poglądach i książkach. Jestem również oczywiście zdolny do uczuć. Poniekąd zawsze odczuwam pewnego rodzaju smutek i samotność, że nie mam za bardzo z kim podzielić się moimi pasjami. Owszem, pozostaje Internet, ale XXI wiek doprowadził do takiej specjalizacji zainteresowań, nawet w życiu prywatnym, że trudno znaleźć fizycznie osobę, która choć w części by je wszystkie podzielała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całe szczęście udało mi się odpocząć w Krakowie. Wybraliśmy się na rynek, który oblegali podpici, brytyjscy proletariusze. Nie mam nic przeciwko cudzoziemcom, o ile nie chlają publicznie jak świnie, a prawdopodobnie tylko w tym celu przyjeżdżają na weekend do Krakowa. Mimo to na rynku panował już świąteczny nastrój, jakiego zwykło się oczekiwać po komercyjnym, kiczowatym sercu Krakowa. Na straganach na rynku można było nabyć wszelkiego rodzaju jarmarczne, odpustowe świecidełka i pierdółki. Spędziliśmy tam ponad godzinę, ale przede wszystkim odpoczywaliśmy u znajomych w domu. Podali wspaniałą, pieczoną kaczkę i sushi, a w międzyczasie tiramisu. W drodze powrotnej, nudząc się niemiłosiernie, sięgnąłem po biografię Lema – i w tym momencie mógłbym zacząć notkę ponownie...&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/10927227-4226601863495686885?l=myriads-of-me.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/11/sepuki.html</link><author>noreply@blogger.com (Tellur)</author><thr:total xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'>6</thr:total></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-10927227.post-8474995474779978620</guid><pubDate>Thu, 26 Nov 2009 18:25:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-11-30T19:39:10.521+01:00</atom:updated><title>Kot...</title><description>&lt;div class = "vanishmenu"&gt;POKAŻ/UKRYJ SPIS TREŚCI | &lt;a href="javascript:vanish('vanishnote-26-11-2009')"&gt;POKAŻ/UKRYJ TREŚĆ NOTKI&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="solid" id = "vanishnote-26-11-2009"&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;O&lt;/span&gt;to nasz kot. Przyszedł na świat 07.11.2009, czyli stosunkowo niedawno. Ponieważ przez pierwsze miesiące swojego życia musi chować się u boku matki, to nie mieliśmy jeszcze okazji zapoznać się z nim osobiście i widzieliśmy go jedynie na dwóch poniższych zdjęciach. Trafi do nas prawdopodobnie w połowie stycznia. Nie posiada jeszcze imienia, ale to nawet dobrze, bo obawiam się, że rodzice niechybnie wymyślą coś głupiego.&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SxQQeHSUE0I/AAAAAAAAAsg/WwRpQdiw9eU/s1600/2009-11-26-1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 100%;" src="http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SxQQeHSUE0I/AAAAAAAAAsg/WwRpQdiw9eU/s400/2009-11-26-1.jpg" border="0" alt="Kot"id="BLOGGER_PHOTO_ID_5409967161916789570" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SxQQendSKVI/AAAAAAAAAso/-KtrkPt1PUo/s1600/2009-11-26-2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 100%;" src="http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SxQQendSKVI/AAAAAAAAAso/-KtrkPt1PUo/s400/2009-11-26-2.jpg" border="0" alt="Kot"id="BLOGGER_PHOTO_ID_5409967170552736082" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/10927227-8474995474779978620?l=myriads-of-me.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/11/kot.html</link><author>noreply@blogger.com (Tellur)</author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SxQQeHSUE0I/AAAAAAAAAsg/WwRpQdiw9eU/s72-c/2009-11-26-1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-10927227.post-6269191237686798274</guid><pubDate>Sun, 04 Oct 2009 19:40:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-11-01T21:57:51.982+01:00</atom:updated><category domain='http://www.blogger.com/atom/ns#'>Studia: Rok V</category><title>Seminarium...</title><description>&lt;div class = "vanishmenu"&gt;&lt;a href="javascript:vanish('vanishbox-04-10-2009')"&gt;POKAŻ/UKRYJ SPIS TREŚCI&lt;/a&gt; | &lt;a href="javascript:vanish('vanishnote-04-10-2009')"&gt;POKAŻ/UKRYJ TREŚĆ NOTKI&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="solid" id = "vanishnote-04-10-2009"&gt;&lt;div class="solid" id = "vanishbox-04-10-2009"&gt;&lt;div class = "contentbox"&gt;SPIS TREŚCI&lt;br /&gt;Cykl: &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/search/label/Studia%3A%20Rok%20V" alt = "Studia: Rok V"&gt;Studia: Rok V&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/09/dylemat.html" alt = "Dylemat..."&gt;Dylemat...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;2. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/09/rejestracja.html" alt = "Rejestracja..."&gt;Rejestracja...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;3. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/10/seminarium.html" alt = "Seminarium..."&gt;Seminarium...&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;J&lt;/span&gt;ak ten czas szybko leci... – ale to oczywiście banał. Ważne, że leci w miarę bezboleśnie i mogę powoli rozwijać się w kierunku, który mi się nawet podoba. Wydaje się, że dopiero co zaczynałem studia, a już pomyślnie wybrałem seminarium. Cieszę się, że ostatecznie wszystko potoczyło się po mojej myśli, bo początkowo musiałem się trochę postresować. Jak już wybrałem seminarium i zapisałem się na nie w systemie, to przez długi czas USOS wyświetlał mnie jako jedynego uczestnika zajęć, a pozostałych chętnych studentów jako osoby wykreślone z listy. Obawiałem się, że jeżeli naprawdę okażę się jedyną osobą zapisaną na zajęcia, to seminarium zostanie zlikwidowane, a ja wyląduję nie wiadomo gdzie, ale w przeddzień zajęć zalogowałem się do systemu i okazało się, że oprócz mnie przyjęto na zajęcia pięć osób, a wcześniejsza informacja była po prostu błędem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozpocząłem zatem pomyślnie mój czwarty rok na Anglistyce, a jednocześnie piąty rok studiów. Kiedyś myślałem, że moje zainteresowanie literaturą z gatunku &lt;i&gt;science fiction&lt;/i&gt; pozostanie niewinnym hobby, tym bardziej, że w gimnazjum literatura tego pokroju była uważana za zdecydowanie gorszą od oficjalnego kanonu lektur. Sytuacja zmieniła się w otwartym na literaturę wszelkiego rodzaju liceum, które zakończyłem maturą ustną z polskiej fantastyki socjologicznej lat '70. Wówczas miałem również okazję poznać osobiście wielu polskich pisarzy i rozmowy z nimi utwierdziły mnie w przekonaniu, że ta literatura warta jest poznania z perspektywy akademickiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obecnie natomiast zamierzam kontynuować moją ścieżkę akademicką, pracując nad pracą magisterską z zakresu cyberpunku i postcyberpunku, a przede wszystkim skupić się na zmianie wewnątrzgatunkowej, która wyłoniła ten drugi podgatunek w połowie lat '90. To dopiero bardzo wstępne określenie zakresu moich zainteresowań, ale mam nadzieję, że wraz z mijającymi miesiącami skrystalizuje mi się nieco bardziej szczegółowa wizja mojej pracy magisterskiej. Jest jeszcze sporo czasu, więc nie ma co panikować, ale od dzisiaj zamierzam oddelegować niewielką część mojego umysłu do nieustannego zastanawiania się nad pracą. Mam nadzieję, że coś mnie niebawem oświeci.&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/10927227-6269191237686798274?l=myriads-of-me.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/10/seminarium.html</link><author>noreply@blogger.com (Tellur)</author><thr:total xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-10927227.post-6038050129242434646</guid><pubDate>Fri, 02 Oct 2009 17:20:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-11-01T21:20:52.208+01:00</atom:updated><title>10111...</title><description>&lt;div class = "vanishmenu"&gt;POKAŻ/UKRYJ SPIS TREŚCI | &lt;a href="javascript:vanish('vanishnote-02-10-2009')"&gt;POKAŻ/UKRYJ TREŚĆ NOTKI&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="solid" id = "vanishnote-02-10-2009"&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;Z&lt;/span&gt;godnie z zapowiedzią, postanowiłem pisać nieco więcej o życiu codziennym, oczywiście w rozsądnym zakresie. Nie dlatego, że jest ono szczególnie ściśle tajne. Po prostu jest zwyczajne i często nie warte uwiecznienia w kronikach. Często również opowieści tego rodzaju nawiązują do perypetii osób trzecich, czego też nie zawsze mogę opisać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj zamieszczam zdjęcia z bardzo fajnej imprezy urodzinowej u znajomych. Można doskonale bawić się w geekowym gronie przy planszówkach, gitarze i bez nadmiernego spożywania alkoholu. Miło jest spotkać się w gronie ciekawych osób o rozmaitym charakterze.&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;table width="100%" border="0"&gt;&lt;tr&gt;&lt;td width="50%"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SuyC2HcufyI/AAAAAAAAAqs/S6HJay1d1mc/s1600-h/2009-10-02-1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 90%;" src="http://1.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SuyC2HcufyI/AAAAAAAAAqs/S6HJay1d1mc/s400/2009-10-02-1.jpg" border="0" alt="Impreza"id="BLOGGER_PHOTO_ID_5398833919534464802" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;td width="50%"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SuyC2oYOOTI/AAAAAAAAAq0/0SqJspGZunA/s1600-h/2009-10-02-2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 90%;" src="http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SuyC2oYOOTI/AAAAAAAAAq0/0SqJspGZunA/s400/2009-10-02-2.jpg" border="0" alt="Impreza"id="BLOGGER_PHOTO_ID_5398833928373942578" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td width="50%"&gt;&lt;p align = "center"&gt;&lt;small&gt;NA ŚWIECIE ISTNIEJE 10 RODZAJÓW OSÓB: CI, KTÓRZY ZNAJĄ KOD BINARNY I CI, KTÓRZY GO NIE ZNAJĄ...&lt;/small&gt;&lt;/p&gt;&lt;/td&gt;&lt;td width="50%"&gt;&lt;p align = "center"&gt;&lt;small&gt;MOJA PIERWSZA W ŻYCIU PRÓBA ZAGRANIA W GRĘ KARCIANĄ "CYTADELA"...&lt;/small&gt;&lt;/p&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td width="50%"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SuyEAbn5N2I/AAAAAAAAAq8/rCjPekOFq5Q/s1600-h/2009-10-02-3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 90%;" src="http://1.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SuyEAbn5N2I/AAAAAAAAAq8/rCjPekOFq5Q/s400/2009-10-02-3.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5398835196260333410" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;td width="50%"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SuyEAgI0AKI/AAAAAAAAArE/BtVUlerLu4E/s1600-h/2009-10-02-4.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 90%;" src="http://1.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SuyEAgI0AKI/AAAAAAAAArE/BtVUlerLu4E/s400/2009-10-02-4.jpg" border="0" alt="Impreza"id="BLOGGER_PHOTO_ID_5398835197472145570" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td width="50%"&gt;&lt;p align = "center"&gt;&lt;small&gt;KARTY W GRZE: BUDYNKI PRACUJĄ NA GRACZA, PRZYNOSZĄC MU DOCHÓD...&lt;/small&gt;&lt;/p&gt;&lt;/td&gt;&lt;td width="50%"&gt;&lt;p align = "center"&gt;&lt;small&gt;ROZWAŻAM JAKĄŚ STRATEGIĘ, NIESTETY NIESKUTECZNIE...&lt;/small&gt;&lt;/p&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td width="50%"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SuyFHJFqlqI/AAAAAAAAArM/m1FXgQ0HQ-I/s1600-h/2009-10-02-5.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 90%;" src="http://1.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SuyFHJFqlqI/AAAAAAAAArM/m1FXgQ0HQ-I/s400/2009-10-02-5.jpg" border="0" alt="Impreza"id="BLOGGER_PHOTO_ID_5398836411055642274" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;td width="50%"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SuyFHUKDuII/AAAAAAAAArU/eIk6qc1z9Bc/s1600-h/2009-10-02-6.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 90%;" src="http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SuyFHUKDuII/AAAAAAAAArU/eIk6qc1z9Bc/s400/2009-10-02-6.jpg" border="0" alt="Impreza"id="BLOGGER_PHOTO_ID_5398836414026856578" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td width="50%"&gt;&lt;p align = "center"&gt;&lt;small&gt;USIŁUJEMY ROZPRACOWAĆ NOWĄ PLANSZÓWKĘ "ZACZĘŁO SIĘ W POLSCE", KTÓRĄ OTRZYMAŁEM W PREZENCIE OD NARODOWEGO CENTRUM KULTURY.&lt;/small&gt;&lt;/p&gt;&lt;/td&gt;&lt;td width="50%"&gt;&lt;p align = "center"&gt;&lt;small&gt;GRA JEST STOSUNKOWO SKOMPLIKOWANA, ALE BARDZO PRZYJEMNA!&lt;/small&gt;&lt;/p&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/table&gt;&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/10927227-6038050129242434646?l=myriads-of-me.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/10/10111.html</link><author>noreply@blogger.com (Tellur)</author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SuyC2HcufyI/AAAAAAAAAqs/S6HJay1d1mc/s72-c/2009-10-02-1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-10927227.post-243766718304968563</guid><pubDate>Mon, 28 Sep 2009 15:30:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-10-31T17:54:46.979+01:00</atom:updated><category domain='http://www.blogger.com/atom/ns#'>Fantastyka: Seriale</category><title>Wizje... (Część IV)</title><description>&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;W&lt;/span&gt;ielu osobom telewizyjne i filmowe &lt;i&gt;science fiction&lt;/i&gt; kojarzy się – i to całkiem słusznie – z banalnymi i prostolinijnymi fabułami o jakichśtam statkach kosmicznych, komicznych Obcych z wypustkami na czole i bohaterach w obowiązkowo obcisłych kombinezonach. Nie zamierzam z powyższą opinią polemizować, wręcz przeciwnie – zamierzam się pod nią podpisać. &lt;i&gt;Science fiction&lt;/i&gt; z filmów i telewizji jest bowiem o lata świetlne w tyle za literaturą, do której teoretycznie nawiązuje. Zamiast machnąć na całość gatunku ręką, warto jednak powyższą opinię odpowiednio skwalifikować. Tutaj z pomocą przychodzi zasada niejakiego Theodore'a Sturgeona, pisarza &lt;i&gt;science fiction&lt;/i&gt;. &lt;i&gt;Sturgeon's law&lt;/i&gt; głosi bowiem, że: &lt;i&gt;ninety percent of science fiction is crap&lt;/i&gt;. Zanim jednak spiszemy gatunek na stratę, to warto wspomnieć, że zasada Sturgeona posiada również wersję bardziej ogólną: &lt;i&gt;ninety percent of everything is crap&lt;/i&gt;. Zaangażowanie fana zaś polega na tym, aby umieć oddzielić ziarno od plew – i czerpać przyjemność, aczkolwiek różną, i z jednego, i z drugiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/Suxq7iYUJ9I/AAAAAAAAAqk/2t8iwh_P0-U/s1600-h/SF-FlashForward.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 50%;" src="http://1.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/Suxq7iYUJ9I/AAAAAAAAAqk/2t8iwh_P0-U/s400/SF-FlashForward.JPG" border="0" alt="FlashForward"id="BLOGGER_PHOTO_ID_5398807624383997906" /&gt;&lt;/a&gt;Oglądam bowiem i to słabe SF, ku zdziwieniu większości znajomych. Jeżeli wśród ponad siedmiuset odcinków "Star Treka" mam szansę natrafić, za Sturgeonem, na 10% odcinków przyzwoitych, to wydawałoby się, że nie jest dobrze. Nic dziwnego w tym, że dobra fabuła potrafi przyciągnąć przed ekran, ale co z tymi znacznie gorszymi...? &lt;i&gt;Science fiction&lt;/i&gt; posiada z jakiegoś powodu tę specjalną właściwość, że nawet, jeżeli film lub odcinek serialu same w sobie nie przyciągają przed ekran, to jakiś element konstrukcji ich świata, ukazane weń zagadnienia  lub nawet zarysowane weń pytania bez konkretnych odpowiedzi sprawiają, że dane dzieło broni się, jeżeli nie samo w sobie, to przynajmniej prowokując w oglądającym pewną reakcję intelektualną lub emocjonalną już po wyłączeniu telewizora (tudzież, w XXI wieku, po odejściu od laptopa).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie inaczej jest z nowym serialem "FlashForward", o którym napisałem już na moim blogu zdecydownie zbyt wiele. Jeżeli do tej pory nie udało mi się skusić Was do obejrzenia pierwszego odcinka, to zapewne nic już Was nie skusi. Chciałbym jednak zakończyć ten cykl notek ostatnią, ale bardzo ważną myślą. "FlashForward" nie dość, że jest przyzwoite samo w sobie, to przede wszystkim jest celowo skonstruowane tak, aby prowokować fanów do dyskusji filozoficznych i w pewnym zakresie teologicznych. Fanom teorii spiskowych oferuje natomiast zakrojoną na szeroką skalę konspirację, która również dzieje się przede wszystkim w głowach widzów, poza samym serialem. "FlashForward" nie tylko bowiem pokazuje, lecz również sugeruje, dając pole do popisu wyobraźni. Jeżeli to Was nie przekonuje, to nic Was nie przekona :-). Tak, czy inaczej, zachęcam.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/10927227-243766718304968563?l=myriads-of-me.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/09/wizje-czesc-iv.html</link><author>noreply@blogger.com (Tellur)</author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/Suxq7iYUJ9I/AAAAAAAAAqk/2t8iwh_P0-U/s72-c/SF-FlashForward.JPG' height='72' width='72'/><thr:total xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-10927227.post-2298958302930536087</guid><pubDate>Sun, 27 Sep 2009 20:00:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-10-24T23:11:03.770+02:00</atom:updated><category domain='http://www.blogger.com/atom/ns#'>Fantastyka: Seriale</category><title>Wizje... (Część III)</title><description>&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;S&lt;/span&gt;erial "FlashForward" odniósł sukces nie tylko za sprawą bardzo przyzwoitego, pilotowego odcinka. Od samego początku oferował bowiem znacznie więcej, niż tylko standardowe 42 minuty telewizyjnego programu. "FlashForward" stanowi multimedialną platformę, która nie ogranicza się do samego serialu. Twórcy serialu stworzyli kilka oficjalnych stron internetowych, które poszerzają mitologię serialu o nowe, związane z samym serialem treści. "FlashForward" nie jest pierwszym serialem, który umożliwia fanom zagłębienie się w swoją mitologię za pośrednictwem Sieci i zmyślnie przygotowanych stron internetowych, gdyż podobne rozwiązania oferowało bliźniacze "Lost" oraz konkurencyjne "Heroes", ale chyba po raz pierwszy suplementy sieciowe do tego stopnia przeplatają się z samym serialem.&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SuNnk4ZQNzI/AAAAAAAAAqE/G_xX3yq3l0E/s1600-h/SF-FlashForward.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 50%;" src="http://1.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SuNnk4ZQNzI/AAAAAAAAAqE/G_xX3yq3l0E/s400/SF-FlashForward.JPG" border="0" alt="FlashForward"id="BLOGGER_PHOTO_ID_5396270661831243570" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;W&lt;/span&gt; pierwszym odcinku "FlashForward" agent FBI Mark Benford powołał do życia specjalną internetową stronę społecznościową o nazwie &lt;b&gt;The Mosaic Collective&lt;/b&gt;, za pośrednictwem której internauci, którzy przeżyli serialowe &lt;i&gt;Global Blackout&lt;/i&gt;, mieli dzielić się swoimi &lt;i&gt;flashforwards&lt;/i&gt; – wizjami przyszłości. Ponieważ w serialu każdy człowiek miał wizję tego samego dnia w przyszłości, to dzięki "The Mosaic Collective" FBI może pozyskać coraz to pełniejsze dane na temat mającej się być może wydarzyć niebawem przyszłości. Najciekawsze jest to, że "The Mosaic Collective" nie istnieje jedynie w serialu, lecz można ją odwiedzić &lt;a href="http://abc.go.com/shows/flash-forward/mosaiccollective" alt="The Mosaic Collective" target="_blank"&gt;TUTAJ&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SuNpn4ZtzuI/AAAAAAAAAqM/GZYxZb6_Bjo/s1600-h/Mosaic+Collective.gif"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 40%;" src="http://2.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SuNpn4ZtzuI/AAAAAAAAAqM/GZYxZb6_Bjo/s400/Mosaic+Collective.gif" border="0" alt="Mosaic Collective"id="BLOGGER_PHOTO_ID_5396272912396046050" /&gt;&lt;/a&gt;"The Mosaic Collective" to fikcyjna baza danych, która zawiera wpisy ofiar &lt;i&gt;Global Blackout&lt;/i&gt; z serialu "FlashForward". Większość wpisów jest dosyć trywialna, ale nie ma w tym nic zastanawiającego, bowiem większość osób ujrzało w swoich wizjach zwykły, trywialny dzień z przyszłości. Można jednak przeszukiwać bazę danych za pomocą słów kluczowych i niekiedy natrafić na bardzo ciekawe wpisy, które są albo zgodne z wydarzeniami z serialu, albo też wydają się im przeczyć. Po obejrzeniu każdego odcinka "FlashForward" warto połączyć się z "The Mosaic Collective" i wyszukać nurtujące nas zagadnienia. Istotne jest to, że postaci w serialu również przeszukują "The Mosaic Collective", więc nie jest to jedynie strona obliczona na prostą promocję serialu, lecz dobra, prawdziwie multimedialna zabawa.&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SuNqemX778I/AAAAAAAAAqU/d4oIFG8I1Zw/s1600-h/Truth+Hack.gif"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 40%;" src="http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SuNqemX778I/AAAAAAAAAqU/d4oIFG8I1Zw/s400/Truth+Hack.gif" border="0" alt="Truth Hack"id="BLOGGER_PHOTO_ID_5396273852449550274" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;S&lt;/span&gt;trona internetowa "The Mosaic Collective" stanowi fikcyjną bazę danych powołaną przez FBI, nic więc dziwnego, że prezentuje optymistyczną, oficjalną wizję wydarzeń z serialu. Telewizja ABC przygotowała jednak stronę internetową i dla tych fanów, którzy uważają, że za &lt;i&gt;Global Blackout&lt;/i&gt; kryje się sensacyjny spisek. &lt;a href="http://truthhack.com/" alt="Truth Hack" target="_blank"&gt;Truth Hack&lt;/a&gt; to strona internetowa fikcyjnego, nagrodzonego Pulitzerem dziennikarza, który zaangażował się w wyjaśnienie tajemniczych wydarzeń z serialu na własną rękę, ryzykując przy tym własnym życiem. Oscar Obregon zamieszcza na swojej stronie rozmaite spiskowe teorie oraz wiadomości poszerzające mitologię serialu, jak również kontaktuje się z fanami serialu za pośrednictwem filmów YouTube. Posiada rzecz jasna &lt;a href="http://www.youtube.com/user/TruthHack" alt="YouTube" target="_blank"&gt;swój własny profil na YouTube&lt;/a&gt; oraz &lt;a href="http://twitter.com/truthhack" alt="Twitter" target="_blank"&gt;swoje własne konto na Twitterze&lt;/a&gt;. Na chwilę obecną przestał zamieszczać nowe wiadomości, ale ma również pojawić się w samym serialu, co również potwierdza istotne związki pomiędzy samym serialem a powiązanymi z nim stronami internetowymi.&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SuNrzyhm2JI/AAAAAAAAAqc/Zh7-s1VIGQs/s1600-h/Red+Panda+Resources.gif"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 90%;" src="http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SuNrzyhm2JI/AAAAAAAAAqc/Zh7-s1VIGQs/s400/Red+Panda+Resources.gif" border="0" alt="Red Panda Resources"id="BLOGGER_PHOTO_ID_5396275316000217234" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;T&lt;/span&gt;rzecią i ostatnią powiązaną z serialem stronę internetową stanowi oficjalne forum internetowe "FlashForward" o nazwie &lt;a href="http://redpandaresources.com/" alt="Red Panda Resources" target="_blank"&gt;Red Panda Resources&lt;/a&gt;. Na chwilę obecną nazwa forum wydaje się losowa, bowiem żadna firma ani organizacja o tej nazwie nie pojawiła się jeszcze w serialu, ale to prawdopodobnie jedynie kwestia czasu. Na oficjalnym forum często udzielają się twórcy serialu, jak również występujący w nim aktorzy. Nazwa forum pojawiła się jedynie na losowej ciężarówce w pierwszym odcinku serialu jako fikcyjna reklama, lecz fani czym prędzej sprawdzili nazwę na Sieci i okazało się, że trafili na kolejną, promującą serial stronę. Związki pomiędzy serialem a Siecią są więc znaczące i znacznie poszerzają i pogłębiają mitologię serialu, jak również potencjalne przeżycia fanów. Mam nadzieję, że coraz więcej seriali będzie usiłowało iść tą drogą. Nie wiem, czy poszerzanie serialu o komponenty internetowe opłaca się twórcom z komercyjnego punktu widzenia, ale z pewnością zapewnia widzom dobrą zabawę.&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;i&gt;Ciąg dalszy nastąpi...&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/10927227-2298958302930536087?l=myriads-of-me.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/09/wizje-czesc-iii.html</link><author>noreply@blogger.com (Tellur)</author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SuNnk4ZQNzI/AAAAAAAAAqE/G_xX3yq3l0E/s72-c/SF-FlashForward.JPG' height='72' width='72'/><thr:total xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-10927227.post-7969712641121209244</guid><pubDate>Sat, 26 Sep 2009 21:35:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-10-24T22:09:48.710+02:00</atom:updated><category domain='http://www.blogger.com/atom/ns#'>Fantastyka: Seriale</category><title>Wizje... (Część II)</title><description>&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;S&lt;/span&gt;erialowi "FlashForward" sukces był pisany od samego początku. Wystarczy przyjrzeć się nazwiskom jego twórców. Brannon Braga pracował przedtem nad zdecydowanie przedwcześnie anulowanym, znakomitym serialem "Threshold", David S. Goyer zaś jest (wraz z Christopherem Nolanem) współautorem scenariusza do nagrodzonego Oscarami "The Dark Night". Ponadto, serial został oparty na powieści o tym samym tytule autorstwa kanadyjskiego pisarza SF, Roberta J. Sawyera (chociaż znacząco się od niej różni, &lt;i&gt;in plus&lt;/i&gt;) i stanowi własność telewizji ABC, odpowiedzialnej za wcześniejszy sukces serialu "Lost" ("Zagubieni").&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skupiłem się na twórcach, a nie na aktorach, ponieważ zazwyczaj nie zwykłem zwracać dużej uwagi na aktorów w serialach, a raczej na samą opowieść, postaci i realia świata przedstawionego. Jednak warto również im poświęcić trochę uwagi. Główną rolę męską, agenta FBI Marka Benforda, gra znany z filmu "Zakochany Szekspir" Joseph Fiennes. Jego partnera w FBI gra John Cho, młody aktor kojarzony jako Sulu z nowego "Star Treka". Główną rolę żeńską, żonę Marka Benforda, Olivię, gra znana z serialu "Lost" Sonya Walger.&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/StpFyFf55VI/AAAAAAAAAp8/ls4h4clFIbw/s1600-h/SF-FlashForward.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 50%;" src="http://2.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/StpFyFf55VI/AAAAAAAAAp8/ls4h4clFIbw/s400/SF-FlashForward.JPG" border="0" alt="FlashForward"id="BLOGGER_PHOTO_ID_5393700230501360978" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;F&lt;/span&gt;abuła "FlashForward" wciąga od pierwszych minut. Dwóch agentów FBI rusza w pościg za handlarzami bronią, aż nagle tracą przytomność. Nie oni jedyni. Gdy odzyskują świadomość, okazuje się, że przytomność stracili wszyscy dookoła, dając początek globalnemu chaosowi. Nieco później nagrania z kamer przemysłowych wykazują, że &lt;i&gt;Global Blackout&lt;/i&gt; – bo tak nazwano tajemnicze, ogólnoświatowe wydarzenie – trwało dokładnie 137 sekund. Dlaczego tyle? Nie wiadomo. Dlaczego w ogóle? Nie wiadomo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyobraźcie sobie, że wszyscy ludzie na świecie tracą przytomność na 137 sekund. Piesi padają twarzą na chodnik – całe szczęśce. Poza tym dochodzi do ogromnych karamboli samochodowych na wszystkich ulicach świata. Dochodzi do katastrof lotniczych, morskich i wszystkich pozostałych możliwych do wyobrażenia i tych zupełnie nieprzewidywalnych. Helikoptery zaliczają zderzenia czołowe z wieżowcami. Ludzie topią się w basenach, w jeziorach i nad morzem. Wybucha ogólnoświatowa panika. Atak chemiczny? Nuklearny? Promieniowanie słoneczne? Nie wiadomo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale to jeszcze nic. Ponieważ ludzie nie tracą jedynie przytomności, lecz otrzymują również wizję siebie w przyszłości za około sześć miesięcy. Niemal każdy widzi 137 sekund przyszłości swoimi własnymi oczyma. Dla niektórych owa przyszłość jest korzystna, dla innych – tragiczna. Niektórzy nie widzą nic. Czy to oznacza, że za sześć miesięcy już nie żyją...? Może po prostu wówczas śpią? Nie wiadomo. Czy wizje oznaczają, że przyszłość jest już ustalona? Nie wiadomo. Późniejsze badania FBI pozwalają ustalić, że wszyscy ludzie na świecie mieli wizję tego samego dnia w przyszłości – 30 kwietnia, 2010 roku. Główny bohater, agent FBI Mark Benford miał szczęście – widział samego siebie w siedzibie FBI pracującego nad rozpracowaniem zagadki globalnego przesunięcia w czasie – tytułowego &lt;i&gt;flashforward&lt;/i&gt;. Ponieważ mógł przyjrzeć się tablicy ze wskazówkami, zdjęciami i nazwiskami, to mógł w teraźniejszości rozpocząć śledztwo. Miał jednak szczęście w nieszczęściu, ponieważ w swojej wizji ujrzał również chcących zastrzelić go żołnierzy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z dnia na dzień świat zjednoczyło jedno wydarzenie. Mimo wielu różnic, każdy człowiek na świecie od razu, bez zastanowienia zrozumie zadane mu pytanie – &lt;i&gt;What did you see?&lt;/i&gt; Niektórzy odpowiedzą bez wahania, gdyż ich wizje były korzystne i pchnęły ich ku pracy nad sobą, by przyczynić się do realizacji zastanej przyszłości. Inni natomiast zastanawiają się, czy przyszłość została już z góry ustalona, gdyż ich wizje są niezrozumiałe lub przerażające. Sam serial koncentruje się na grupie postaci na tyle szerokiej i zróżnicowanej, aby dać widzom wgląd w pełne spektrum postaw, obaw, działań i przemyśleń bohaterów. Pozwala zatem na zarysowanie reakcji całej ludzkości w obliczu globalnej, zmieniającej &lt;i&gt;status quo&lt;/i&gt; katastrofy.&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;i&gt;Ciąg dalszy nastąpi...&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/10927227-7969712641121209244?l=myriads-of-me.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/09/wizje-czesc-ii.html</link><author>noreply@blogger.com (Tellur)</author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/StpFyFf55VI/AAAAAAAAAp8/ls4h4clFIbw/s72-c/SF-FlashForward.JPG' height='72' width='72'/><thr:total xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-10927227.post-7627789399612985285</guid><pubDate>Fri, 25 Sep 2009 20:10:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-09-28T22:27:58.466+02:00</atom:updated><category domain='http://www.blogger.com/atom/ns#'>Fantastyka: Seriale</category><title>Wizje... (Część I)</title><description>&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;S&lt;/span&gt;pekulatywne &lt;i&gt;science-fiction&lt;/i&gt; sprawdza się wówczas, gdy wywraca do góry nogami wszechświat bohaterów i doprowadza ich do ostateczności; zmusza do podejmowania skrajnych decyzji i bezlitośnie narusza ich &lt;i&gt;status quo&lt;/i&gt;. Każde spekulatywne SF zaczyna się od pytania – &lt;i&gt;Co by było, gdyby...?&lt;/i&gt; – lecz to najlepsze, oprócz snucia opartych o ekstrapolację, naukowych przypuszczeń, przede wszystkim doprowadza bohaterów do granicy ich człowieczeństwa i stawia to najtrudniejsze z pytań – pytanie o naturę człowieka i człowieczeństwa.&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;I&lt;/span&gt;lekroć przypatruję się, jak moi rodzice oglądają w telewizji jakiś popularny, polski serial lub polską telenowelę, to mam nadzieję, że nagle bohaterom przytrafi się coś niespodziewanego, co zmusi ich do wyjścia poza codzienny schemat postępowania. Aby Rysio z "Klanu" po raz pierwszy w swoim serialowym życiu przestał reagować jak pies Pawłowa i zaczął myśleć. Ot – trzęsienie ziemi, holokaust nuklearny, śmiertelna pandemia lub atak Godzilli. Jednak nigdy nie uświadczyłem w "Klanie" ataku Godzilli (jeżeli się mylę, to mnie poprawcie), a to dlatego, że większość polskich seriali ma do spełnienia misję wychowawczą wobec plebsu – tzn. uczy maluczkich schematów codziennego postępowania i tresuje kolejne pokolenia przewidywalnych obywateli. Stąd najbardziej skrajną fabułą w "Klanie" będzie zapewne zdrada małżonka lub nieślubne dziecko, a sam serial będzie przekazywał widzom zaaprobowany przez kulturę schemat właściwego postępowania w takich "skrajnych", a przecież nadal naturalnych i przewidywalnych sytuacjach. Bohaterowie będą cierpieć na choroby, o których państwo akurat edukuje w ramach jakiejś ministerialnej akcji zdrowotnej, serialowy ojciec będzie pouczać maluczkich o niebezpieczeństwach związanych z surfowaniem po Sieci, a serialowy pijak w końcu przypłaci za swój alkoholizm, bo tak przecież wypada.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego zatem bez wahania nazywam &lt;i&gt;science fiction&lt;/i&gt; najciekawszym i najważniejszym gatunkiem literackim i filmowym. Nie mam oczywiście na myśli wielkich, hollywoodzkich superprodukcji, a raczej &lt;i&gt;science fiction&lt;/i&gt; kameralne, stonowane, skupione na bohaterach i ich różnorodnych reakcjach wobec dynamicznie zmieniającego się świata przedstawionego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czym różni się dobry serial &lt;i&gt;science fiction&lt;/i&gt; od swojego obyczajowego odpowiednika? Wystarczy obejrzeć dowolny serial o amerykańskiej prowincji oraz rewelacyjny serial "Jericho" z 2006 roku. Różnica jest taka, że bohaterom dowolnego innego serialu będą się z dnia na dzień przydarzać ich przewidywalne perypetie, natomiast bohaterowie "Jericho" już w pierwszym odcinku dostrzegają na horyzoncie charakterystyczną chmurę grzybu atomowego i są zmuszeni zrewidować swoje poglądy na życie na prowincji w obliczu nuklearnego holokaustu. W drugim odcinku walczą z nuklearnym deszczem, a z nastaniem nuklearnej zimy cierpią głód. W każdym innym serialu bohaterowie mogą co najwyżej odwiedzić znajomych z sasiednego miasta, natomiast mieszkańcy Jericho z walczą sąsiednim miastem o przetrwanie w postapokaliptycznej rzeczywistości.&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "center"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SsEZc4ikZeI/AAAAAAAAAp0/_w-jIWo5U5o/s1600-h/2009-09-25-1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand; width: 100%;" src="http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SsEZc4ikZeI/AAAAAAAAAp0/_w-jIWo5U5o/s400/2009-09-25-1.jpg" border="0" alt="Jericho"id="BLOGGER_PHOTO_ID_5386614613316232674" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;small&gt;KADR Z PIERWSZEGO ODCINKA SERIALU "JERICHO"&lt;/small&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;C&lt;/span&gt;zym różni się dobry serial &lt;i&gt;science fiction&lt;/i&gt; od swojego obyczajowego odpowiednika? "Battlestar Galactica" z 2003 roku opowiada o ucieczce gwiezdnego konwoju statków kosmicznych przed złowrogą armią robotów, ale stanowi również alegorię na współczesne Stany Zjednoczone z ich ambiwalentną wojną w Iraku, powolną, acz konsekwentną faszyzacją społeczeństwa, rasizmem, terroryzmem i mesjanizmem. Z odcinka na odcinek prowadzi dyskurs na temat powinności cywili i wojska. Każe zastanowić się nad tym, co czyni człowieka człowiekiem, a maszynę – maszyną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czym różni się dobry serial &lt;i&gt;science fiction&lt;/i&gt; od swojego obyczajowego odpowiednika? Głębią. Dyskursem. Poruszaną tematyką – filozoficzną, teologiczną, polityczną, kulturową. I z każdym kolejnym serialem telewizyjne &lt;i&gt;science fiction&lt;/i&gt; zyskuje kolejny argument na swoją korzyść. Wczoraj obejrzałem premierowy odcinek serialu "FlashForward". Zróbcie sobie przysługę i zamiast kolejnej telenoweli zacznijcie oglądać ten serial. Zaczął się bardzo zachęcająco i podejrzewam, że jak tylko utrzyma poziom, to będzie o nim głośno. Napiszę o nim więcej w następnej notce, a tymczasem zachęcam Was do obejrzenia pierwszego odcinka pt. "No More Good Days".&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;i&gt;Ciąg dalszy nastąpi...&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/10927227-7627789399612985285?l=myriads-of-me.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/09/wizje-czesc-i.html</link><author>noreply@blogger.com (Tellur)</author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SsEZc4ikZeI/AAAAAAAAAp0/_w-jIWo5U5o/s72-c/2009-09-25-1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-10927227.post-1920065351570436555</guid><pubDate>Tue, 22 Sep 2009 20:50:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-11-01T21:58:20.378+01:00</atom:updated><category domain='http://www.blogger.com/atom/ns#'>Studia: Rok V</category><title>Rejestracja...</title><description>&lt;div class = "vanishmenu"&gt;&lt;a href="javascript:vanish('vanishbox-22-09-2009')"&gt;POKAŻ/UKRYJ SPIS TREŚCI&lt;/a&gt; | &lt;a href="javascript:vanish('vanishnote-22-09-2009')"&gt;POKAŻ/UKRYJ TREŚĆ NOTKI&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="solid" id = "vanishnote-22-09-2009"&gt;&lt;div class="solid" id = "vanishbox-22-09-2009"&gt;&lt;div class = "contentbox"&gt;SPIS TREŚCI&lt;br /&gt;Cykl: &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/search/label/Studia%3A%20Rok%20V" alt = "Studia: Rok V"&gt;Studia: Rok V&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/09/dylemat.html" alt = "Dylemat..."&gt;Dylemat...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;2. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/09/rejestracja.html" alt = "Rejestracja..."&gt;Rejestracja...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;3. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/10/seminarium.html" alt = "Seminarium..."&gt;Seminarium...&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;J&lt;/span&gt;ak co roku o tej porze miałem już okazję wybrać zajęcia, na które będę uczęszczał w tym semestrze na Anglistyce. Niestęty, w wyniku własnego niedopatrzenia, zarejestrowałem się na jedne zajęcia, które odbywają się o dokładnie tej samej porze, co moje seminarium. Jeżeli nie uda mi się zamienić tych zajęć na jakieś inne na początku października, to pozostaną mi seminarium magisterskie, WF, lektorat i dwa inne kursy. Wszystkie niezbędne punkty mam już na szczęście zebrane, więc nie muszę się już o nic martwić, ale chciałem nauczyć się czegoś ciekawego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Będę zatem musiał zrezygnować z kursu &lt;b&gt;The Translation of Legal Documents&lt;/b&gt;, ale jestem za to stosunkowo zadowolony z moich dwóch pozostałych kursów. Wybrałem kurs &lt;b&gt;Representations of the body and sex in American literature&lt;/b&gt; – z pewnością mocno nacechowany ideologicznie, ale przecież nie muszę zgadzać się z wiedzą, którą chłonę. Mam nadzieję, że będzie ciekawie i merytorycznie. Zapisałem się również na zajęcia &lt;b&gt;Media and Democracy&lt;/b&gt;, dotyczące Stanów Zjednoczonych. Uczęszczałem już na jeden kurs u tej samej osoby prowadzącej, więc mam nadzieję, że tym razem również się nie zawiodę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednocześnie bardzo niepokoję się o moje seminarium. Obecnie jest już po rejestracji, a ja nadal jestem jedyną osobą zarejestrowaną na to konkretne seminarium. Pani profesor jest bardzo wymagająca, i słusznie, ale to odstraszyło większość studentów. Jeżeli coś się nie zmieni do początku października i nie zbierze się przynajmniej pięć osób, to wówczas seminarium nie odbędzie się, a raczej nie istnieje szansa, że zostanę objęty jakimś indywidualnym tokiem nauczania. Będę musiał wybrać inne seminarium, a ponieważ jest już po rejestracji, to nie mam pojęcia, gdzie się dostanę i czy będę miał coś do powiedzenia odnośnie wyboru. Tak, czy inaczej, mam zamiar powalczyć o pozostanie na uczelni, a czy będę miał szansę, to się dopiero okaże. Chwilowo staram się nadal cieszyć ostatnimi dniami wakacji, chociaż nie przychodzi mi to z łatwością.&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/10927227-1920065351570436555?l=myriads-of-me.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/09/rejestracja.html</link><author>noreply@blogger.com (Tellur)</author><thr:total xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-10927227.post-5646965185155996704</guid><pubDate>Sun, 20 Sep 2009 20:20:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-09-21T23:08:59.013+02:00</atom:updated><category domain='http://www.blogger.com/atom/ns#'>Fantastyka: Gatunek</category><title>Valhalla...</title><description>&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;Z&lt;/span&gt; przykrością informuję, że dnia 17.09.2009 zmarł Wojciech Świdziniewski – młody, polski pisarz, którego opowiadania miałem przyjemność czytać w czasopiśmie "Science Fiction".&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "center"&gt;&lt;font color = "red"&gt;&lt;b&gt;WOJCIECH ŚWIDZINIEWSKI&lt;br /&gt;1975 – 2009&lt;/b&gt;&lt;/font&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;Z&lt;/span&gt;a portalem &lt;a href="http://www.gildia.pl" target="_blank" alt="Gildia"&gt;www.gildia.pl&lt;/a&gt;:&lt;/p&gt;&lt;blockquote&gt;Wczoraj wieczorem odszedł do Wallhalli Wojciech Świdziniewski – pisarz, wieloletni członek klubu fantastyki "Ubik" w Białymstoku i wikińskich grup rekonstrukcji historycznej, nasz przyjaciel. Debiutował w roku 1999 na łamach "Nowej Fantastyki" opowiadaniem "Konsekrowany". Publikował głównie w piśmie "Science Fiction", gdzie oprócz nominowanego utworu do nagrody im. Janusza Zajdla w 2002 roku ukazały się jego inne opowiadania. Zmarł miesiąc przed premierą swojej pierwszej powieści.&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SrfrEesqB8I/AAAAAAAAApk/7aOXtdK40_k/s1600-h/2009-09-20-1.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand; width: 40%;" src="http://1.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SrfrEesqB8I/AAAAAAAAApk/7aOXtdK40_k/s400/2009-09-20-1.jpg" border="0" alt="Wojciech Świdziniewski"id="BLOGGER_PHOTO_ID_5384030341737088962" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;Z&lt;/span&gt;a portalem &lt;a href="http://esensja.pl" target="_blank" alt="Esensja"&gt;www.esensja.pl&lt;/a&gt;:&lt;/p&gt;&lt;blockquote&gt;Wczoraj wieczorem zmarł niespodziewanie białostocki pisarz Wojciech Świdziniewski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Debiutował opowiadaniem "Konsekrowany" ("Nowa Fantastyka" 2/1999), później publikował w miesięczniku "Science Fiction". Za opowiadanie "Murarze" ("Science Fiction" 3/2001) zdobył nominację do Nagrody im. Janusza A. Zajdla, a w 2004 roku zdobył nominację do Nagrody Nautilus za opowiadanie "Kłopoty w Hamdirholm" ("Science Fiction" 7/2003).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez wiele lat był członkiem Białostockiego Klubu Fantastyki UBIK, należał też do zespołu redakcyjnego "Fahrenheita".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do druku przygotowywany jest zbiór jego opowiadań "Kłopoty w Hamdirholm", kilka opowiadań ma także ukazać się w antologiach.&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;W&lt;/span&gt;ojciecha Świdziniewskiego poznałem od strony literackiej za sprawą rewelacyjnego opowiadania pt. "Murarze", a następnie z przyjemnością śledziłem powstały w oparciu o "Murarzy" cykl kilku opowiadań. Śmieszyły mnie również jego humorystyczne opowiadania z cyklu "Hamdirholm". Uważałem, że ma przed sobą długą i owocną karierę, zatem jego odejście przyjąłem ze zdumieniem. Pisarze mają jednak to do siebie, że pozostają wieczni dzięki swojej twórczości. Nie zapomnijcie zatem o mającej ukazać się niebawem książce Wojciecha.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/10927227-5646965185155996704?l=myriads-of-me.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/09/valhalla.html</link><author>noreply@blogger.com (Tellur)</author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SrfrEesqB8I/AAAAAAAAApk/7aOXtdK40_k/s72-c/2009-09-20-1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-10927227.post-7357274141161348292</guid><pubDate>Fri, 18 Sep 2009 19:50:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-09-19T16:22:28.284+02:00</atom:updated><title>Równowaga...</title><description>&lt;div class = "vanishmenu"&gt;POKAŻ/UKRYJ SPIS TREŚCI | &lt;a href="javascript:vanish('vanishnote-18-09-2009')"&gt;POKAŻ/UKRYJ TREŚĆ NOTKI&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="solid" id = "vanishnote-18-09-2009"&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;U&lt;/span&gt;słyszałem już od kilku osób, że za mało piszę o codziennym życiu, a za dużo o muzyce, książkach i serialach, których wspomniane osoby i tak nie znają i w zasadzie nie zamierzają poznać. Podejrzewam, że to nawet słuszna krytyka, o ile przyjmie się, że na blogu należy pisać właśnie o życiu z dnia na dzień, zwyczajnych problemach i banalnych przemyśleniach. Oczywiście tak nie uważam, chociaż istnieją i blogi tego pokroju. Przyznaję, że czasami mam nawet ochotę napisać, co mi w duszy gra (a że często gra muzyka, to inna sprawa), ale ponieważ codzienne życie siłą rzeczy wiąże się z relacjami z rozmaitymi osobami, a prywatność tych osób chcę uszanować, to nie mogę rozpisywać się o ich perypetiach. Ponieważ w tej sytuacji musiałbym pisać notki bardzo ogólne i powierzchowne, to wolę już zanudzać Was przemyśleniami o muzyce i książkach w nadziei, że ktoś po coś może sięgnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasami jednak zdarzają się i takie dni, że można pogodzić jedno z drugim. Wczoraj był taki dzień. Pojechałem rano do Warszawy, aby załatwić parę spraw, a przede wszystkim z zamiarem wypytania się o Warszawską Jesień, wspaniały festiwal współczesnej muzyki symfonicznej i elektronicznej, który właśnie się rozpoczął. Okazało się, że festiwal jest na typową, studencką kieszeń i jak tylko czas pozwoli i znajdę odpowiednich śmiałków, aby wybrać się nań niewielką grupą, to chętnie wybiorę się na kilka koncertów. Reflektuje ktoś na Karlheinza Stockhausena...? Następnie pokręciłem się po Centrum, odwiedziłem kilka księgarni i spotkałem się z moją dobrą przyjaciółką M., która już niebawem ponownie wylatuje na studia do Anglii. Poszwędaliśmy się, jak zawsze, po Warszawie, aby trochę jeszcze zgłodnieć, a jak już uznaliśmy, że warto coś zjeść, to M. zaprowadziła mnie do przytulnej restauracji, gdzie zamówiliśmy pastę, ale rzecz jasna zapomniałem i nazw potraw, i restauracji. Dołączyła do nas na pewien czas A., siostra M., a później pożegnaliśmy się z nią i wybraliśmy się pod wieczór na Starówkę na kawę. Kawa M. była zielona, ale to już zupełnie inna historia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pożegnałem się z M. i miałem już udać się na autobus, gdy okazało się, że na Placu Zamkowym odbywa się koncert. O koncercie wiedziałem od dawna, a konkretnie – 2 września dowiedziałem się, że ubiegłego dnia rozdawano za darmo wejściówki na koncert Lisy Gerrard i Klausa Schulze. Nawet się specjalnie nie sfrustrowałem, że nie zdobyłem biletu, bowiem byłem na wspaniałym koncercie Klausa Schulze pod koniec ubiegłego roku, a obecnie Klaus występował z bardzo podobnym repertuarem. Koncert miał charakter imprezy zamkniętej, a wejściówki zostały rozdane już pierwszego dnia, tak więc bardzo się zdziwiłem, gdy okazało się, że przed Zamkiem zainstalowano wielki ekran, na którym wyświetlano publicznie odywający się na dziedzińcu Zamku koncert. Trafiłem akurat na sam jego koniec. Lisa i Klaus zeszli już ze sceny, ale po chwili Klaus wrócił na bis. Bardzo się ucieszyłem, że nie wrócił z Lisą, bowiem nie lubię Klausa Schulze w duecie. Gdy jest na scenie z Lisą, to właściwie jej tylko akompaniamentuje, natomiast nabiera energii dopiero wówczas, gdy jest mu dane występować solo. Wyszedł więc na scenę, zasiadł do swoich syntezatorów i zaczęła się prawdziwa magia.&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "center"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SrToFwUzzQI/AAAAAAAAAoc/ZUdQeLOhJHA/s1600-h/2009-09-18-1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 100%;" src="http://1.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SrToFwUzzQI/AAAAAAAAAoc/ZUdQeLOhJHA/s400/2009-09-18-1.jpg" border="0" alt="Klaus Schulze"id="BLOGGER_PHOTO_ID_5383182640183758082" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;U&lt;/span&gt;wielbiam utwory sekwencyjne z gatunku &lt;i&gt;Berliner Schule&lt;/i&gt;. Na bis Klaus wykonał wariację na temat utworu &lt;i&gt;Shoreless&lt;/i&gt;, który miałem już okazję poznać pod koniec ubiegłego roku. Rozpoczął utwór od bardzo nowocześnie bzmiącej sekwencji, której akompaniamentował rytmem kojarzącym się wręcz z techno. Aż zmartwiłem się, że utwór rozpoczyna się zbyt współcześnie, ale już po chwili, o ile nie zawodzi mnie moja wiedza o syntezatorach, Klaus zaczął grać na Mellotronie, jednym z moich ulubionych syntezatorów z przed trzydziestu lat. Na Mellotronie gra się powoli i subtelnie, ale słychać było, że Klausa trochę poniosło, bowiem zaczął wprowadzać do swojego wykonania nieco za dużo energii. Na szczęście już po chwili przerzucił się z Mellotronu na Mooga, mój ulubiony syntezator, i zaczął nań wykonywać energiczną, soczystą solówkę. To była czysta poezja. Klaus wznosił się solówką tak wysoko i na takie częstotliwości, że aż krzywiłem się z bólu i uznania. Widać talent mistrza nie opuścił. Przez te dobre piętnaście minut, gdy Klaus był sam na scenie, to stanowił istny wulkan energii. Po pewnym czasie na scenę powróciła Lisa, ale wówczas straciłem zainteresowanie koncertem, a i tak musiałem już biec na autobus.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cieszą mnie takie pozornie codzienne, a przecież niecodzienne dni, gdy nie tylko mogę spotakać się z przyjaciółmi, a również zaskakuje mnie wspaniała muzyka.&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/10927227-7357274141161348292?l=myriads-of-me.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/09/rownowaga.html</link><author>noreply@blogger.com (Tellur)</author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SrToFwUzzQI/AAAAAAAAAoc/ZUdQeLOhJHA/s72-c/2009-09-18-1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-10927227.post-1774259679536704371</guid><pubDate>Thu, 10 Sep 2009 19:50:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-11-01T21:58:31.452+01:00</atom:updated><category domain='http://www.blogger.com/atom/ns#'>Studia: Rok V</category><title>Dylemat...</title><description>&lt;div class = "vanishmenu"&gt;&lt;a href="javascript:vanish('vanishbox-10-09-2009')"&gt;POKAŻ/UKRYJ SPIS TREŚCI&lt;/a&gt; | &lt;a href="javascript:vanish('vanishnote-10-09-2009')"&gt;POKAŻ/UKRYJ TREŚĆ NOTKI&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="solid" id = "vanishnote-10-09-2009"&gt;&lt;div class="solid" id = "vanishbox-10-09-2009"&gt;&lt;div class = "contentbox"&gt;SPIS TREŚCI&lt;br /&gt;Cykl: &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/search/label/Studia%3A%20Rok%20V" alt = "Studia: Rok V"&gt;Studia: Rok V&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/09/dylemat.html" alt = "Dylemat..."&gt;Dylemat...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;2. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/09/rejestracja.html" alt = "Rejestracja..."&gt;Rejestracja...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;3. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/10/seminarium.html" alt = "Seminarium..."&gt;Seminarium...&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;W&lt;/span&gt;łaściwie mogę przyznać, że poprzednie lata na Anglistyce były bez wyjątku beztroskie i dopiero teraz, gdy przyszło mi wybrać zajęcia przed pierwszym semestrem czwartego roku, to stanąłem przed nie lada dylematem. Nad normalnymi kursami nigdy nie zastanawiałem się szczególnie długo. Ot, raz trafił się lepszy kurs, raz gorszy, ale zawsze bez problemu wszystko zaliczałem, no może pomijając zajęcia z metodyki, które z racji swojej zupełnie nie pasującej mi tematyki stanowiły nie lada wyzwanie, ale i je zaliczyłem na trójkę. Dopiero teraz, gdy stanąłem przed koniecznością wyboru seminarium magisterskiego, przyszło mi trochę pomyśleć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdyby rzecz sprowadzała się do prostego odbębnienia pracy magisterskiej, to mógłbym wybrać seminarium na chybił trafił. Napisałbym szybko lepszą lub gorszą pracę magisterską i po sprawie. Ponieważ jednak od pewnego czasu zastanawiam się wstępnie nad pozostaniem na uniwersytecie naukowo, o ile tylko trafi mi się taka możliwość, to mój wybór właściwego seminarium siłą rzeczy stał się znacznie ważniejszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Anglistyka nie oferuje szerokiego wyboru seminariów. Wybierając na drugim roku ścieżkę amerykańską, ograniczyłem sobie pulę możliwych zajęć do amerykańskich kulturoznawczych oraz literaturoznawczych. Spośród seminariów kulturoznawczych wybrałem wstępnie trzy, które od biedy mnie interesują, wszystkie mniej lub bardziej socjologiczne. Mam natomiast bardzo mały wybór w zakresie seminariów literaturoznawczych. Gdy już odsiałem te nieco bardziej nawiedzone, o krytyce postkolonialnej, psychoanalizie oraz innych, równie ciekawych dewiacjach, to do wyboru pozostało mi właściwie tylko jedno seminarium o literaturze amerykańskiego modernizmu. Nie pasuje mi do końca pod względem zakresu poruszanej tematyki, ale cóż, planuję kontynuować naukę na studiach doktoranckich i swoją naukową przyszłość najchętniej wiążę właśnie z krytyką literacką. Mam również nadzieję, że będę mógł wynegocjować pisanie pracy magisterskiej o czymś zgoła innym, ale o tym napiszę być może później, jak już porozmawiam z moją promotorką (o ile w ogóle dostanę się na to seminarium).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kto wie, może do zakończenia rejestracji jeszcze kilkakrotnie zmienię zdanie i wybiorę inne seminarium, ale przynajmniej moje studia po raz pierwszy zmuszają mnie do podejmowania ważnych, wiążących decyzji.&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/10927227-1774259679536704371?l=myriads-of-me.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/09/dylemat.html</link><author>noreply@blogger.com (Tellur)</author><thr:total xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'>3</thr:total></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-10927227.post-7662689243432751159</guid><pubDate>Tue, 08 Sep 2009 15:35:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-09-12T17:45:06.529+02:00</atom:updated><category domain='http://www.blogger.com/atom/ns#'>Wakacje 2009</category><title>Grill... (Część II)</title><description>&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;G&lt;/span&gt;dy już wszyscy się porząnie najedli, impreza przeniosła się na piętro do mojego pokoju, a później najbardziej wytrwali oglądali jeszcze horror klasy B w salonie. Korzystam z okazji, aby zademonstrować swój pokój o bardzo spartańskim wystroju. Zbuntowałem się i jako jedyna osoba z rodziny nie wykończyłem pokoju na beżowo, lecz na żółto i brązowo.&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;table width="100%" border="0"&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SqvAq_YGFZI/AAAAAAAAAm8/SZYdiPYr--c/s1600-h/2009.09.10-1.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand; width: 90%;" src="http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SqvAq_YGFZI/AAAAAAAAAm8/SZYdiPYr--c/s400/2009.09.10-1.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5380606024623723922" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;td&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SqvArGRnlrI/AAAAAAAAAnE/noDEgjr88l4/s1600-h/2009.09.10-2.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand; width: 90%;" src="http://1.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SqvArGRnlrI/AAAAAAAAAnE/noDEgjr88l4/s400/2009.09.10-2.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5380606026475607730" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SqvBxY2x4cI/AAAAAAAAAnM/J_ElyUqXEmI/s1600-h/2009.09.10-3.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand; width: 90%;" src="http://4.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SqvBxY2x4cI/AAAAAAAAAnM/J_ElyUqXEmI/s400/2009.09.10-3.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5380607234054152642" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;td&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SqvBxjmOn7I/AAAAAAAAAnU/pReW-J3oC_U/s1600-h/2009.09.10-4.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand; width: 90%;" src="http://2.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SqvBxjmOn7I/AAAAAAAAAnU/pReW-J3oC_U/s400/2009.09.10-4.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5380607236937523122" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/table&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/10927227-7662689243432751159?l=myriads-of-me.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/09/grill-czesc-ii.html</link><author>noreply@blogger.com (Tellur)</author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SqvAq_YGFZI/AAAAAAAAAm8/SZYdiPYr--c/s72-c/2009.09.10-1.JPG' height='72' width='72'/><thr:total xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-10927227.post-4791456063037483367</guid><pubDate>Sun, 06 Sep 2009 14:25:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-09-12T16:43:28.463+02:00</atom:updated><category domain='http://www.blogger.com/atom/ns#'>Wakacje 2009</category><title>Grill... (Część I)</title><description>&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;P&lt;/span&gt;od sam koniec wakacji udało nam się zorganizować w Ożarowie pierwszy, o ile mnie pamięć nie myli, Grill Wyrafinowanych Estetów, ściśle tajnego stowarzyszenia wzajemnej adoracji i antypatii, zależnie od nastroju. Mimo złej pogody impreza udała się dzięki walecznemu grillmajsterowi, który dzielnie przygotowywał kolejne partie mięsa.&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;table width="100%" border="0"&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SquwWRSISNI/AAAAAAAAAmM/wM1ejmRkfJQ/s1600-h/2009.09.06-1.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand; width: 90%;" src="http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SquwWRSISNI/AAAAAAAAAmM/wM1ejmRkfJQ/s400/2009.09.06-1.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5380588076467243218" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;td&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SquwWhwno1I/AAAAAAAAAmU/rjyL6IyyvHg/s1600-h/2009.09.06-2.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand; width: 90%;" src="http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SquwWhwno1I/AAAAAAAAAmU/rjyL6IyyvHg/s400/2009.09.06-2.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5380588080890094418" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;&lt;p align = "center"&gt;&lt;small&gt;GRILLMAJSTER "ZAGUBIONY" W TLE PILNIE PRZYGOTOWUJE MIĘSO...&lt;/small&gt;&lt;/p&gt;&lt;/td&gt;&lt;td&gt;&lt;p align = "center"&gt;&lt;small&gt;...A HORDA MIĘSOŻERCÓW JUŻ CZYHA.&lt;/small&gt;&lt;/p&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SquyA8qEvCI/AAAAAAAAAmc/TadSn1otO9g/s1600-h/2009.09.06-3.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand; width: 90%;" src="http://1.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SquyA8qEvCI/AAAAAAAAAmc/TadSn1otO9g/s400/2009.09.06-3.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5380589909176532002" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;td&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SquyBPYFSYI/AAAAAAAAAmk/8kakf-xmPIA/s1600-h/2009.09.06-4.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand; width: 90%;" src="http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SquyBPYFSYI/AAAAAAAAAmk/8kakf-xmPIA/s400/2009.09.06-4.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5380589914201344386" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;&lt;p align = "center"&gt;&lt;small&gt;MARTYNA ŁAMIE DECORUM, PODAJĄC PĄCZKI NA SAŁACIE...&lt;/small&gt;&lt;/p&gt;&lt;/td&gt;&lt;td&gt;&lt;p align = "center"&gt;&lt;small&gt;...A IWA I OLEK TEŻ Z PEWNOŚCIĄ ŁAMIĄ JAKIEŚ ZASADY.&lt;/small&gt;&lt;/p&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SquyzAS9roI/AAAAAAAAAms/_8J9pftQqsQ/s1600-h/2009.09.06-5.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand; width: 90%;" src="http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SquyzAS9roI/AAAAAAAAAms/_8J9pftQqsQ/s400/2009.09.06-5.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5380590769146801794" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;td&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/Squyzu4o_uI/AAAAAAAAAm0/daAcAKpBOoI/s1600-h/2009.09.06-6.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand; width: 90%;" src="http://4.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/Squyzu4o_uI/AAAAAAAAAm0/daAcAKpBOoI/s400/2009.09.06-6.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5380590781652860642" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;&lt;p align = "center"&gt;&lt;small&gt;GRILLMAJSTER UDAŁ SIĘ NA ZASŁUŻONY ODPOCZYNEK...&lt;/small&gt;&lt;/p&gt;&lt;/td&gt;&lt;td&gt;&lt;p align = "center"&gt;&lt;small&gt;...A IWA DOPIERO SIĘ ROZKRĘCA!&lt;/small&gt;&lt;/p&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/table&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;i&gt;Ciąg dalszy nastąpi...&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/10927227-4791456063037483367?l=myriads-of-me.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/09/grill-czesc-i.html</link><author>noreply@blogger.com (Tellur)</author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SquwWRSISNI/AAAAAAAAAmM/wM1ejmRkfJQ/s72-c/2009.09.06-1.JPG' height='72' width='72'/><thr:total xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'>3</thr:total></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-10927227.post-4083508545447678463</guid><pubDate>Wed, 08 Jul 2009 16:25:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-12-20T20:28:32.362+01:00</atom:updated><category domain='http://www.blogger.com/atom/ns#'>Muzyka</category><title>Wyzwanie... (Część VI)</title><description>&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;"S&lt;/span&gt;tar Trek IV: The Voyage Home" z 1986 roku to czarna owca wśród filmów z uniwersum "Star Treka". Stanowi poniekąd ostatnią część nieformalnej trylogii składającej się z filmów od drugiego do czwartego, ale jednocześnie odstaje od wszystkich pozostałych filmów swoją fabułą i atmosferą. Ten "Star Trek" nie dzieje się bynajmniej w przyszłości, lecz w teraźniejszości – teraźniejszości, rzecz jasna, z punktu widzenia 1986 roku, czyli dla nas już w odległej przeszłości, o której wiele osób chętnie by zapewne zapomniało. Jest bowiem w latach '80 wiele rzeczy, które odrzucają i zniechęcają. Fryzury, ubrania i muzyka z tamtych lat sprawiają, że współcześni chętnie wykreśliliby całą tę dekadę z historii, a już ja z pewnością żywię wobec niej daleko idącą awersję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"The Voyage Home" opowiada o potyczce Ziemian z obcą rasą kosmicznych wielorybów, które niszczą Ziemię, gdy nie otrzymują odpowiedzi na swój sygnał. Jedynym ratunkiem dla ludzkości jest podróż w czasie dzielnej załogi "Enterprise", która musi powstrzymać wyginięcie ziemskich wielorybów w latach '80, by te były w stanie odpowiedzieć w przyszłości na sygnał swoich kosmicznych braci. Brzmi durnie? Jest niestety jeszcze gorzej...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/Sy553euLQGI/AAAAAAAAAts/kT_tJXnMzUE/s1600-h/2009-07-08-1.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 50%;" src="http://1.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/Sy553euLQGI/AAAAAAAAAts/kT_tJXnMzUE/s320/2009-07-08-1.jpg" border="0" alt="Star Trek"id="BLOGGER_PHOTO_ID_5417401395819790434" /&gt;&lt;/a&gt;Fabuła filmu opiera się na raczej mało wytrawnych gagach wynikających z różnic kulturowych pomiędzy Amerykanami z lat '80 a załogą "Enterprise" z XXIII wieku. Bazuje na dysonansie poznawczym pomiędzy utopijną cywilizacją z przyszłości a stanem faktycznym z teraźniejszości. Można ten film oglądać jak komedię i wówczas nawet się sprawdza. Posiada również wcale dobre dialogi. Nie jest jednak dobrze pod tym względem, który dla mnie jest najważniejszy – jego ścieżka dźwiękowa polega powiem na każdej płaszczyźnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"The Voyage Home" to pierwszy film, do którego nie napisał muzyki Jerry Goldsmith ani James Horner. O ile o tym drugim kompozytorze mam już gorsze zdanie, to jednak nie ulega wątpliwości, że obaj są przyzwoici warsztatowo. Natomiast kompozytor do tej części, Leonard Rosenman, zupełnie nie wstrzelił się w atmosferę serii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez większość filmu ścieżka dźwiękowa przywodzi na myśl... muzykę cyrkową. Poważnie. Rozpisane na orkiestrę kompozycje przypominają beztroską muzykę z cyrku lub karnawałowe piosenki przygotowane z myślą o orkiestrze marszowej. Rozumiem, że akurat ten "Star Trek" usiłuje być bardziej komedią, niż filmem &lt;i&gt;science fiction&lt;/i&gt;, ale jednak są jakieś granice...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A już zupełną klęskę Leonard Rosenman ponosi wówczas, gdy usiłuje wpleść w ścieżkę dźwiękową muzykę z epoki, czyli najgorszego sortu &lt;i&gt;smooth jazz&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;fusion jazz&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;easy listening&lt;/i&gt; z lat osiemdziesiątych. Jego muzyka brzmi momentami niczym ze słabego filmu erotycznego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast wcale dobrze broni się sama muzyka tytułowa – jest odpowiednio epicka i radosna, ale na szczęście nie równie cyrkowa, co pozostała ścieżka dźwiękowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponieważ warto jednak zakończyć notkę optymistyczną myślą, to można przynajmniej odetchnąć z ulgą, że pod względem muzyki w "Star Treku" już nigdy nie będzie gorzej...&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;i&gt;Ciąg dalszy nastąpi...&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/10927227-4083508545447678463?l=myriads-of-me.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/07/wyzwanie-czesc-vi.html</link><author>noreply@blogger.com (Tellur)</author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/Sy553euLQGI/AAAAAAAAAts/kT_tJXnMzUE/s72-c/2009-07-08-1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-10927227.post-1610428079580306676</guid><pubDate>Mon, 06 Jul 2009 20:00:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-12-17T22:48:40.655+01:00</atom:updated><category domain='http://www.blogger.com/atom/ns#'>Muzyka</category><title>Wyzwanie... (Część V)</title><description>&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;Z&lt;/span&gt;upełnie odmienne ścieżki dźwiękowe do pierwszych dwóch filmów z serii "Star Trek" nie różnią się od siebie pod niemal każdym względem wyłącznie w wyniku zaangażowania dwóch różnych kompozytorów, gdyż w wypadku serii o tak długiej tradycji na kształt muzyki w znacznie większym stopniu wpływa estetyka dźwiękowa samej serii niż styl konkretnego kompozytora, który musi się do owej tradycji w mniejszym lub większym stopniu ustosunkować. Wydaje mi się, że te ogromne różnice wynikają raczej z zupełnie odmiennego charakteru samych filmów. "The Motion Picture" z 1979 roku to klasyczne i mądre, ale rzeczywiście momentami nieco nużące &lt;i&gt;science fiction&lt;/i&gt;, które poniosło spektakularną klęskę zarówno wśród zagorzałych fanów, jak i zwykłych kinomanów. "The Wrath Of Khan" z 1982 roku to z kolei fabuła, która została doszczętnie przemielona i zniszczona przez bezduszną machinę Hollywood. Zamiast ciekawej i mądrej opowieści &lt;i&gt;science fiction&lt;/i&gt; Hollywood zaserwowało nam zawadiacką walkę morską pomiędzy dwoma kapitanami statków, które tylko przypadkiem są statkami kosmicznymi walczącymi nie na morzu, a wśród gwiazd. Ów morski i zawadiacki charakter filmu siłą rzeczy odzwierciedla również skomponowana doń muzyka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;James Horner nie napisał zatem muzyki do filmu &lt;i&gt;science fiction&lt;/i&gt;, lecz do prostolinijnej opowieści o walkach na pełnym morzu. Tak samo ową muzykę odbiera słuchacz, zarówno oglądając film, jak również przesłuchując sam soundtrack, a bez obrazu niestosowny charakter muzyki staje się jeszcze bardziej oczywisty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warsztatowo, rzecz jasna, nie można tej muzyce nic zarzucić. Jest to kawał dobrej, chociaż miejscami mocno powtarzalnej roboty. "Main Titles" Hornera to nowa kompozycja, która rozpoczyna się fanfarami z pierwszego serialu z lat '60 na tle trzymającej w napięciu elektroniki, ale już po chwili debiutują charakterystyczne dla Hornera, nerwowe i rachityczne ostinata na sekcję smyczkową i dętą. Ze spiralnych, powtarzalnych motywów wyłania się powoli główny temat, z którego Horner korzysta aż do znudzenia przez następne półtorej godziny filmu. Całe szczęście, w przeciwieństwie do głównego motywu filmu "Star Trek XI", &lt;i&gt;leitmotif&lt;/i&gt; Hornera doczekał się przynajmniej dopełniającej go melodii B.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SyqnEIWv2NI/AAAAAAAAAtk/uRQDJaGr0B8/s1600-h/2009-07-06-1.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 50%;" src="http://4.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SyqnEIWv2NI/AAAAAAAAAtk/uRQDJaGr0B8/s320/2009-07-06-1.jpg" border="0" alt="Star Trek"id="BLOGGER_PHOTO_ID_5416325191270652114" /&gt;&lt;/a&gt;Drugą znamienną kompozycją do "The Wrath Of Khan" jest bardzo subtelne wykonanie "Spock's Theme" – motywu, który zostanie rozwinięty dopiero w przyszłości na potrzebę kolejnego filmu – "Star Trek III: The Search For Spock". Obecnie został jedynie lekko zasugerowany metalicznymi barwami syntezatora i fletem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z kolei "Khan's Theme" to bardzo nerwowa, bezpośrednia i barbarzyńska kompozycja, która doskonale oddaje ducha i prostotę głównego adwersarza Kirka. Rozpoczyna się nerwowym, narastającym rytmem na sekcję perkusyjną, który zostaje następnie zagłuszony przez chromatyczną sekcję dętą. Muzyka towarzysząca Khanowi oddaje jego charakter w samym filmie, natomiast nie zachwyca kompozycyjnie na samym soundtracku. Wydaje mi się natomiast, że filmowi adwersarze w "Star Treku" są po prostu bardzo jednowymiarowi i niestety kompozytor nie ma wielkiego pola do popisu, gdyż to samo można powiedzieć o muzycznej prezentacji równie tekturowego Nero z filmu "Star Trek XI". Temat Khana posłużył Hornerowi za kontrapunkt tematu samego Enteprise – oba &lt;i&gt;leitmotifs&lt;/i&gt; wielokrotnie przeplatają się, gdy kamera przeskakuje od załogi jednego statku kosmicznego do drugiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozostała część ścieżki dźwiękowej do "The Wrath Of Khan" to w zasadzie wariacje na powyższe tematy oraz bardzo rzemieślnicza muzyka uzupełniająca. Niestety to samo stwierdzenie dotyczy kolejnego filmu Hornera – "Star Trek III: The Search For Spock"&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;D&lt;/span&gt;ruga część nieformalnej trylogii, "The Search For Spock", doczekała się jedynie rozwinięcia "Spock's Theme", a w pozostałej części kopiuje w zasadzie muzykę z "The Wrath Of Khan", ale już bez głównego motywu żeglarskiego. Podstawowa melodia "Spock's Theme", która tym razem wychodzi na pierwszy plan, pozostała w zasadzie niezmieniona, ale została rozpisana na całą orkiestrę z dodaniem uzupełniającej ornamentacji. Horner wielokrotnie zacytował również nuta w nutę temat "B" głównego motywu z poprzedniego filmu, jak również kilkakrotnie wplótł w ścieżkę dźwiękową charakterystyczne fanfary z serialu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muzyka do "The Search For Spock" jest znacznie bardziej subtelna niż poprzednia ścieżka dźwiękowa do "The Wrath Of Khan", ale tym samym nie zapada na długo w pamięci. Przyczynia się do tego również tendencja Hornera do cytowania samego siebie i przywoływania już istniejącego materiału co pięć minut filmu. Nie ma co liczyć na rozwój motywów, ich wariacje oraz ciekawe dopełnienia. Inna sprawa, że motywy opracowane na potrzeby "Star Treka" pojawiają się również w kolejnych filmach z muzyką Hornera, przez co skutecznie przestają pretendować do oryginalności. Niemniej rozumiem, że jeżeli ktoś lubi bezmyślną akcję i adrenalinę, serwowane przez Hollywood w obowiązkowo ugładzonej wersji, to prawdopodobnie polubi również oba filmy i ścieżki dźwiękowe Hornera. Tym bardziej, że jego muzyka, o ile nie przywodzi na myśl &lt;i&gt;science fiction&lt;/i&gt;, to jednak warsztatowo jest bardzo przyzwoita, a muzyka do kolejnych filmów i seriali z serii "Star Trek" będzie się z czasem robić coraz to gorsza.&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;i&gt;Ciąg dalszy nastąpi...&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/10927227-1610428079580306676?l=myriads-of-me.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/07/wyzwanie-czesc-v.html</link><author>noreply@blogger.com (Tellur)</author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/SyqnEIWv2NI/AAAAAAAAAtk/uRQDJaGr0B8/s72-c/2009-07-06-1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-10927227.post-7545814550744217663</guid><pubDate>Sat, 04 Jul 2009 21:00:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-09-13T23:31:00.945+02:00</atom:updated><category domain='http://www.blogger.com/atom/ns#'>Twórczość: Muzyka</category><title>Koncept... (Część V)</title><description>&lt;div class = "vanishmenu"&gt;&lt;a href="javascript:vanish('vanishbox-04-07-2009')"&gt;POKAŻ/UKRYJ SPIS TREŚCI&lt;/a&gt; | &lt;a href="javascript:vanish('vanishnote-04-07-2009')"&gt;POKAŻ/UKRYJ TREŚĆ NOTKI&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="solid" id = "vanishnote-04-07-2009"&gt;&lt;div class="solid" id = "vanishbox-04-07-2009"&gt;&lt;div class = "contentbox"&gt;SPIS TREŚCI&lt;br /&gt;Cykl: &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/search/label/Twórczość%3A%20Muzyka" alt = "Twórczość: Muzyka"&gt;Twórczość: Muzyka&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2008/12/apsalar.html" alt = "Apsalar..."&gt;Apsalar...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;2. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2008/12/orkiestra.html" alt = "Orkiestra"&gt;Orkiestra...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;3. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2008/12/wanderlust.html" alt = "Wanderlust..."&gt;Wanderlust...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;4. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/01/hinterland.html" alt = "The Hinterland..."&gt;The Hinterland...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;5. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/01/cataract.html" alt = "The Cataract..."&gt;The Cataract...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;6. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/01/orchard.html" alt = "The Orchard..."&gt;The Orchard...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;7. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/01/orchard-reprise.html" alt = "The Orchard... (Reprise)"&gt;The Orchard... (R)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;8. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/01/cataract-reprise.html" alt = "The Cataract... (Reprise)"&gt;The Cataract... (R)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;9. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/02/twilight-czesc-i.html" alt = "The Twilight... (Część I)"&gt;The Twilight... (I)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;10. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/02/twilight-czesc-ii.html" alt = "The Twilight... (Część II)"&gt;The Twilight... (II)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;11. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/05/wizytowka.html" alt = "Wizytówka..."&gt;Wizytówka...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;12. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/05/koncept-czesc-i.html" alt = "Koncept... (Część I)"&gt;Koncept... (I)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;13. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/05/koncept-czesc-ii.html" alt = "Koncept... (Część II)"&gt;Koncept... (II)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;14. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/05/koncept-czesc-iii.html" alt = "Koncept... (Część III)"&gt;Koncept... (III)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;15. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/05/koncept-czesc-iv.html" alt = "Koncept... (Część IV)"&gt;Koncept... (IV)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;16. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/07/koncept-czesc-v.html" alt = "Koncept... (Część V)"&gt;Koncept... (V)&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;P&lt;/span&gt;odwaliny pod mój najbardziej epicki utwór – "The Encampment" – powstały niespodziewanie w mojej głowie, gdy woziłem w ogrodzie taczki z ziemią. Wiem, mało to epickie. Nie mam jednak wpływu na to, w jakich okolicznościach rodzą się moje kompozycje, więc nie będę wybrzydzał. W końcu lepiej w ogrodzie przy taczkach, niż pod prysznicem. A już najgorsze są te pomysły tuż przed zaśnięciem – budzę się rano i nic nie pamętam, a mógłbym przysiąc, że ubiegłego dnia skomponowałem zalążki arcydzieła. Zatem i tym razem, gdy już namachałem się łopatą i uznałem, że moja sterta ziemi jest na ten dzień wystarczająco pokaźna, to na wszelki wypadek czym prędzej zasiadłem do mojego programu muzycznego i zapisałem weń wstępną melodię utworu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/Sq1iQjS-7BI/AAAAAAAAAnc/rr2G2B__748/s1600-h/2009-07-04-1.gif"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/Sq1iQjS-7BI/AAAAAAAAAnc/rr2G2B__748/s400/2009-07-04-1.gif" border="0" alt="Hinterland"id="BLOGGER_PHOTO_ID_5381065166269901842" /&gt;&lt;/a&gt;Gdy już zapisałem z pamięci całą melodię, która zrodziła się tam spontanicznie, to postanowiłem zastanowić się nad nią, by już bardziej świadomie nadać jej celowość i kształt. Uznałem, że chcę napisać utwór o obozie wojskowym, w którym panuje niepokój przed bitwą. Musiałem zatem zadbać o to, aby utwór jednocześnie powodował napięcie, przejawiał militarny charakter oraz brzmiał odpowiednio epicko, jak na przygotowania przed bitwą przystaje. Od razu zatroszczyłem się o militarne brzmienie – regularny, nieustępliwy werbel w tle załatwił sprawę. Wszak kino i telewizja wpoiły wszystkim niczym psu Pawłowa, że werbel oznacza wojsko. Napięcie natomiast osiągnąłem za pomocą urywających się pośpiesznie rogów francuskich oraz szybkich ostinatów na skrzypce. O epickość zaś nie musiałem się szczególnie troszczyć – mam to szczęście, że przychodzi mi z łatwością, a w zasadzie nie sposób się od niej oddalić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym momencie zapraszam do wysłuchania mojego utworu w odtwarzaczu po lewej stronie bloga.&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;U&lt;/span&gt;twór "The Encampment" uważam za moją najlepszą kompozycję pod względem formalnej budowy wertykalnej i horyzontalnej. Rozwijam w nim kilka niezależnych pomysłów, które przeplatam ze sobą niczym muzyczne klocki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Utwór zaczyna się od dialogu rogu francuskiego ze skrzypcami, a gdy dialog wybrzmiewa, to około czterdziestej sekundy utworu pojawia się temat A–1. Wybrzmiewa dwukrotnie i o czasie 1:20 wprowadzam w tle temat A–2, natomiast na front wysuwa się temat B. W drugiej minucie wprowadzam krótki most, a od 2:20 ponownie brzmi temat B, lecz tym razem niżej, a w tle kontrapunktuje mu temat A–1.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z utworu jestem szczególnie dumny od trzeciej minuty, gdy porzucam oba tematy A oraz B i "The Encampment" zaczyna rozwijać się w nieprzewidzianym początkowo kierunku. W czwartej minucie wchodzi znacznie wyżej o dobre pół oktawy. Róg francuski wykonuje temat C oraz D, natomiast w tle bawię się harmoniami sekcji smyczkowej, może nawet nieco trochę przesadzając. Pod sam koniec utworu, po krótkim moście, ponownie rozbrzmiewa temat A o czasie 5:25.&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;P&lt;/span&gt;odejrzewam, że powyższe wyjaśnienia nikogo szczególnie nie interesują, ale mam przynajmniej nadzieję, że i bez wyjaśnień "The Encampment" chociaż trochę Wam się spodoba.&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;i&gt;Ciąg dalszy nastąpi...&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/10927227-7545814550744217663?l=myriads-of-me.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/07/koncept-czesc-v.html</link><author>noreply@blogger.com (Tellur)</author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_h3TuTyYOK4Y/Sq1iQjS-7BI/AAAAAAAAAnc/rr2G2B__748/s72-c/2009-07-04-1.gif' height='72' width='72'/><thr:total xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-10927227.post-5850820200433526332</guid><pubDate>Thu, 02 Jul 2009 18:10:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-09-12T21:07:32.096+02:00</atom:updated><category domain='http://www.blogger.com/atom/ns#'>Studia: Rok IV</category><title>Podsumowanie...</title><description>&lt;div class = "vanishmenu"&gt;&lt;a href="javascript:vanish('vanishbox-02-07-2009')"&gt;POKAŻ/UKRYJ SPIS TREŚCI&lt;/a&gt; | &lt;a href="javascript:vanish('vanishnote-02-07-2009')"&gt;POKAŻ/UKRYJ TREŚĆ NOTKI&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="solid" id = "vanishnote-02-07-2009"&gt;&lt;div class="solid" id = "vanishbox-02-07-2009"&gt;&lt;div class = "contentbox"&gt;SPIS TREŚCI&lt;br /&gt;Cykl: &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/search/label/Studia%3A%20Rok%20IV" alt = "Studia: Rok IV"&gt;Studia: Rok IV&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2008/09/rejestracja.html" alt = "Rejestracja..."&gt;Rejestracja...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;2. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2008/10/suplement.html" alt = "Suplement..."&gt;Suplement...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;3. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2008/10/harmonogram-cz-i.html" alt = "Harmonogram... (Część I)"&gt;Harmonogram... (I)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;4. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2008/10/harmonogram-cz-ii.html" alt = "Harmonogram... (Część II)"&gt;Harmonogram... (II)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;5. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/01/ozinski-czesc-i.html" alt = "Łoziński... (Część I)"&gt;Łoziński... (I)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;6. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/01/ozinski-czesc-ii.html" alt = "Łoziński... (Część II)"&gt;Łoziński... (II)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;7. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/01/ozinski-czesc-iii.html" alt = "Łoziński... (Część III)"&gt;Łoziński... (III)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;8. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/01/ozinski-czesc-iv.html" alt = "Łoziński... (Część IV)"&gt;Łoziński... (IV)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;9. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/01/cyberpunk.html" alt = "Cyberpunk..."&gt;Cyberpunk...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;10. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/02/gotyk-czesc-i.html" alt = "Gotyk... (Część I)"&gt;Gotyk... (I)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;11. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/02/gotyk-czesc-ii.html" alt = "Gotyk... (Część II)"&gt;Gotyk... (II)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;12. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/02/gotyk-czesc-iii.html" alt = "Gotyk... (Część III)"&gt;Gotyk... (III)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;13. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/02/gotyk-czesc-iv.html" alt = "Gotyk... (Część IV)"&gt;Gotyk... (IV)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;14. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/02/gotyk-czesc-v.html" alt = "Gotyk... (Część V)"&gt;Gotyk... (V)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;15. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/03/stigmata-czesc-i.html" alt = "Stigmata... (Część I)"&gt;Stigmata... (I)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;16. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/03/stigmata-czesc-ii.html" alt = "Stigmata... (Część II)"&gt;Stigmata... (II)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;17. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/03/stigmata-czesc-iii.html" alt = "Stigmata... (Część III)"&gt;Stigmata... (III)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;18. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/03/stigmata-czesc-iv.html" alt = "Stigmata... (Część IV)"&gt;Stigmata... (IV)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;19. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/06/kataryniarz-czesc-i.html" alt = "Kataryniarz... (Część I)"&gt;Kataryniarz... (I)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;20. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/06/kataryniarz-czesc-ii.html" alt = "Kataryniarz... (Część II)"&gt;Kataryniarz... (II)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;21. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/06/kataryniarz-czesc-iii.html" alt = "Kataryniarz... (Część III)"&gt;Kataryniarz... (III)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;22. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/06/kataryniarz-czesc-iv.html" alt = "Kataryniarz... (Część IV)"&gt;Kataryniarz... (IV)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;23. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/06/kataryniarz-czesc-v.html" alt = "Kataryniarz... (Część V)"&gt;Kataryniarz... (V)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;24. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/06/kataryniarz-czesc-vi.html" alt = "Kataryniarz... (Część VI)"&gt;Kataryniarz... (VI)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;25. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/07/podsumowanie.html" alt = "Podsumowanie..."&gt;Podsumowanie...&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;T&lt;/span&gt;ak sobie patrzę na moje oceny w indeksie pod sam koniec semestru – 5, 5, 5, 5, 5, 4+ – i stwierdzam – wcale dobrze mi poszło... Wprawdzie pozwoliłem sobie na dwie trójki w ubiegłym semestrze, ale dzięki obecnym ocenom mam nawet realną szansę na stypendium naukowe. Będzie mnie stać na książki, ksero, kawę, kobiety i komiksy. Zaliczanie kolelnych zajęć przychodzi mi z łatwością, a jednocześnie nauczyłem się cieszyć uczęszczaniem na Anglistykę. Najwyższa pora – w końcu zacznę już niebawem przedostatni rok studiów. Podobają mi się zajęcia, które owocują przemyślanymi esejami, z którymi możecie zapoznać się na moim blogu. Cieszą mnie omawiane na zajęciach powieści oraz rozmaite nurty krytyki literackiej. A jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że przecież nie to jest w studiowaniu najważniejsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeci rok Anglistyki różnił się od poprzednich nie kursami i ilością nauki, a moim podejściem do ludzi. Wcześniej utrzymywałem bliższy kontakt z dosyć ograniczoną liczbą znajomych, a w tym roku postarałem się otworzyć na szersze towarzystwo i poznać nieco większą ilość osób. Okazuje się, że na Anglistyce studiuje wiele ciekawych i wartościowych osób, jeżeli tylko otworzyć się trochę na bliższy kontakt. Miałem okazję poznać wielu studentów ze starszych lat, ponieważ zapisuję się na ambitne kursy, na których jest mało osób z mojego roku, ale dołożyłem również wszelkich starań, aby utrzymywać kontakt i z moim rokiem. Wiele osób z mojego roku poznałem już wcześniej, ale teraz mogłem nadać tym znajomościom nieco głębi i znaczenia, z czego się bardzo cieszę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mała ilość zajęć na uczelni pozwoliła mi w tym roku zająć się moją nową pasją – komponowaniem muzyki – ale jednocześnie mam świadomość, że większość tego czasu zmarnowałem. Cieszę się jednak, że miałem okazję spróbować swoich sił w profesjonalnym tłumaczeniu powieści i mogłem poświęcić więcej czasu na spotkania towarzyskie. W wolnych chwilach sporo również pracowałem na działce. Jak co roku obiecuję sobie, że bardziej się przyłożę i lepiej zagospodaruję swój wolny czas, ale czy tak będzie w istocie, to się dopiero okaże. Przede mną długie i mało spektakularne wakacje – takie lubię najbardziej.&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/10927227-5850820200433526332?l=myriads-of-me.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/07/podsumowanie.html</link><author>noreply@blogger.com (Tellur)</author><thr:total xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-10927227.post-6325051802114189676</guid><pubDate>Mon, 22 Jun 2009 18:30:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-09-12T21:12:14.187+02:00</atom:updated><category domain='http://www.blogger.com/atom/ns#'>Studia: Rok IV</category><title>Kataryniarz... (Część VI)</title><description>&lt;div class = "vanishmenu"&gt;&lt;a href="javascript:vanish('vanishbox-22-06-2009')"&gt;POKAŻ/UKRYJ SPIS TREŚCI&lt;/a&gt; | &lt;a href="javascript:vanish('vanishnote-22-06-2009')"&gt;POKAŻ/UKRYJ TREŚĆ NOTKI&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="solid" id = "vanishnote-22-06-2009"&gt;&lt;div class="solid" id = "vanishbox-22-06-2009"&gt;&lt;div class = "contentbox"&gt;SPIS TREŚCI&lt;br /&gt;Cykl: &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/search/label/Studia%3A%20Rok%20IV" alt = "Studia: Rok IV"&gt;Studia: Rok IV&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2008/09/rejestracja.html" alt = "Rejestracja..."&gt;Rejestracja...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;2. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2008/10/suplement.html" alt = "Suplement..."&gt;Suplement...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;3. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2008/10/harmonogram-cz-i.html" alt = "Harmonogram... (Część I)"&gt;Harmonogram... (I)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;4. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2008/10/harmonogram-cz-ii.html" alt = "Harmonogram... (Część II)"&gt;Harmonogram... (II)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;5. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/01/ozinski-czesc-i.html" alt = "Łoziński... (Część I)"&gt;Łoziński... (I)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;6. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/01/ozinski-czesc-ii.html" alt = "Łoziński... (Część II)"&gt;Łoziński... (II)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;7. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/01/ozinski-czesc-iii.html" alt = "Łoziński... (Część III)"&gt;Łoziński... (III)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;8. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/01/ozinski-czesc-iv.html" alt = "Łoziński... (Część IV)"&gt;Łoziński... (IV)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;9. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/01/cyberpunk.html" alt = "Cyberpunk..."&gt;Cyberpunk...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;10. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/02/gotyk-czesc-i.html" alt = "Gotyk... (Część I)"&gt;Gotyk... (I)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;11. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/02/gotyk-czesc-ii.html" alt = "Gotyk... (Część II)"&gt;Gotyk... (II)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;12. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/02/gotyk-czesc-iii.html" alt = "Gotyk... (Część III)"&gt;Gotyk... (III)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;13. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/02/gotyk-czesc-iv.html" alt = "Gotyk... (Część IV)"&gt;Gotyk... (IV)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;14. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/02/gotyk-czesc-v.html" alt = "Gotyk... (Część V)"&gt;Gotyk... (V)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;15. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/03/stigmata-czesc-i.html" alt = "Stigmata... (Część I)"&gt;Stigmata... (I)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;16. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/03/stigmata-czesc-ii.html" alt = "Stigmata... (Część II)"&gt;Stigmata... (II)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;17. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/03/stigmata-czesc-iii.html" alt = "Stigmata... (Część III)"&gt;Stigmata... (III)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;18. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/03/stigmata-czesc-iv.html" alt = "Stigmata... (Część IV)"&gt;Stigmata... (IV)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;19. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/06/kataryniarz-czesc-i.html" alt = "Kataryniarz... (Część I)"&gt;Kataryniarz... (I)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;20. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/06/kataryniarz-czesc-ii.html" alt = "Kataryniarz... (Część II)"&gt;Kataryniarz... (II)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;21. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/06/kataryniarz-czesc-iii.html" alt = "Kataryniarz... (Część III)"&gt;Kataryniarz... (III)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;22. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/06/kataryniarz-czesc-iv.html" alt = "Kataryniarz... (Część IV)"&gt;Kataryniarz... (IV)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;23. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/06/kataryniarz-czesc-v.html" alt = "Kataryniarz... (Część V)"&gt;Kataryniarz... (V)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;24. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/06/kataryniarz-czesc-vi.html" alt = "Kataryniarz... (Część VI)"&gt;Kataryniarz... (VI)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;25. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/07/podsumowanie.html" alt = "Podsumowanie..."&gt;Podsumowanie...&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;b&gt;Polish &lt;i&gt;Neo–partitional Politpunk&lt;/i&gt; ― a Case Study of &lt;i&gt;The fucked–up fate of an Organ–grinder&lt;/i&gt; (pl. &lt;i&gt;Pieprzony los Kataryniarza&lt;/i&gt;) by Rafał A. Ziemkiewicz as an Exemplar of Domestic Cyberpunk&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;H&lt;/span&gt;aving demythologized the hacker persona, Ziemkiewicz pokes fun at its counterpart from traditional American cyberpunk:&lt;/p&gt;&lt;blockquote&gt;People want spies who break in at night, photograph some top–secret documents and conceal the photos in their teeth. In the meantime, they might engage in some steamy affair with a member of the opposing counter–intelligence. Who the hell gives a damn about some mathematical analysis on the pricing of red meat? &lt;small&gt;&lt;b&gt;(20)&lt;/b&gt;&lt;/small&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br&gt;&lt;p align = "justify"&gt;At the same time, however, Ziemkiewicz liberally borrows attributes from traditional cyberpunk aesthetics. Not unlike &lt;i&gt;Neuromancer&lt;/i&gt;'s &lt;i&gt;television tuned to a dead channel&lt;/i&gt;, the world of Ziemkiewicz's Warsaw is filled with the unintelligible white noise of omnipresent information:&lt;/p&gt;&lt;blockquote&gt;The only thing everyone needed was the soothing buzz [of information], constantly leaving people in the false impression that they know what's happening around them, that the world more or less conforms to their beliefs, meaning it does not spin out of control, and even if it did, there would be someone to inform them in advance. &lt;small&gt;&lt;b&gt;(21)&lt;/b&gt;&lt;/small&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br&gt;&lt;p align = "justify"&gt;In another instance of deromantization, the VR of the Net is not metaphorized as an architectural wonder, but rather as a crude system of robust shaft mines, tunnels and wells winding like Escher's impossible constructions.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;People themselves are metaphorized (and dehumanized) as forming parts of a larger clockwork machine. Their lives are compared to a dance of atoms&lt;/p&gt;&lt;blockquote&gt;clashing with each other and orbiting around each other, while at the same time spinning in clusters of two and three around their bosses, and, in even larger groups with those bosses at the core, orbiting around even more important bosses, who in turn traversed wide circles around Very Important individuals, on orbits so far away that at first glance they could be taken for straight lines. [...] Everyone was spinning. turn traversed wide circles around Very Important individuals, on orbits so far away that at first glance they could be taken for straight lines. [...] Everyone was spinning. &lt;small&gt;&lt;b&gt;(22)&lt;/b&gt;&lt;/small&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "center"&gt;&lt;b&gt;V. CONCLUSION&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;Rafał A. Ziemkiewicz is the essential Polish cyberpunk author who not only understood the underlying mechanisms of American frontier discourse in cyberpunk, but also avoided the mistake of replicating such discourse without much thought in Polish cyberpunk. His &lt;i&gt;The fucked–up fate of an Organ–grinder&lt;/i&gt; consciously offered valid criticism of American cyberpunk from a post–cyberpunk perspective, which focused on demetaphorizing the aesthetics and discourse of the sub–genre. Using the stripped–down attributes of cyberpunk poetics, Ziemkiewicz succeeded in reinventing the traditional Polish political fiction narrative and updating it for the '90s.&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "center"&gt;&lt;b&gt;WORKS CITED&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;small&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;Lekiewicz Z., &lt;i&gt;Filozofia Science Fiction&lt;/i&gt;, Warszawa 1985&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Mazurkiewicz A., &lt;i&gt;O polskiej literaturze fantastycznonaukowej lat 1990–2004&lt;/i&gt;, Łódź 2007.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Orliński W., &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,75475,1232755.html" target="_blank" alt="Orliński"&gt;Polskość jako nerwica natręctw&lt;/a&gt;.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Parowski M., "Kilkunastu Hamletów", &lt;i&gt;Czas Fantastyki&lt;/i&gt;, Szczecin 1990.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Ziemkiewicz R. A., "Inżynierski epos", "Ucieczka przed eskapizmem", "To oni mieli kłopoty ze mną,nie ja z nimi", &lt;i&gt;Frajerzy&lt;/i&gt;, Lublin 2003.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Ziemkiewicz R. A., &lt;i&gt;Pieprzony los Kataryniarza&lt;/i&gt;, Warszawa 2003.&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;/small&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;small&gt;&lt;b&gt;(20)&lt;/b&gt; Translated from &lt;i&gt;Pieprzony los Kataryniarza&lt;/i&gt;, p. 136:&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Ludzie chcą szpiegów, którzy włamują się nocą, odfotografują lajką tajne plany i potem szmuglują je w zębie. A jeszcze po drodze mają erotyczne przygody z kontrwywiadem strony przeciwnej. Kogo, u cholery, interesuje analiza matematyczna cen baraniny?&lt;/i&gt;&lt;/small&gt;&lt;br /&gt;&lt;small&gt;&lt;b&gt;(21)&lt;/b&gt; Translated from &lt;i&gt;Pieprzony los Kataryniarza&lt;/i&gt;, p. 28:&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Ludzie potrzebowali jedynie kojącego uszy szumu, ciągłego utwierdzania ich w fałszywym przekonaniu, że wiedzą, co się wokół nich dzieje, że świat jest mniej więcej taki, jak sądzą, nie wymyka się spod kontroli, a w razie, gdyby się wymyk, zostaną o tym w porę powiadomieni.&lt;/i&gt;&lt;/small&gt;&lt;br /&gt;&lt;small&gt;&lt;b&gt;(22)&lt;/b&gt; Translated from &lt;i&gt;Pieprzony los Kataryniarza&lt;/i&gt;, p. 47:&lt;br /&gt;&lt;i&gt;[...] odbijając się i wirując wokół siebie nawzajem, a jednocześnie dwójkami–trójkami wokół wspólnych szefów, i jeszcze całymi, skupionymi wokół tychże szefów grupami wokół szefów jeszcze ważniejszych, którzy pomykali na odległych orbitach osób Bardzo Ważnych; orbitach tak odległych, że w pierwszej chwili można by pomyśleć, iż poruszali się po liniach prostych. [...] Wszyscy wirowali.&lt;/i&gt;&lt;/small&gt;&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/10927227-6325051802114189676?l=myriads-of-me.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/06/kataryniarz-czesc-vi.html</link><author>noreply@blogger.com (Tellur)</author><thr:total xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-10927227.post-3086383125913457779</guid><pubDate>Sat, 20 Jun 2009 17:20:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-09-12T21:12:24.624+02:00</atom:updated><category domain='http://www.blogger.com/atom/ns#'>Studia: Rok IV</category><title>Kataryniarz... (Część V)</title><description>&lt;div class = "vanishmenu"&gt;&lt;a href="javascript:vanish('vanishbox-20-06-2009')"&gt;POKAŻ/UKRYJ SPIS TREŚCI&lt;/a&gt; | &lt;a href="javascript:vanish('vanishnote-20-06-2009')"&gt;POKAŻ/UKRYJ TREŚĆ NOTKI&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="solid" id = "vanishnote-20-06-2009"&gt;&lt;div class="solid" id = "vanishbox-20-06-2009"&gt;&lt;div class = "contentbox"&gt;SPIS TREŚCI&lt;br /&gt;Cykl: &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/search/label/Studia%3A%20Rok%20IV" alt = "Studia: Rok IV"&gt;Studia: Rok IV&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2008/09/rejestracja.html" alt = "Rejestracja..."&gt;Rejestracja...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;2. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2008/10/suplement.html" alt = "Suplement..."&gt;Suplement...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;3. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2008/10/harmonogram-cz-i.html" alt = "Harmonogram... (Część I)"&gt;Harmonogram... (I)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;4. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2008/10/harmonogram-cz-ii.html" alt = "Harmonogram... (Część II)"&gt;Harmonogram... (II)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;5. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/01/ozinski-czesc-i.html" alt = "Łoziński... (Część I)"&gt;Łoziński... (I)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;6. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/01/ozinski-czesc-ii.html" alt = "Łoziński... (Część II)"&gt;Łoziński... (II)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;7. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/01/ozinski-czesc-iii.html" alt = "Łoziński... (Część III)"&gt;Łoziński... (III)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;8. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/01/ozinski-czesc-iv.html" alt = "Łoziński... (Część IV)"&gt;Łoziński... (IV)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;9. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/01/cyberpunk.html" alt = "Cyberpunk..."&gt;Cyberpunk...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;10. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/02/gotyk-czesc-i.html" alt = "Gotyk... (Część I)"&gt;Gotyk... (I)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;11. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/02/gotyk-czesc-ii.html" alt = "Gotyk... (Część II)"&gt;Gotyk... (II)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;12. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/02/gotyk-czesc-iii.html" alt = "Gotyk... (Część III)"&gt;Gotyk... (III)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;13. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/02/gotyk-czesc-iv.html" alt = "Gotyk... (Część IV)"&gt;Gotyk... (IV)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;14. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/02/gotyk-czesc-v.html" alt = "Gotyk... (Część V)"&gt;Gotyk... (V)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;15. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/03/stigmata-czesc-i.html" alt = "Stigmata... (Część I)"&gt;Stigmata... (I)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;16. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/03/stigmata-czesc-ii.html" alt = "Stigmata... (Część II)"&gt;Stigmata... (II)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;17. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/03/stigmata-czesc-iii.html" alt = "Stigmata... (Część III)"&gt;Stigmata... (III)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;18. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/03/stigmata-czesc-iv.html" alt = "Stigmata... (Część IV)"&gt;Stigmata... (IV)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;19. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/06/kataryniarz-czesc-i.html" alt = "Kataryniarz... (Część I)"&gt;Kataryniarz... (I)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;20. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/06/kataryniarz-czesc-ii.html" alt = "Kataryniarz... (Część II)"&gt;Kataryniarz... (II)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;21. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/06/kataryniarz-czesc-iii.html" alt = "Kataryniarz... (Część III)"&gt;Kataryniarz... (III)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;22. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/06/kataryniarz-czesc-iv.html" alt = "Kataryniarz... (Część IV)"&gt;Kataryniarz... (IV)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;23. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/06/kataryniarz-czesc-v.html" alt = "Kataryniarz... (Część V)"&gt;Kataryniarz... (V)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;24. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/06/kataryniarz-czesc-vi.html" alt = "Kataryniarz... (Część VI)"&gt;Kataryniarz... (VI)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;25. &lt;a href = "http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/07/podsumowanie.html" alt = "Podsumowanie..."&gt;Podsumowanie...&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;b&gt;Polish &lt;i&gt;Neo–partitional Politpunk&lt;/i&gt; ― a Case Study of &lt;i&gt;The fucked–up fate of an Organ–grinder&lt;/i&gt; (pl. &lt;i&gt;Pieprzony los Kataryniarza&lt;/i&gt;) by Rafał A. Ziemkiewicz as an Exemplar of Domestic Cyberpunk&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "center"&gt;&lt;b&gt;IV. CASE STUDY ― &lt;i&gt;THE FUCKED–UP FATE OF AN ORGAN–GRINDER&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;span class="dropcaps"&gt;T&lt;/span&gt;&lt;i&gt;he fucked–up fate of an Organ–grinder&lt;/i&gt; by Rafał A. Ziemkiewicz, a conservative journalist, television anchor, science fiction and mainstream writer, is a spiritual successor to Polish political/social (science) fiction, while also belonging to Polish cyberpunk. A. Mazurkiewicz acknowledges the existence of this peculiar sub–genre:&lt;/p&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Politpunk&lt;/i&gt; is its own, marginal sub–genre, though it remains connected with "political fiction". The author of the term ― Rafał A. Ziemkiewicz ― lists the following features of &lt;i&gt;politpunk&lt;/i&gt;: "a Polish setting, references to latest history and a punk fashion of describing reality." [...] Thus understood, &lt;i&gt;politpunk&lt;/i&gt; would be first and foremost a description of a certain distinctly Polish sub–genre of science fiction, which I propose could be called &lt;i&gt;partitional science fiction&lt;/i&gt; (or ― as Wojciech Orliński would have it ― &lt;i&gt;neo–partitional science fiction&lt;/i&gt;). &lt;small&gt;&lt;b&gt;(15)&lt;/b&gt;&lt;/small&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br&gt;&lt;p align = "justify"&gt;The &lt;i&gt;neo–partitional&lt;/i&gt; (pl. &lt;i&gt;neo–rozbiorowa&lt;/i&gt;) adjective refers to Poland being partitioned off to neighboring countries by force or as a result of conspiracy. Such laid–out topography rejects American frontier discourse and, in consequence, the cowboy figure. This foreign partition/Poland dichotomy resembles the nature/civilization dichotomy of American discourse to a much greater extent than that of old America/Western frontier. The protagonist ― Robert ― is not a cowboy figure by any stretch of the imagination. Not unlike Zajdel's protagonist Sneer, Robert is more of a shepherd figure; forced to negotiate between partitions/Poland as if he were negotiating between oppression/freedom. The topography of the West is substituted for a topography of &lt;i&gt;the last bastion&lt;/i&gt; ― Robert is forced to apply his sophisticated knowledge to "hack" the political system in order to remain true to his political and moral creed. He hopes to achieve the minimum negotiable political and moral independence ― although his fate as an Organ–grinder is &lt;i&gt;fucked–up&lt;/i&gt; and he will be inevitably forced into conformity. In a more post–cyberpunk fashion, he uses his "hacking" skills not against the system, but for the system ― though against his preferred vision of Poland.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;In a somewhat Polish, cynical fashion, Ziemkiewicz attempts to demythologize cyberpunk and liberate it from distinctly American discourse. When asked if he considers himself part of the cyberpunk tradition, Ziemkiewicz replies:&lt;/p&gt;&lt;blockquote&gt;No. I couldn't care less about this pathetic punk, social filth, cyber–drunkards and others of that sort. I believe that the interesting activities within the society involve the elite, and not the drop–outs. I look with interest upon the aristocracy, and not the tramps, whose lives are as mundane as those of livestock. There is an obsessive cult of the drop–out within the older generation, visible [in science fiction] in the writings of Oramus, or, in the mainstream, in the writings of Stasiuk ― a mere no–good drunkard is automatically considered to be an &lt;i&gt;arbiter elegantiarum&lt;/i&gt;. I consider this to be an aberration, not unlike cyberpunk's fascination with underage gangs and the outcasts of the urban jungle. &lt;small&gt;&lt;b&gt;(16)&lt;/b&gt;&lt;/small&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br&gt;&lt;p align = "justify"&gt;Ziemkiewicz's positive approach towards the elites (meritocracies) of mainstream society is a reevaluation of cyberpunk discourse from a post–cyberpunk perspective. Though Gibson's &lt;i&gt;Neuromancer&lt;/i&gt; was published in Poland only two years earlier, Ziemkiewicz's novel, though aesthetically somewhat similar, is a clear counterpoint to &lt;i&gt;Neuromancer&lt;/i&gt;'s American discourse. The romanticized &lt;i&gt;cyberpunks&lt;/i&gt; of American discourse are reduced in Ziemkiewicz's novel to mere anarchists and trouble–mongers:&lt;/p&gt;&lt;blockquote&gt;― I've read about some affair involving hackers. ― The press often confuses them with cyberpunks. But they're an entirely different lot: snotty blokes who simply destroy data in a blind rage, distribute viruses, stomp the root sector of the Net, you know, try to deal as much damage without getting caught. A form of cyber–terrorism really. &lt;small&gt;&lt;b&gt;(17)&lt;/b&gt;&lt;/small&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br&gt;&lt;p align = "justify"&gt;Not only does Ziemkiewicz reevaluate the image of the cyberpunk, he also renders useless the image of the hacker itself. In the novel, true hackerdom is no longer possible. Robert is not a hacker, but an &lt;i&gt;Organ–grinder&lt;/i&gt; (pl. &lt;i&gt;Kataryniarz&lt;/i&gt;) ― his profession thus named because navigating the VR interface resembles operating the street organ. Such a comparison does not hold positive connotations:&lt;/p&gt;&lt;blockquote&gt;Period literature often represents the grinder as a gentleman of ill repute or as an unfortunate representative of the lower classes. Newspaper reporters would sometimes describe them cynically or jocularly as minor extortionists who were paid to keep silent, given the repetitious nature of the music. &lt;small&gt;&lt;b&gt;(18)&lt;/b&gt;&lt;/small&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br&gt;&lt;p align = "justify"&gt;Confined to their VR consoles for hours without end, the &lt;i&gt;Organ–grinders&lt;/i&gt; are a profession of passive information brokers. Because their consoles are state– or business–owned, &lt;i&gt;Organ–grinders&lt;/i&gt; are dependent on influential, sociopolitical third parties. This capitalist dependency is also a feature of American cyberpunk, although &lt;i&gt;Neuromancer&lt;/i&gt; leaves the possibility of operating as an independent contractor. In Ziemkiewicz's novel, the &lt;i&gt;fucked–up fate of Organ–grinders&lt;/i&gt; is their inevitable dependency on omnipresent, mafia–structured third parties. The &lt;i&gt;Organ–grinders&lt;/i&gt; are not left with much freedom, and therefore there is nothing romantic/Western in navigating the Net:&lt;/p&gt;&lt;blockquote&gt;The same convention obliged all users of the Net to use fixed and instantly retrievable ID codes. Anonymity in cyberspace was gone. And with it was gone the hackerdom of old movies, when one could hack the Pentagon network and nick some top–secret documents. Not any more. &lt;small&gt;&lt;b&gt;(19)&lt;/b&gt;&lt;/small&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;small&gt;&lt;b&gt;(15)&lt;/b&gt; Translated from: Mazurkiewicz... p. 99:&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Jako zjawisko osobne i marginalne, choć pozostające w związku z "political fiction", należy traktować nurt określany mianem "polit–punkowego". Autor tego określenia ― Rafał. A Ziemkiewicz ― jako wyznaczniki "politpunku" wyróżnia: "polskie realia, nawiązania do historii najnowszej i punkowy sposób przedstawiania rzeczywistości." [...] Tak rozumiany "politpunk" byłby ― przede wszystkim ― określeniem pewnego specyficznie polskiego nurtu "science fiction", który można byłoby (roboczo) nazwać "fantastyką rozbiorową" (bądź ― za Wojciechem Orlińskim ― "neorozbiorową").&lt;/i&gt;&lt;/small&gt;&lt;br /&gt;&lt;small&gt;&lt;b&gt;(16)&lt;/b&gt; Translated from &lt;a href="http://ziemkiewicz.fantastyka.art.pl/wywiad2.htm" target="_blank" alt="Rafał Ziemkiewicz"&gt;an interview with R. A. Ziemkiewicz&lt;/a&gt;:&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Nie. W ogóle mnie nie obchodzi ten nieszczęsny punk, margines społeczny, cyber–żule i inne takie. Uważam, że to co się dzieje interesującego w społeczeństwie, dzieje się wśród elity, a nie mętów. To arystokraci są ciekawi, w życiu meneli nie ma nic więcej, niż w życiu bydła w oborze. W starszym pokoleniu zaznacza się jakiś taki obsesyjny kult lumpa, u nas widać to u Oramusa, w głównym nurcie na przykład u Stasiuka ― byle zapity obszczymurek to dla nich z punktu arbiter elegantiarum. Jest to dla mnie jakaś aberracja, chyba podobna do zafascynowania cyberpunku młodzieżowymi gangami i wyrzutkami wielkomiejskiej dżungli.&lt;/i&gt;&lt;/small&gt;&lt;br /&gt;&lt;small&gt;&lt;b&gt;(17)&lt;/b&gt; Translated from &lt;i&gt;Pieprzony los Kataryniarza&lt;/i&gt;, p. 124:&lt;br /&gt;&lt;i&gt;― [...] czytałem o jakiejś aferze z hakerami.&lt;br /&gt;― Prasa czasem ich myli z cyberpunkami. Ale to zupełnie inna sprawa: gówniarze, którzy po prostu niszczą zbiory, na ślepo, rozprowadzają wirusy, zadeptują obszary systemowe sieci, no wiesz, starają się zrobić jak najwięcej zamętu i nie dać się złapać. Taka odmiana cyberterroryzmu.&lt;/i&gt;&lt;/small&gt;&lt;br /&gt;&lt;small&gt;&lt;b&gt;(18)&lt;/b&gt; Wikipedia, &lt;i&gt;Organ grinder&lt;/i&gt;, retrieved on 19.06.2009.&lt;/small&gt;&lt;br /&gt;&lt;small&gt;&lt;b&gt;(19)&lt;/b&gt; Translated from &lt;i&gt;Pieprzony los Kataryniarza&lt;/i&gt;, p. 123:&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Ta sama konwencja narzuciła wszystkim użytkownikom sieci obowiązek posługiwania się stałym i dostepnym na każde życzenie kodem identyfikacyjnym, ID. Skończyła się anonimowość w cyberprzestrzeni. A z nią skończyło się takie hakerstwo jak w starych filmach, że tam ktoś się włamuje do komputera Pentagonu i podbiera  tajne dokumenty. Nie te czasy.&lt;/i&gt;&lt;/small&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="hr"&gt;&lt;hr/&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align = "justify"&gt;&lt;i&gt;Ciąg dalszy nastąpi...&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/10927227-3086383125913457779?l=myriads-of-me.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://myriads-of-me.blogspot.com/2009/06/kataryniarz-czesc-v.html</link><author>noreply@blogger.com (Tellur)</author><thr:total xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'>0</thr:total></item></channel></rss>